Recenzja komiksu "48 stron: Maciek (Komiks: Rewelacja)"


Wbrew tytułowi – żadna rewelacja. Bardziej powtórka z rozrywki, by nie powiedzieć "odgrzewane danie". Komiks jest zabawny, ale to wszystko. Nie jest to taki fajerwerk humoru jak poprzednie części cyklu. W 48 stronach autorzy sparodiowali Matrixa w sposób zgrabny i udany. W przypadku Maćka... działano w myśl zasady "Dwa razy powtórzone podoba się" (Horacy) i niestety coś nie wyszło. Powstał zeszyt błyskotliwy zaledwie w kilku miejscach, a to - jak na dzieło "Dadline Studios" - trochę za mało. Zmieniono zupełnie konwencję opowieści. Nie jest to już szalona jazda bez trzymanki od gagu do gagu, tylko zamknięta historia ze spójną fabułą. Jeśli autorzy pójdą dalej w tym kierunku, to następny tom będzie nowelą graficzną dla dojrzałego czytelnika. Na plus, względem innych części serii, wypadła jedynie grafika i okładka – najlepsza w cyklu.

Najpoważniejszy zarzut: we Frankim Krovie, komisarz Kordon obiecywał "więcej gołych lasek". W Maćku... nie pojawiła się ani jedna (podobnie jak komisarz).

Jak na zwykły album humorystyczny Maciek... jest niezły, ale jako kontynuacja wspaniałych 48 stron jest zaledwie przeciętny.

48 stron - 4 - Maciek (Komiks: Rewelacja)

Scenariusz: Robert Adler, Tobiasz Piątkowski
Rysunek: Robert Adler
Wydawnictwo: Mandragora
Rok wydania polskiego: 3/2004
Liczba stron: 28
Format: B5
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: saloniki, księgarnie
Cena z okładki: 9,90 zł


blog comments powered by Disqus