Recenzja komiksu "Archentina"

Autor: Daniel Chmielewski
16 grudnia 2008

Michał Arkusiński znany jest jako autor postaci komiksowej imieniem Noize, okładki Jazz w wolnych chwilach rappera O.S.T.R i z kilku konkursów MFK. To właśnie na konkursie w roku 2005 ukazał się fragment Archentiny - dokładnie to rozdział drugi. W sumie są trzy i po raz pierwszy zebrane zostały w omawianym zeszycie.

W kraju o nazwie Archentina pewien generał dokonuje puczu pod pretekstem uwolnienia społeczeństwa od degrengolady. Jej największym przejawem, jak się okazuje z orędzia generała, są graficiarze. Dlaczego? Bo niektórzy uliczni artyści potrafią, niczym zaczarowanym ołówkiem, stworzyć na murze farbą w sprayu smoka, który po chwili ożywa i atakuje prześladujących ich policjantów. Oczywiście, jak to w tego typu historiach bywa, generał okazuje się dwulicowym tyranem, który więzi cudowne dzieci ulicy i próbuje ich zamienić w poddanych mu super-wojowników. Rodzi się ruch oporu, a więziony bohater staje się symbolem wolności. Sprawę komplikuje fakt, iż na czele bojówki antyrządowej stoi syn generała.

Mimo wszystko, fabuła jest raczej pretekstowa. Nie ma tu miejsca na tła historyczne, portrety psychologiczne bohaterów, czy realistyczną logikę. Fabuła sprowadzona jest do takiego abstraktu, jaki spisałem powyżej (choć ominąłem jeden wątek i wynikające z niego zakończenie). Lekturę kończy się w kwadrans, zwłaszcza, że akcja jest wartka, a tekst ogranicza się prawie wyłącznie do zdawkowych wypowiedzi występujących postaci.

Archentina jest przede wszystkim dynamicznym graficiarskim muralem podzielonym na 50 plansz i umieszczonym w zeszycie formatu A5, zamiast na murze. Sama kompozycja kadrów na planszach opiera się na czytelnych pionach i poziomach. Słusznie, bo nie ma problemu w śledzeniu akcji, która wybucha ze stronic komiksu w szalonych wirach i niepokojących ujęciach. Niektóre obrazki wypełniają całe dwie plansze i szkoda, że przedzielone są białą linią marginesu, bo aż chciałoby się je powiększyć i wydrukować w formie plakatowej. O dziwo, mimo całego szaleństwa, nie ma ani jednego nieczytelnego kadru. Onomatopei praktycznie nie ma, a kiedy się zdarzają, to zdradzają dźwięk bardziej formą, niż samym przedstawieniem liter. Widać to chociażby w wypadku lotu helikoptera. To co się z niego wydobywa to skrzyżowanie X, K, W, a nawet S. Istotne, że rwany szlak tych dziwnych znaków o wiele bardziej wydobywa furkot silnika i świst kręcących się z zawrotną szybkością śmigieł, niż by to zrobiło jakiekolwiek czytelnie napisane "Wrrrr", czy "Cz, cz, cz, cz, cz".

Same teksty w dymkach dla kontrastu pisane są zwykłym, bezszeryfowym fontem. Może mało to natchnione, ale z drugiej strony bardziej fanaberyjny font lub styl pisma spowodowałyby tylko przeładowanie graficzne. Plansze są od nowa pokolorowane - mniej jaskrawe, niż w oryginalnej wersji, choć tak samo bazują na ciekawych połączeniach i kontrastach kolorystycznych. Efekt jest psychodeliczny i mroczny. Autor mógłby jednak popracować trochę nad wyglądem niektórych postaci ludzkich, bo obok takich porażających portretów, jak Skwarek na stole operacyjnym, mamy mało wyrazisty tłum w kafejce, zbyt szkicowy i momentami niezdarny.

Poszukiwacze fabuł nie mają tu czego szukać, ale fanom graffiti i komiksowego undergroundu, ta pozycja powinna się spodobać, jako pożywka dla oczu, której trawienie zajmie dłużej, niż sama lektura.

Archentina

Scenariusz: Michał Arkusiński
Rysunek: Michał Arkusiński
Wydawnictwo: Nikt Nic Nie Wie
Rok wydania polskiego: 3/2007
Liczba stron: 52
Format: A5 poziomy
Oprawa: miękka
Druk: kolor
Dystrybucja: własna, sklepy specjalistyczne, internet
ISBN: 83-917093-1-0
Wydanie: I



blog comments powered by Disqus