Akira

Akira to jeden z najbardziej znanych japońskich komiksów i choć od jego powstania minęło już sporo czasu, cieszy się nadal olbrzymią popularnością. W Polsce ukazał się dzięki wydawnictwu JPF, któremu chwała za to, choć mogliby wypuszczać kolejne tomy częściej niż raz na kwartał. Polskie wydanie podzielone jest bowiem bodajże na 18 części (razem około 2000 stron), więc skoro kupiłem pierwszą gdy zaczynałem studia, ostatnią przeczytam gdy będę je kończył. Lecz trudno, tak to bywa, a komiksem warto się na pewno zainteresować.

Nie chcę zdradzać fabuły bo sam nie cierpię, jej znać wcześniej, powiem tylko że rzecz dzieje się po III W.Ś. w Tokio, w którego centrum, niczym gigantyczna rana, tkwi wciąż olbrzymi lej po bombie, a cały teren wokół jest zamknięty dla ludności. Intryga rozpoczyna się w momencie gdy na opuszczonej autostradzie w zamkniętej strefie, członkowie młodocianego gangu motocyklowego natykają się na małego, wystraszonego chłopca o twarzy starca. Dziwne dziecko z wytatuowanym na dłoni numerem znika tak niespodziewanie jak się pojawiło, jednak dla nastoletnich motocyklistów (i innych mieszkańców Neotokio), nic już nie będzie takie jak dawniej (naprawdę!).

W tym wypełnionym po brzegi akcją komiksie, jedna tajemnica goni drugą i nigdy nic do końca się nie wyjaśnia. Stwarza to wspaniały klimat dla historii opowiedzianej z nieprawdopodobnym rozmachem. Nadzwyczaj drobiazgowa, ale i elegancka kreska Katsuhiro Otomo również zasługuje na najwyższą ocenę. Budynki i maszyny przedstawione są bardzo precyzyjnie i szczegółowo, a jednocześnie postacie pozostają dynamiczne i "miękkie" - połączenie, które naprawdę rzadko się zdarza. Typowo japońskie, charakterystyczne przerysowane emocje i mimika ludzi narysowanych w nieco uproszczonym stylu (choć bez wielkich oczu), kontrastują z szczegółowymi panoramami miasta rozciągającymi się na dwie strony. Szczytem jest scena (przepraszam za spoiler!......) zniszczenia Neotokio, gdzie przez bodajże dwadzieścia stron oglądamy rozległe ujęcia pochłanianego kataklizmem miasta z lotu ptaka i walące się wieżowce w których widać każde okno. Ta jedna scena musiała kosztować Otomo tygodnie żmudnej pracy, ale dzięki temu czytelnikowi spada czapka z wrażenia. W Produkcie na przykład, w recenzji tego numeru ktoś emocjonalnie podsumował ten fakt pisząc krotko: "Otomo jest pojebany!" :-) I rzeczywiscie czasem trudno jest się oprzec takiemu wrażeniu, bo rysownikowi absolutnie nie szkoda ani papieru, ani własnego wysiłku na pieczołowite rozrysowywanie pościgów, ucieczek i eksplozji na wielu, wielu stronach. W porównaniu z tym większość europejskich albumów może sprawić wrażenie streszczeń a nie pełnowymiarowych historii. Dlatego też nawet jeśli tak jak ja nie jesteście fanami mangi, spróbujcie Akiry. Naprawdę warto zobaczyc ten komiks na własne oczy, niezależnie od tego czy się go polubi czy nie. Polecam.

Konrad Grzegorzewicz



blog comments powered by Disqus