Artykuł "Anachron: Powrót bestii"
Album ten zapoczątkowuje na polskim rynku serię o planecie Anachron - planecie, na której panuje ustrój będący odpowiednikiem ziemskiego średniowiecza i która jest pod dyskretną kontrolą Ziemii w celu zachowania jej naturalnego rozwoju bez absolutnie żadnej ingerencji sił zewnętrznych.
Tak wygląda zarys serii - natomiast w pierwszym tomie poznajemy głównego bohatera Hugo Varegua, historyka i rewolucjonistę, który na Anachron udaje się w pościgu za neonazistowskim przestępcą a jednocześnie na Anachronie równolegle toczy się wątek rywalizacji o rękę córki barona Norpath.
Zarys akcji wygląda na dość ciekawy - niestety album zaczyna się strasznie sztampową i sztywną historyjką obalenia dyktatury neofaszystowskiej w państewku Ameryki Płd. i wyruszenia w ślad za uciekającym dyktatorem głównego bohatera. Na szczęście od momentu gdy ląduje on na Anachronie akcja robi się interesująca i wciągająca. Dobrze są prowadzone równolegle dwa wątki.
Narracja jest niewymuszona, bardzo sprawna i na tyle znakomita, że kompletnie wciąga - do tego stopnia że czytając dany wątek zapomina się o drugim i jest się kompletnie zaskoczonym, jakby obudzonym ze snu, gdy nagle wplata się drugi z wątków. I generalnie tu tkwi główna siła tego komiksu: narracja. Bo ani sama historia, przebieg akcji czy pomysły nie są specjalnie oryginalne, zaskakujące czy wzbudzające zachwyt, ale komiks wciąga - naprawdę trudno się od niego oderwać, dawno nie czytałem już czegoś równie wciągającego. Charakterystyczny bezprentesjonalny (inni nazwaliby go: prosty, wręcz obcesowy) styl narracji sprawia, że czytelnik czuje się komfortowo, a jednocześnie nie jest zdegustowany prymitywnością. Jego komfort niewątpliwie poprawia też umiejętnie dozowany humor oraz niestereotypowe postacie (no z wyjątkiem może głównego złoczyńcy i głównego bohatera) traktowane z dystansem. W ogóle po pewnym czasie dochodzi się do wniosku, że cała historia jest traktowana z dystansem i leciutkim przymrużeniem oka - choć w zasadzie dotyczy to głównie jednego z dwóch wątków. A może to jest siła tego komiksu - zestawienie dwóch zupełnie inaczej traktowanych wątków: jednego z lekkim dystansem a drugiego śmiertelenie poważnie? A do tego wszystkiego dochodzi wspólne już zakończenie, na serio - ale tajemnicze, intrygujące, początkujące nowy wątek i zachęcające do dalszej lektury. No trudno zgadnąć - może rzeczywiście taka mieszanka to przysłowiowe 'to jest to'.
Rysunek jest zaskakujący. Wygląda jakby rysownik strasznie się męczył i walczył z tym komiksowym tworzywem. Zupełnie brak jest mu swobody, polotu, rozmachu. Nie dosyć, że wydaje się sztywny, pozbawiony dynamiki, ale na dodatek pozbawiony jest detali w tle i ciekawych pomysłów na scenografię, ubiory, rekwizyty (wydają się one wszystkie dość ograne). Trzeba jednak przyznać, że w ramach w których mieści się (narzucił sobie?) rysownik, rysunek jest bardzo dopracowany, precyzyjny, wręcz kaligraficzny - i gdyby do tego dorzucić jeszcze choć odrobinę swobody byłoby rewelacyjnie (no prawie, bo czasem wychodzą braki rysownika przy rysowaniu zbliżeń twarzy - zbyt duże uproszczenia). A tak, teraz wygląda to jak dzieło świeżo upieczonego absolwenta akademii rysunku - widać ogromną staranność, dbałość o niemal wycyzelowanie rysunku, ale jednocześnie też widać jakby brak wyczucia, rutyny, praktyki (nie musi to być wcale prawda, ale mówię jaki jest odbiór) które pozwalają rysować swobodnie.
Mimo tych wszystkich zastrzeżeń, taki rysunek akurat w tym komiksie nie razi (no powiedzmy, że rzadko razi) - prosta, niewymuszona narracja nawet dobrze współgra z prostym, czytelnym a jednocześnie bardzo dopracowanym rysunkiem - komfort czytania idzie w parze z komfortem oglądania.
Polska edycja jest znakomita: sztywna lakierowana okładka, kredowy papier, bardzo dobry druk sprawiają, że czytelnik ma zapewniony już i trzeci element komfortu. Nie mogę pod tym względem znaleźć żadnego szczegółu, do którego mógłbym się przyczepić (no w każdym razie, jeśli nie upieramy się przy twardej oprawie).
Wobec powyższego jak można nie kupić tak komfortowego pod każdym względem :)) komiksu. Absolutnie i bez wahania polecam. Zastanawiać się mogą tylko ci, którzy ponad wszystko hołdują rysunkowi i szukają przede wszystkim wrażeń wizualnych (a najlepiej oryginalnych i nowatorskich).
Natomiast ja już nie mogę się doczekać dalszego ciągu.
Anachron - 1 - Powrót bestii
Rysunek: Joel Jurion
Kolor: Sandrine Cailleteau
Tłumaczenie: Maria Mosiewicz
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 10/2002
Tytuł oryginalny: Le Retour de la bete
Wydawca oryginalny: Vents d'Ouest
Rok wydania oryginału: 2001
Liczba stron: 46
Format: A4
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: saloniki, księgarnie
ISBN: 83-237-1360-X
Cena z okładki: 16,90 zł
Sklep
Forum















