Artykuł "Anachron: Siódmy kapitan"
Na tom drugi serii przyszło nam niestety czekać prawie rok. Wynika to prawdopodobnie z faktu, że seria nie spodobała się wielu czytelnikom i zebrała wiele ocen krtycznych. Mi osobiście tom 1 serii akurat bardzo się podobał. Nieco gorzej jest już z tomem 2. Ale najpierw dwa słowa o zarysie jego akcji. Jak pamiętamy z tomu 1 pościg za neonazistowskimi przestępcami na zacofanej planecie Anachron (będącej pod bardzo dyskretną kontrolą sił ziemskich) zakończył się obudzeniem potężnego potwora - Nienazwanego. W tomie 2 okazuje się, że jest to czarnoksiężnik pragnący (jak to każdy zły czarnoksiężnik) rozprzestrzeniania zła i władzy nad światem i który ściganych neonazistów przekształca w swoje bezwolne sługi. A w tym czasie grupka naszych bohaterów (ze ścigającym numer uno, czyli Hugo Vareguą) wplątuje się w aferę małżeńską z udziałem córki miejscowego barona - wyplątanie się z niej jednak będzie niczym w porównaniu z konfrontacją z siłami zła kierowanymi przez Nienazwanego.
I ponownie jak w przypadku tomu 1 zarys akcji wygląda dość oryginalnie (żeby nie powiedzieć dziwacznie - przez to mieszanie różnych konwencji i wątków). Na szczęście tym razem obchodzi się bez dużych zgrzytów typu obalenie neonazistów w jakimś państwie i ich ucieczka w kosmos. Natomiast są wady, których nie było widać w poprzednim tomie. Mianowicie, niby wszystko jest ok: narracja sprawna, wątki się zgrabnie rozwijają i splatają, są zachowane charakterystyczna autoironia i dystans w stosunku do przedstawionej opowieści, klimat stanowi połączenie poważnej akcji i luzu, ale jednak w trakcie lektury byłem nieco całą opowieścią znużony a nawet lekko znudzony. Przed większym znudzeniem chroniła mnie bardzo dobra narracja i realizacja scenariusza - natomiast jego poszczególne elementy, sceny, rozwiązania nie okazały się suma sumarum zbyt oryginalne, wciągające. Nie pomogło w uatrakcyjnieniu akcji mieszanie różnych wątków i konwencji - po prostu jest ciut nudnawo. Największym walorem jest zachowanie dystansu do opowieści i swoista autoironia; czuć, że autorzy po prostu bawią się konwencją tej opowieści.
Z braków w logice widzę tylko jeden - rycerz Wodan dwukrotnie całkiem mocno policzkuje swoją ukochaną. Owszem ma powody, ale czy tak się zachowuje ktoś niby zaślepiony w miłości do drugiej osoby?
Rysunek troszeczkę wyewoluował od tomu 1, ale tylko troszeczkę. Tzn. nadal jest realistyczny i utrzymany w bardzo charakterystycznej manierze, ale za to jest jakby minimalnie mniej dopieszczony, wycyzelowany, w wielu szczegółach (np. na twarzach) bardziej uproszczony (czasem niebezpiecznie zbliżający się do rysunku humorystycznego, groteskowego). Za to zyskuje dynamika rysunku, jego płynność i naturalność w przedstawianiu ruchu, gestów i mimiki postaci. Czyli generalnie jest on mniej sztywny i swobodniejszy i może przez to nie zwraca na siebie uwagi. Może dlatego też w tym tomie nie zauważa się już np. tego, że użyte rekwizyty, scenerie, rozwiązania graficzne nie są zbyt oryginalne i pomysłowe, lecz bazują na doskonale znanym i ogranym repertuarze.
Podsumowując: nadal jest to rzetelna rozrywka na przyzwoitym (choć nie olśniewającym) poziomie. W kategorii czystej, niezobowiązującej rozrywki polecam (z lekkim już wahaniem, ale jednak; z wahaniem, bo brak oryginalności może wielu zrazić - zatem jeśli sprawna narracja jest dla Ciebie absolutnie niczym w porównaniu z oryginalnym scenariuszem, lepiej jednak nie kupuj tego komiksu). Oby tylko kolejny tom nie utrzymał tendencji spadkowej, bo jeśliby tak się stało to cała seria będzie wówczas na minusie i stanie się nie warta kupna.
Anachron - 2 - Siódmy kapitan
Rysunek: Joel Jurion
Kolor: Sandrine Cailleteau
Tłumaczenie: Maria Mosiewicz
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 9/2003
Tytuł oryginalny: Le Septième Capitaine
Wydawca oryginalny: Vents d'Ouest
Rok wydania oryginału: 2002
Liczba stron: 46
Format: A4
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: saloniki, księgarnie
ISBN: 83-237-9680-7
Cena z okładki: 17,90 zł
Sklep
Forum















