Recenzja komiksu "Aldebaran: Zagłada"
Pierwszy tom serii rozgrywającej się na zamieszkałej przez kolonistów ziemskich planecie Aldebaran. Spokój ich społeczności burzy pojawienie się tajemniczych zjawisk mających związek z ogromnym potworem zamieszkującym wody Aldebarana. Wody, które nota bene zajmują ok. 90% jego powierzchni. Niektóre z tych zjawisk są tragiczne w skutkach i doprowadzają do podróży głównych bohaterów: Marca i Kim. W czasie tej podróży poznajemy świat Aldebarana, który okazuje się daleki od pozornej sielanki przedstawionej na początku: zerwana łączność z macierzystą Ziemią, autorytarny ustrój policyjny (pod kontrolą kościoła!), tajemnicza organizacja badająca morskiego potwora ścigana przez służby policyjne itd. Świat okazuje się nie taki różowy jak na początku a wręcz groźny i okrutny.
Album kupiłem z dużym opóźnieniem (ok. 9 miesięcy po jego wydaniu), bo nie byłem specjalnie do jego kupna zmotywowany. A teraz trochę z nudów, trochę pod wpływem zachęt z forum komiksu na internetowej Gildii Komiksu (rzeźbiarz.wg - pozdrowienia!), uzupełniłem ten brak. I nie żałuję a wręcz jestem zachwycony. Nawet nie wiedziałem co traciłem.
Pierwsza głębsza refleksja po lekturze (a nawet wcześniej) jest taka, że pod płaszczykiem sf kryje się historia obyczajowa! (ew. społeczno-obyczajowa). Miałem takie wrażenie, że ten potwór i tajemnicze zdarzenia nie są aż tak ważne w porównaniu z interakcją dwójki głównych bohaterów podczas wspólnej podróży. Po części w tej opowieści pobrzmiewa tematyka dotycząca dorastającej młodzieży, ale większość psychologii ma charakter uniwersalny. Wątek obyczajowy jest genialny pod każdym względem: zarówno treściowym (relacje Marca i Kim) jak i narracji. Narracja jak na komiks jest dość nietypowa: spokojna, niezwykle wyważona, precyzyjna. Czasem zdarza się, że przez 2-3 strony akcja nie posuwa się do przodu, bo akurat bohaterowie sobie rozmawiają, sprzeczają się, wymieniają jakieś niestotne dla dalszego przebiegu akcji uwagi. Czuć w tym ducha narracji filmowej (po części i książkowej), gdzie jest masa czasu na tego typu narrację. Natomiast w komiksie generalnie unika się tego ze względu na bardzo ograniczoną objętościowo pojemność tego medium. Ale w tym komiksie taka narracja sprawdza się rewelacyjnie - jakoś w ogóle mi się nie spieszyło aby kosztem przyspieszenia narracji obejrzeć jakieś kolejne zdarzenia i zaskakujące sytuacje, delektowałem się tym co czytałem i wcale nie chciałem żadnego podkręcania tempa. Co więcej, o dziwo, wcale się nie czuło, że akcji jest za mało - było w sam raz.
Początek tomu jest relatywnie słabszy, ale z każdą stroną rozkręca się on aby doskonały poziom osiągnąć w momencie rozpoczęcia wędrówki przez grupę Marca.
Na szczególne wyróżnienie zasługuje kreacja postaci Kim. Jej charakter, zachowanie, postawa są genialne, chwytają za serce i niesamowicie podnoszą na duchu. Wspaniała pozytywna postać. No i nie ukrywam, że pod względem urody (która nie wszystkim musi się podobać) też mi podpasowała :) Postać Kim jest tak głęboka, że absolutnie nie pasuje na 11-latkę, na którą uparcie kreuje ją autor. Niby to naiwność z tym wiekiem, ale nawet mi specjalnie nie przeszkadza.
Rysunek trzeba przyznać jest znakomity. Utrzymany zdecydowanie w konwencji realistycznej, jest niezwykle dopracowany, precyzyjny i czytelny. Może aż trochę zbyt wycyzelowany w wyniku czego brak mu troszkę dynamiki i swobody. Czepiając się szczegółów można wytknąć wydłużone postacie i twarze. Ale suma sumarum jest on baardzo dobry. Żywa kolorystyka pasuje do albumu.
Dwie rzeczy muszę podkreślić szczególnie: Leo najlepiej ze wszystkich rysowników świata rysuje mimikę twarzy, uczucia się na niej malujące. Żaden inny rysownik nawet nie zbliża się do jego poziomu. Po drugie: czytelność rysunku jest perfekcyjna - tutaj oczywiście Leo nie jest niedoścignionym wzorcem, bo i konkurencja silniejsza, ale jest na pewno w ścisłej czołówce pod tym względem.
Z ciekawostek: interesujące, że Leo z upodobaniem godnym lepszej sprawy maluje na twarzach cienie padające np. z drzew. Dodaje to niby realizmu, ale przez to, że jest to niezwykle częste zwraca na siebie większą uwagę niż powinno. Mi to osobiście nie przeszkadza - co najwyżej wywołuje uśmiech :) Inną cechą charakterystyczną jest wszechobecne cieniowanie na twarzach. Częściowo jest one wykonywane komputerowo a jego efekty są przeważnie bardzo zadowalające (z pewnymi wyjątkami gdzie zbytnio widać efekt działania komputera).
Wydanie jest bardzo miłe, takie, do którego Siedmioróg już nas przyzwyczaił: twarda oprawa i pół-kredowy papier. Do tego druk i dobrana czcionka bez zastrzeżeń. Starannie przetłumaczone materiały dodatkowe: dane planety i kalendarium. Co do tłumaczenia w komiksie, to można mieć jedną drobną uwagę: nie rozumiem dlaczego w pewnych przypadkach (gramatycznych) słowo 'Aldebaran' jest nie odmieniane a w innych jest. Logiczne wydaje się konsekwentne odmienianie tego słowa we wszystkich przypadkach gramatycznych - nie brzmiałoby to wcale niezręcznie czy sztucznie. Poza tym brawo dla tłumacza - przekład wydaje się niezły.
Album obowiązkowy do kupna. Reprezentuje on gatunek niemal niespotykany w komiksie: komiks obyczajowy. Oczywiście inne elementy (sf, przygody, sensacji i polityki) występują i dodatkowo jeszcze ubarwiają akcję (a nawet stanowią przykrywkę dla tematyki obyczajowej). A więc teoretycznie dla każdego coś miłego. Ale to działa również w drugą stronę: jak wszystkiego jest po trochu, to wiele osób może nie znaleźć dla siebie wystarczająco wiele. Mam nadzieję jednak, że dominujący wątek obyczajowy jest w stanie mocno poruszyć nie tylko mnie, ale i wielu innych fanów komiksu (ew. malkontenci będą osobami żywiącymi generalną niechęć do tematyki obyczajowej). Elementy innych gatunków też mi odpowiadały (choć może już nie są powodem aż do zachwytów) i powinny się generalnie też podobać. Ja osobiście bezapelacyjnie i bezkrytycznie komiks polecam!
Aldebaran - 1 - Zagłada
Rysunek: Luiz Eduardo De Oliveira
Tłumaczenie: Akari
Wydawnictwo: Siedmioróg
Rok wydania polskiego: 2002
Tytuł oryginalny: La Catastrophe
Wydawca oryginalny: Dargaud
Rok wydania oryginału: 1994
Liczba stron: 48
Format: A4
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie
ISBN: 83-7254-255-4
Wydanie: I
Cena z okładki: 16,50 zł
Sklep
Forum















