Legenda o wielu obliczach - recenzja komiksu "Alma"

Autor: Tomasz Nowak
20 sierpnia 2007

Legenda o wielu obliczach
Postać człowieka śniegu, zwanego czasem człowiekiem gór, a niekiedy lasu wciąż rozpala wyobraźnię twórców. Podobnie było w przypadku debiutującego na łamach komiksowego periodyku "KKK" młodych autorów - Gałka i Zabdyra. W tym bowiem pisemku zrodziła się w 2002 r. postać Człowieka-Kota, nazwanego później Almą, istoty nadnaturalnej, niewiadomego pochodzenia.

Po siedmiu odcinkach i zawieszeniu edycji "KKK", Alma, wraz z nim przeszedł do legendy. Jednak, jako że te lubią żyć własnym życiem, dość niespodziewanie powrócił i to w znacznie obszerniejszej formie.

Tom wydany niedawno przez krakowski Atropos zaskakuje już swą objętością, ale nie tylko. Liczący ponad sto stron, potężny wolumin w twardych oprawach zawiera jedną, za to rozbudowaną historię o wyprawie, która w połowie lat dwudziestych, pod kierownictwem profesora Rikosujera wyrusza na pustkowia Syberii. Jej celem jest zbadanie opowieści o dziwnym włochatym stworze widywanym w okolicy i zestawienie ich z legendarną istotą Almą, która niczym himalajski Yeti zamieszkuje tamte tereny, skrywając się przed oczami ciekawskich. I tu kolejne zaskoczenie. Po drodze, miast zwykłych w tego typu opowieściach "serii tajemniczych zdarzeń" następuje zupełnie "zwyczajna" napaść. Ekipę badaczy przed zagładą ratuje tylko niespodziewana lawina i "ktoś". Tym "ktosiem" bardzo szybko okazuje się poszukiwany odmieniec, "przedstawiony" naukowcom przez mieszkańców wsi Gniewno. To kolejne zaskoczenie, łamiące fabularne schematy.

Potężny humanoid pokryty kocim futrem, o cechach małp człekokształtnych, żyje w zgodzie z miejscowymi, w dodatku ciężko dla nich pracując. Naukowcy mogą też badać go bez najmniejszych przeszkód, za sprawą sutego mieszka rubli pozostawionych sołtysowi.

I wszystko pewnie toczyłoby się swoim, zwykłym torem, gdyby nie fakt, że rzezimieszki, które napadły ekspedycję po drodze, wcale nie zamierzają zrezygnować ze swego łupu...

Hulk pośród śniegów
Gałek i Zabdyr, mimo iż nie są już ograniczeni wymogami edytorskimi magazynu, postanowili pozostać przy formule komiksu dwubarwnego. Zważywszy na specyfikę surowego krajobrazu, oraz ogólny, niezbyt optymistyczny wydźwięk opowieści, jest to krok słuszny.

Duże plamy czerni, pogłębione cienie, gra konturem - wszystko to przywodzi na myśl całą listę nazwisk wielkich twórców komiksowych, z których dokonań autorzy niewątpliwie czerpali. Nie ma wszak w tym nic złego. Wręcz przeciwnie!

Komiks o prostym w sumie scenariuszu, oprawiony został dobrymi dopracowanymi ilustracjami - i co ważne - równie dobrze wydrukowany. Może jedynie w kilku miejscach przydałoby się mu trochę redakcyjnego szlifu (rysunki scen dynamicznych), ale generalnie można wskazać znacznie więcej plusów.

Najbardziej intrygującą postacią jest oczywiście sam Alma, ukazany po raz pierwszy, gdy niczym John Matrix taszczy na ramieniu ogromny pień. Po chwili widać już jednak, że przypomina raczej przyodzianego w kaptur Hulka. Potem przychodzą kolejne skojarzenia... Ale nie one są tu najważniejsze. Istotne jest to, kim jest Czlowiek-Kot? A tego właśnie z albumu się nie dowiemy.

Niektórzy mieszkańcy mówią, że "już tu był", gdy przybyli. Naukowcy snują wielce obiecującą (dla przyszłych scenariuszy) tezę o powiązaniu Almy z katastrofą tunguską... I chyba coś musi być na rzeczy, gdyż, jeden z bandziorów, napadających na wyprawę, sam także zdradza przedziwne umiejętności autoregeneracji.

Jednakże, mimo elementów "niesamowitych" i wprowadzenia postaci "superbohatera", trudno historię tę zaliczyć wprost do fantastyki. To bardziej opowieść awantruniczo-sensacyjna, z wątkiem fantastycznym. Nie wiadomo jednak, w jakim kierunku autorzy podążą dalej.

Syberyjskie pułapki
Trudno ocenić, jak silny był wpływ i inspiracja autorów dokonaniami twórców takich jak Hugo Pratt, którzy też przecież swoje awanturnicze opowieści umieszczali na Syberii. Dość jednak stwierdzić, że nie udało się im uniknąć paru mielizn. O ile dopracowano wszelkie detale "okolicznościowe" - pojazdy, broń, ubiory, o tyle stylizacja językowa wydaje się zabiegiem mniej potrzebnym. Tym bardziej, że stosowana niekonsekwentnie, nieco "zaciera" jasność dialogów. Ponadto, powołanie się na "podręcznikowy przykład miłości ojcowsko-synowskiej", to już swoiste signum temporis - oczywiście naszych czasów - ahistoryczność, której uniknąć zawsze trudno, ale która rozsadza nieco "oryginalny" nastrój.

Alma nie jest więc komiksem idealnym, ale to nieistotne. Wśród polskich produkcji ostatnich lat zdecydowanie wyróżnia się pozytywnie.

Skoro autorzy przebąkują coś o ciągu dalszym, miejmy nadzieję, że przyjdzie doczekać się go szybciej, a potencjalny, krótszy czas tworzenia, nie zaważy na jakości opowieści i rysunków. Bowiem ci, którzy poznają Człowieka-Kota, z pewnością szybko będą chcieli dowiedzieć się o nim znacznie więcej.

Alma

Scenariusz: Michał Gałek
Rysunek: Mariusz Zabdyr
Wydawnictwo: Atropos
Rok wydania polskiego: 5/2007
Liczba stron: 116
Format: 170x250 mm
Oprawa: twarda
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-920740-7-6
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,90 zł

Podyskutuj na forum!




blog comments powered by Disqus