Recenzja magazynu "Kolektyw" #2

Autor: Daniel Chmielewski
29 czerwca 2008

Gdy piszę te słowa NetKolektyw przygotowuje już czwarty numer swojego magazynu. Za sobą mają jak na razie najbardziej udany numer trzeci. Mi przyszło przyjrzeć się mocno po czasie drugiemu albumowi. Wydany został w październiku 2007 i w tak małym nakładzie, że pewnie i tak kto miał kupić, to kupił. Patrząc na recenzje numeru trzeciego, dochodzę do wniosku, że nie ma sensu takowej pisać - bo ani nie zachęcają kogokolwiek do kupna, ani nic nie mówią autorom, poza tym, że jest źle. Skorzystam więc z okazji, by zabawić się w Wujka Dobrą Radę, a nuż skorzystają na tym i niektórzy autorzy już opublikowani, i przyszli.

Drugi numer Kolektywu, mający 55 stron komiksów na różne tematy, zaczyna się od całkiem zabawnego Rycerza Janka. Wolski i Sienicki jako scenarzyści dość umiejętnie serwują nam absurd z poważną miną. Rysunek Wolskiego jeszcze nie jest tak czysty, jak w odcinku z trzeciego Kolektywu, ale jest czytelny i oddający humorystyczne niuanse, a kiedy trzeba, to i sytuacje dynamiczne. Niepotrzebnie spowalnia je kardynalny błąd, jakim jest zbyt wielka ilość onomatopej. Dobry (albo przynajmniej czytelny) rysunek potrafi wydać dźwięk. Onomatopeja służy raczej do zmiany prędkości odbierania sceny przez widza. Jeśli jest sekwencja walki bez jakichkolwiek dźwięków, czy słów, to czytelnik przeleci przez nią zbyt szybko. Z kolei trzykrotne zatrzymywanie się na kadrze ukazującego spadającego z konia rycerza daje nam zastygłą fotografię, a nie szybki gag. Epilog jest dobrym przykładem tego, jak sam obraz potrafi bawić. Cieszę się, mimo powyższej uwagi, że Rycerz Janek został wytypowany na bohatera kolejnego pełnometrażowego albumu ze stajni Netkolektywu. Dotychczasowe jego przygody zapowiadają dobry komiks.

Pokerzysta Łukasza Okólskiego jest. I tyle. Pomysł z odwróceniem ról złego i dobrego ciekawy, puenta na miejscu, ale nie działa, bo warstwa wizualna nie nadąża. Gdyby autor zadziałał dramatycznymi kątami widzenia, przestrzenią i czasem, budowaniem napięcia rysunkami... A tak moment strzelaniny ukazany jest jak w grach na Pegasusie, szybko się przezeń przelatuje wzrokiem i całe napięcie tak potrzebne motywowi ulicznej strzelaniny na Dzikim Zachodzie pada.

Bartek Biedrzycki dodał do wiersza Ludwika Jerzego Kerna, Dzień Chuligana, nową zabawną zwrotkę, unikając dzięki temu banału, bo o dresach już tyle zostało powiedziane od czasów Produktu, że nawet uznany poeta nie obroniłby się bez udanej ingerencji. Przeszkadza mi za to zbyt przestrzenne rozplanowania plansz. Rysunki wzbudzają niepokój. Z jednej strony to dobrze, bo współgrają z drastyczną, ale z przymrużeniem oka podaną treścią; z drugiej źle, bo po obejrzeniu wyczynów głównego bohatera w takim wydaniu nie mogę żywić jakiejkolwiek dla niego sympatii nawet gdyby napisał jakiś dialog platoński!

Hymn Homerycki Dębskiego i Skarży rozbawił mnie swoim absurdem i patetyczną puentą. Jak scena z langustą w filmie Asteriks i Obelisk: Misja Kleopatra, epizod ten pojawia się znienacka i już się kończy, nim zdążymy się znudzić i przyjrzeć prymitywnym rysunkom, które swoją funkcję nośnika informacji spełniają, ale same w sobie nie mają nic do zaoferowania.

Niestety przy Przygodach małego Władka zdążymy się znudzić już po pierwszych kilku kadrach. Rysunki Qrjusza mają swoją masę i styl, ale scenariusz jego i Sienickiego ma tyle świeżości co dowcipy o Chucku Norrisie. Jednoplanszówki te, technicznie i narracyjnie bez zarzutu, rozbawiłyby nie jedno dziecko, gdyby ukazały się we właściwym czasopiśmie. Ale już starsza młodzież, która zna wszystkie przedstawione motywy z życia, czy innych komiksów i kreskówek, już niczego dla siebie nie odnajdzie. Po co więc marnować papier i narażać się na krytykę tylko dlatego, że istotniejsze jest zobaczenie swojego nazwiska w kolejnej publikacji, niż zdroworozsądkowe przemyślenie do jakich odbiorców się trafi?

Jak w przypadku Hymnu Homeryckiego, S.O.P.S. Mazura i Okólskiego pojawia się tylko na tak długo, by wykonać swoje zadanie, czyli nas rozśmieszyć. Bezpretensjonalna wariacja na znany temat.

Kobiety Ewy Jędrzejczak bardziej nadawały by się na pasek, niż jednoplanszówkę - galeria dziewczyn tylko przeciąga krótki żart.

Za to następującego po niej komiksu innej Ewy - Zaremby Śmietańskiej - mogło by w ogóle nie być. Życzenie źle sąsiadowi mogło obronić się jako część składowa filmu Dzień Świra Koterskiego, który na stałe zadomowił się w polskiej popkulturze, ale już jest zbyt przemaglowane, by śmieszyć jako autonomiczny dowcip. Co do rysunku - od zbyt jawnych inspiracji mangą jest gorsza tylko jedna rzecz - niekonsekwentna inspiracja mangą. Japoński styl rysowania jest czysty; wszystkie linie, plamy i rastry współgrają. A tutaj mamy takie niby akirowe twarze obok zupełnej niedbałości o anatomię i perspektywę, czy zmieniającego się z kadru na kadr samochodu.

Przynajmniej w zamykających album Mroźnych ogniach twarze nie są tak toporne, a rysunek opiera się na różnicujących plany grubszych i cieńszych liniach, a nie na niezdarnym, na kolanie robionym cieniowaniu. Scenariuszem zajął się Dębski, więc choć trochę topornie, to wystarczająco absurdalnie i sprawnie napisane, by się obronić.

Bele ma swój charakterystyczny styl rysowania, czego mamy przykład w nowym odcinku The movie. Co prawda zdarzają się niedoróbki - brak pomysłu na odstające poziomem, drewniane i płaskie ciało opiekuna Dawida - ale ogólnie Sienicki rysownik panuje nad materią, zwłaszcza nad mimiką i gestami, najistotniejszymi elementami komiksu humorystycznego. Sienicki pisarz jednak ma jeszcze przed sobą trochę pracy. Opowieść z dreszczykiem jest strasznie nierówna. Obok ciętych ripost zdarza się sztywna wymiana zdań, czasem też wypowiadana kwestia nie trzyma dobrego rytmu, zwłaszcza kiedy jest rozciągnięta na kilka kadrów. Ale to są rzeczy do wypracowania, a Bele jest jednym z autorów NetKolektywu z potencjałem.

Następnie możemy przeczytać krótkie, przyjemne i zabawne opowiadanie Dzitkowskiego. Tam, gdzie były przestrzenie między zdaniami udało mu się wcisnąć kilka naszkicowanych szybko rysunków. O dziwo udało mu się w ilustracjach zawrzeć te informacje, których brak w tekście, a traktując w aż tak minimalistyczny sposób stronę wizualną, i jasno określając dominantę tekstu, obronił się przed zarzutem przegadania, który mógłby paść przy bujniejszej, ale nic nie wnoszącej warstwie obrazkowej.

Skarża popełnił jeden błąd w komiksie Siła twórcza. Taki mianowicie, że jest twórcą nieznanym. To aż trzystronicowe coś ze zbyt hermetyczną puentą nie wnosi czytelnikowi czegokolwiek. Z tego, co widzę w jego internetowym komiksie Wombats, autor nie dba o dialog z czytelnikiem. Ale Kolektyw to nie jest jego strona internetowa. Tu musi brać odpowiedzialność za całe pismo, któremu obniża poziom swym nieczytelnym i niewciągającym tworem.

Otchłań jest problematyczna. Biedrzycki ciekawie zaczyna, a bez takiej puenty całość nie miałaby sensu - ale motyw wybrania światełka w tunelu, zamiast wrócenia do żywych jest już zbyt oklepanym zakończeniem. Radziłbym w takich wypadkach obrać znaną puentę jako punkt środkowy, do której trzeba ciekawie doprowadzić i po której trzeba ciekawie skończyć. Uniknie się pułapki i wejdzie w dialog z przeszłymi interpretacjami. Rysunki Sary Sapkowskiej są nierówne, aczkolwiek obiecujące. Najwidoczniejsze jest to na ostatniej planszy, gdzie obok sztywnej postaci męskiej i niespecjalnie udanego skrótu perspektywicznego bohaterki, mamy fantastyczny portret, w którym mina dziewczynki mówi więcej niż mogłyby powiedzieć dwie strony wart dymków.

Nagroda Fuzone jest czystą grafomanią, ale gdy sam stawiałem pierwsze kroki w komiksie o relacjach międzyludzkich, popełniałem te same błędy, więc zagrał mi na sentymentalnych strunach. Poświęcę mu zatem najwięcej miejsca. Jakie można dać rady? Po pierwsze, zbyt dużo treści. Dobrym punktem wyjściowym jest nieoczekiwane spotkanie po latach dwóch znajomych podczas programu typu randka w ciemno. Zagłębiamy się w ich pierwsze myśli po długim okresie niewidzenia się. Ona krytykuję pobudki mężczyzn zgłaszających się do takiego programu i słusznie, bo jak czytamy z myśli Adama, on wyłącznie skupia się na jej powierzchowności. Trzy strony są w sam raz, by poważny w tonie komiks rozegrał się wokół tego wątku. Ale autorowi to nie wystarcza, więc dodaje inne myśli dziewczyny. Jedna oscyluje wokół niezręcznej sytuacji: czy traktować tego człowieka jak kumpla z podwórka, czy jak uczestnika programu. Też można by całość tylko wokół tego wątku rozbudować. Jednak z tym trzeźwym osądem dziewczyny kłóci się kilka cech zdradzających u niej płytkość charakteru, np. rozważania o tym, czy różowy jest w modzie, czy słodko-idiotkowe westchnienie, gdy pisze do niej agent. W takim razie można zbudować komiks wokół myśli: Co z niej / z niego wyrosło? Zakończenie, jakie Fuzone nam serwuje, mogłoby zadziałać, gdyby jasne było w jakim świetle mamy je czytać. A tak w gąszczu poruszonych spraw przypomina rozwiązanie foto-story z Bravo Girl. Dopomaga temu skojarzeniu ilość zbędnych elementów graficznych - latające wszędzie gwiazdki, całuski, i serduszka. Jest nawet spinacz spinający kadry. Realistyczna dbałość o detale, jaką charakteryzuje się Nagroda, musi iść w parze z realistyczną anatomią. Tu raz mamy wszystko niby na miejscu, by po chwili głowy napęczniały do nieprzyzwoitych rozmiarów. Nie pomaga to w poważnym odebraniu treści. Jak widzimy po komiksie Artura Dziedzica, który wygrał niedawno konkurs w Wysokich Obcasach, prosty rysunek może udźwignąć poważną treść. Niezręczny realistyczny rysunek tylko zakłóca.

Bańki Maćka Wołosza podejmują znany z mitologii greckiej i Thorgala motyw przerywania nici życia, ale autor wprawia go w inny kontekst. Sama świadomość, że gdyby bohater nie wydmuchał baniek, nie naraziłby się na taki los, jest i najbardziej ponurą ale i najzabawniejszą myślą zawartą w tym szorcie.

W Króliku Katarzyny Witerscheim dwie główne postacie starają się być mangowe, kiedy mogliby jak reszta ich otoczenia zachować bardziej polskie rysy. Mamy ironiczną sytuację znaną chociażby z Masz wiadomość z Meg Ryan i Tomem Hanksem. Niejasna puenta wszystko psuje. Bo a) chłopak, którego śledzi bohaterka jest jej sąsiadem a ostatni kadr to taka parafraza świnki Porky żegnającej się z widzami, albo b) bohaterka zaczyna podejrzewać swojego sąsiada o bycie królikiem, a człowiek, którego śledziła stoi piętro nad nimi i cieszy się, że udało mu się jej umknąć, by mógł ją dalej zaczepiać przy następnych zakupach. Ale opcja b) jest nielogiczna, bo przecież tajemniczy nieznajomy zdjął swój strój przed wyjściem ze sklepu, a tu znów miałby go mieć na sobie? Jeśli jednak opcja a) była intencją autorów, bo przy scenariuszu pomagał Kacper Pucyłapek, to po co?! 8 stron na coś tak przewidywalnego i nieodkrywczego? Polecam popracowanie nad zakończeniem albo spędzenie kilku dni na oglądaniu filmów, by nie powtarzać w gorszym wydaniu starych motywów.

Półpies pasterski Dębskiego i Okońskiego mnie ujął. Krótka forma o samotności, pogłębionej przez to, że pies, za którym pasterz tęskni, w swoim wirtualnym świecie nie tęskni za panem. Dobrze napisana, z wprowadzoną nutką subtelnego humoru, by rozładować patos. Rysunki są momentami zbyt szkicowe i anatomicznie niedorobione, do tego miecz w psie zmienia z niewiadomych przyczyn swoją orientację w trakcie historii, ale kadry są dobrze rozplanowane, a działanie czernią i szarościami idealnie współgra z treścią.

Drugi numer Kolektywu mogą sobie kupić kolekcjonerzy zinów i znajomi autorów, lub badacze popkultury, ale już lepiej sięgnąć po numer trzeci, jeśli się wcześniej z NetKolektywem nie zetknęło. Mam cichą nadzieję, że młodym twórcom, poza podbudowywaniem własnego ego, zależy też na dodawaniu cegiełek do budowli, jaką jest polska kultura komiksowa. By to uczynić, nie wystarczą chęci. Potrzebne jest ciągłe ćwiczenie warsztatu, poznawanie gramatyki komiksowej i właściwe dopasowanie do siebie warstwy wizualnej i treściowej. By to osiągnąć nie trzeba zdawać na Akademię Sztuk Pięknych, czy kupować pięć podręczników do nauki rysowania, czy scenopisarstwa. Ale trzeba czytać i oglądać! Dużo! Dopiero, kiedy się nawchłaniało tyle cudzych dzieł, że człowiek krzyczy: nie wymyślę już nic nowego! - pojawia się szansa na to, że stworzy coś w pełni własnego.

Kolektyw - 2 - (2/2007)

Scenariusz: Bartek Biedrzycki, Michał Dzitkowski, Jakub Dębski, Ewa Jędrzejczak, Ludwik Jerzy Kern, Jan Mazur, Łukasz Okólski, Kacper Pucyłapek, Robert Sienicki, Katarzyna Witerscheim, Igor Wolski, Ewa Zaremba-Śmietańska
Rysunek: Michał Dzitkowski, Ewa Jędrzejczak, Łukasz Okólski, Sara Sapkowska, Katarzyna Witerscheim, Igor Wolski, Ewa Zaremba-Śmietańska
Okładka: Konrad Okoński, Łukasz Okólski
Wydawnictwo: netKOLEKTYW
Rok wydania polskiego: 10/2007
Liczba stron: 56
Format: B5
Oprawa: miękka
Papier: matowy
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: własna, sklepy specjalistyczne, internet
Wydanie: I
Cena z okładki: 9 zł

Podyskutuj na forum!




blog comments powered by Disqus