Reportaż z Festiwalu Komiksowa Warszawa 2010

Autor: Dominika Węcławek
Ilustracje: Dominika Węcławek
26 kwietnia 2010

Pierwsze koty za płoty - powiedział w sobotę po południu Szymon Holcman, z wydawnictwa Kultura Gniewu, współorganizator festiwalu Komiksowa Warszawa. Chociaż impreza nie była wówczas nawet na półmetku, wszystko wskazywało na to, że jest sukcesem...

W sobotni poranek CBA, centralny punkt spotkań na festiwalu, zapełniał się odwiedzającymi. Przyszli zarówno ci, którzy rok rocznie odwiedzali Warszawskie Spotkania Komiksowe, jak i osoby, które do odwiedzin na festiwalu zachęciły odbywające się w warszawskich klubach i kawiarniach wystawy. Nie brakowało rodzin z małymi dziećmi, które w przestrzeniach Basenu ale i tych zajmowanych przez teatr IMKA, czuły się jak u siebie w domu.

Kto wyda więcej?

Siedmioletnia Natalia przyszła z tatą.

- Nie szukam niczego konkretnego, jestem za mała, żeby czytać komiksy - oświadczyła stanowczo siedmioletnia Natalia, która przyszła na festiwal z tatą. Ona już wie, podobnie jak większość rysowników i czytelników, że wbrew stereotypom w Polsce wydawane są przede wszystkim komiksy dla dorosłych. Wśród kilkunastu premier jedynie nowa propozycja Szarloty Pawel, oraz, ewentualnie, kolekcjonerska edycja komiksu Tadeusza Baranowskiego były wystarczająco przystępne dla młodych.

O ile mało kogo stać było na wyłożenie ponad stu złotych na wspomniany album Baranowskiego czy reedycję kultowego albumu Blankets Craiga Thompsona (105 zł), o tyle tańsze albumy rozchodziły się jak świeże bułeczki. Na giełdzie przez cały dzień trwał ruch. Wiele osób przyszło tu z konkretna listą zakupów. Rysownik Robert "Bele" Sienicki zdradził, że przed każdą tego typu imprezą przygotowuje sobie listę wszystkich premier, a po zsumowaniu kosztów wykreśla te mniej atrakcyjne tytuły. Nie sposób bowiem znaleźć w domowym budżecie takich zapasów, które wystarczyłyby na kupno wszystkiego.

Szczęśliwie na Komiksowej Warszawie nadarzyła się też okazja do zdobycia ciekawych tytułów za darmo. Komiksowy Przewodnik po Warszawie finansowany przez miasto znikał w oka mgnieniu. A ci, którzy wraz z katalogiem festiwalowym ruszyli na miasto i obejrzeli wszystkie towarzyszące imprezie wystawy zbierając w każdym miejscu pieczątki, mogli liczyć na egzemplarz wybranego albumu gratis.

Pierwszy kolekcjoner pojawił się krótko po 11:00 w sobotę. I wybrał D`Artagnana w twardej oprawie.

- Ja też zbieram pieczątki, zależy mi na zdobyciu Pogrzebów Łucji, ale albumy są losowane i być może ktoś mnie wyprzedzi - zdradziła rysowniczka Olga Wróbel, jedna z kilku kobiet oficjalnie reprezentujących "żeńską" gałąź sztuki na imprezie.

O ruchomych obrazkach

Jednak giełda, na której obok jeszcze pachnących farbą drukarską nowel graficznych wyszperać można było starsze wydawnictwa, ale i komiks niezależny, nie była jedyną atrakcją w budynku. Na scenie w starym basenie co godzinę pojawiali się nowi goście i opowiadali o tajnikach swojej pracy. Na porannym spotkaniu z redaktorami nowych czasopism komiksowych gościła spora grupka zainteresowanych. Jeszcze więcej osób przyszło by popatrzeć jak powstaje popularna internetowa audycja komiksowo-filmowa Shwing! To była też pierwsza okazja, by spotkać się z Karolem KRL Kalinowskim, rysownikiem i scenarzystą, którego Łauma zrobiła w ubiegłym roku prawdziwą furorę, teraz zaś czeka na ekranizację. Dyskusja między prowadzącymi była raczej ciągiem gagów i żartów słownych, stąd i publiczność nieustannie wybuchała śmiechem i pokrzykiwała.

Potem nastąpiła wymiana pokoleń i na krzesłach pod sceną zasiedli czytelnicy w kwiecie wieku. Na scenie zaś pojawił się Bogusław Polch.

- Mnie sama nazwa niespecjalnie pasowała, ale już zostało i tak narodził się "Relax"- wspominał rysownik. O czasach kultowego i jedynego PRL-owskiego czasopisma komiksowego jedni słuchali z rozrzewnieniem, jak pan Roman, który przyznaje, że dzięki "Sztandarowi młodych" i właśnie czasopismu "Relax" on i jego koledzy mogli choć przez chwilę poczuć smak zachodu.

- Barwne przygody, postaci jak z amerykańskich magazynów, wszystko wydawało się nam strasznie nowe i nieprzystające do naszej siermiężnej rzeczywistości - mówił spotkany czytelnik. Młodsi tych historii słuchali z niedowierzaniem, dziwili się jak w ogóle wydawanie tego typu magazynu było niegdyś możliwe. A jednak...

- Plansze fotografowane były olbrzymim aparatem, który na co dzień służył kartografom, dlatego też kreska wyglądała potem przy powiększeniach jak kreska, a nie jak zbiór kwadracików - wspominał Polch, ale w dyskusji nie ograniczał się wyłącznie do przeszłości. Zapytany o swoją sztandarową serię przygód Funky Kovala zdradził dalsze szczegóły hollywoodzkiej adaptacji.

- Zaproponowałem Borysa Szyca jako idealnego kandydata do ciekawej roli drugoplanowej. On zaś potwierdził, że prowadzi rozmowy z producentami. Według najnowszych wiadomości Kovala ma zagrać Matthew McConaughey...

Wieści z filmowego planu było więcej, bo "ojcowie" Jerza Jerzego, czyli Tomek Leśniak i Rafał Skarżycki przedstawili pierwsze fragmenty filmu o przygodach kolczastego czworonoga. I choć postać głównego bohatera wielu kojarzy się z dziecinadą, a wśród fanów twórczości tandemu Leśniak-Skarżycki nie brak nastolatków, autorzy podkreślali, zdecydowanie, że mierzą w starszego odbiorcę. Film jest już na ukończeniu, pozostały ostatnie kadry, twórcy zaś obiecują, że po premierze pomyślą o nowych komiksach z kultowym bohaterem.

Pojedynki obrazkowe i słowne

W sobotni wieczór kanapy zastąpione zostały przez sztalugi, a zamiast żartobliwych rozmów na scenie trwał zaciekły pojedynek. Ośmioro komiksiarzy stanęło do walki o prestiż i uznanie. A wśród uczestników bitwy komiksowej obok autorów promowanych na festiwalu komksowych premier, czyli m.in. Macieja Łazowskiego (Boska tragedia), czy Mikołaja Spionka ("Pirat"), pojawili się goście z zagranicy - Igor Baranko (twórca wydanego u nas w ub. roku komiksu Maksym Osa), czy jedyna w tym towarzystwie kobieta, mieszkająca i tworząca w Niemczech Agata Bara.

Rysownicy stawali do pojedynku parami, mieli jeden temat i pięć minut na stworzenie opartej na nim planszy komiksowej. Początkowo dominowały tematy stołeczne, jak choćby "warszawskie metro". Tu inwencją musieli wykazać się Robert Sienicki i Igor Baranko. Polak postawił na dramatyzm - człowieka wpadającego pod pociąg. Gość z Ukrainy stworzył fantastyczną impresję - na jego planszy wagony zastąpił pędzący zwierz. I to on zapewnił Igorowi udział w półfinale.

Niektórym jednak tematy sprawiały trudności. Agata Bara nie do końca wiedziała czym jest bazyliszek.

- Dragon! Er macht Leute... im Stein... zamienia! - pomagała publiczność nieskładnie krzycząc pojedyncze słowa po niemiecku. Rysowniczka jednak doskonale zrozumiała o co chodzi i dzięki swojej pracy także awansowała dalej.

Karol KRL Kalinowski, który tego wieczora reprezentował komiksowe gwiazdy, musiał przejść najbardziej zacięte walki, począwszy od ćwierćfinału, w którym podczas pojedynku z Mikołajem Spionkiem raz doszło do dogrywki i raz do powtórzenia pojedynku.

Ostatecznie jednak w finałowej walce to on stanął w szranki z Igorem. Kontrowersyjny temat "walenie w basenie" Baranko i Kalinowski postanowili potraktować odmiennie. Ukrainiec postawił na dosłowną wulgarność, Polak na grę słów i skojarzeń. Wygrała pierwsza opcja. Po skończonej bitwie panowie uścisnęli sobie dłonie, a publiczność nagrodziła wszystkich brawami, w końcu adrenalina i dobra zabawa były tu najważniejsze.

Niedziela stworzyła okazję do spotkania się w gronie miłośników komiksu fantasy, s-f, ale i mangi. Dzień upłynął też pod znakiem kobiet. Najpierw dziewczyny rysujące japońskie historie obrazkowe dla zagranicznych wydawców mogły opowiedzieć szerzej o swoich perypetiach, potem rysowniczki działające na polskim rynku spotkały się by porozmawiać o pozycji komiksu kobiecego. I tu już nie było spokojnie, dyskusja przebiegała burzliwie bo i same twórczynie miały odmienne poglądy. - Jestem przeciwna przypinaniu łatek komiksom rysowanym przez kobiety. Nie ma po prostu czegoś takiego - powiedziała Olga Wróbel. Specjalizująca się w autobiograficznych nowelkach graficznych autorka jest zwolenniczką opcji, by komiksy dzielić na te dobre i złe.

- Jak to nie ma? Czy mężczyzna wiarygodnie opowie ci o menstruacji?! - oburzyła się Sylwia Kaźmierczak. Rozmowa trwała długo, publiczność chętnie zabierała głos, ale jak często bywa w takich wypadkach, o wnioskach, czy wypracowaniu porozumienia było trudno mówić.

Podobno równie trudno było Polskiemu Stowarzyszeniu Komiksowemu podjąć decyzję odnośnie tego, kogo uhonorować tytułem "Najlepszy Komiks Zagraniczny".

- Dwa razy głosowaliśmy i dwa razy był remis - zdradził Tomek Pastuszka. Dlatego choć kategorie są cztery, statuetek rozdano pięć. O godzinie 16:00 na scenę wjechały srebrne Warszawy... A dokładniej miniaturowe modele kultowych samochodów, które trafiły do grona najlepszych. W polskim komiksie nie miał sobie równych Karol Kalinowski, jego Łauma uhonorowana została tytułem najlepszego komiksu polskiego 2009 roku. Najlepszym rysownikiem wybrano Shauna Tana, autora rewelacyjnego Przybysza, scenarzystą roku został Alex Robinson (ten od świetnych Wykiwanych), a w spornej kategorii doceniono zarówno Opowieści z hrabstwa Essex Jeffa Lemire, jak i Fun Home Alison Bechdel.

I tym akcentem zakończono pierwszą edycję Festiwalu Komiksowa Warszawa. Za rok ma być jeszcze lepiej, bo jak podkreślają organizatorzy, najtrudniejszy był ten pierwszy raz...

 

 

Tekst jest rozszerzoną wersją reportażu, który ukazał się na łamach "Życia Warszawy" w dniu 26.04.2010 r.



blog comments powered by Disqus