Recenzja komiksu "Cat Shit One" #1

Autor: Przemek Szymczak
3 lipca 2006

www.sklep.gildia.pl
Cat Shit One - 1.
Dostępność: 2-3 dni robocze
Cena: 18,90 zł  21,00
dodaj do koszyka

Pierwsza część komiksu Cat Shit One gościła już na łamach naszego portalu. Dlatego też, żeby niepotrzebnie nie powielać informacji, proponuję przed przeczytaniem recenzji zapoznanie się z tekstem pod tym adresem.

Króliki idą na wojnę. Brzmi to jak jedna z bajek la Fontaine'a. Jednak tym razem konflikt nie rozgrywa się gdzieś pomiędzy pobliskim lasem a strumykiem. Motofumi Kobayashi wysłał swoich bohaterów do Wietnamu, w sam środek brutalnej i jak najbardziej prawdziwej walki.

Głównymi bohaterami komiksu są trzy króliki: rozsądny i skrupulatny przywódca oddziału, Pakki, doświadczony zwiadowca Rats i nieco bojaźliwy łącznościowiec Botaski. Stanowią interesujący zespół, a czytelnik szybko przyzwyczaja się do nich. Niestety są to jedyne wyraźniej zarysowane postacie w komiksie. Reszta zwierząt pojawia się epizodycznie, jak na przykład rosyjski doradca wojskowy, lub stanowi tło (wyruszający na misje z głównymi bohaterami Yardowie).

Fakt, że głównymi bohaterami są zwierzęta nie ma większego wpływu na fabułę komiksu. Króliki ubrane w mundury i uzbrojone w karabiny to ciekawy obraz, ale na stronie wizualnej wszystko się kończy. Zwierzęta nie wnoszą do świata przedstawionego nic swojego. Nie ma tu nawiązań do cech, jakie zazwyczaj przypisuje się królikom czy kotom. Bohaterowie to w stu procentach ludzie, pomimo sympatycznych króliczych pyszczków.

Trudno jednoznacznie ocenić, czy stanowi to wadę, czy też może zaletę. Nie ulega jednak wątpliwości, że między innymi dzięki temu Cat Shit One może wiernie wpasować się w realia historyczne wojny w Wietnamie. Te przedstawione są wzorowo. Rodzaje broni, wojskowy żargon i fachowe określenia, od których roi się w dialogach - wszystko jest dopracowane w najmniejszych szczegółach. Dodatkowych informacji dostarczają wplecione w narrację dygresje dotyczące manewrów czy konkretnych operacji. Są też materiały historyczne. Dotyczą genezy wojny, wojsk, które brały w niej udział. Mają postać jednej lub dwóch stron tekstu, ozdobionych ilustracją. Ich rozmieszczenie pomiędzy poszczególnymi epizodami Cat Shit One wydaje się być dość przypadkowe. Lepiej by było, gdyby wszystkie tego typu informacje znalazły się w jednym miejscu, na przykład na końcu tomiku.

Komiks podzielony jest na kilka rozdziałów, które odpowiadają poszczególnym misjom, w jakich uczestniczy trójka bohaterów: ratunek jeńca, wysadzenie mostu, atak na bazę czy wreszcie przepustka spędzona w Sajgonie. Fabuła nie stanowi spójnego ciągu, nie prowadzi do punktu kulminacyjnego. Proste historie zdają się być jedynie pretekstem, by ukazać działania wojenne. Jeśli ktoś szuka bardziej refleksyjnego podejścia do tematu, niech nie oczekuje zbyt wiele. W dziedzinie fabuły komiks jest surowy. Można powiedzieć: "żołnierski".

O ile jednak strona fabularna nie zadowoli wszystkich, rysunki wykonane są na medal. Przejrzyste, pełne szczegółów i realistyczne. Zwierzęta, pomimo swoich krótkich łapek nie sprawiają wrażenia niezgrabnych, gdy portretowane są w biegu, lub podczas ostrzeliwania się. Motofumi Kobayashi zna się na tym, co rysuje, a dotyczy to zarówno broni i pojazdów opancerzonych, jak i królików. Autorowi nie można odmówić talentu. Kadry są ciekawie pomyślane, a zwierzęta, dzięki jego zręczności wpasowują się idealnie w wojenny krajobraz.

Nieco gorsze wrażenie robią przygotowane na komputerze kolorowe strony. Tutaj jakość obrazków jest nierówna. Jedne wyglądają na dopracowane, zarówno pod względem kolorystyki, jak i rysunku. W inne autor włożył zdecydowanie mniej serca. Jednak nawet te mniej udane kadry nie przesłonią pozytywnego wrażenia, jakie robi graficzna strona komiksu.

Dodatkiem do pierwszego tomiku jest fragment komiksu Dog Shit One (określenie w żołnierskim slangu), który autor rysował zanim powstał pomysł wysłania na wojnę królików. Ten sam staranny rysunek i podobna w budowie fabuła. Jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że to jednak komiks ze zwierzętami w roli głównej ma więcej charakteru. Wpływ na to ma na pewno fakt, że zaczynając czytać Cat Shit One natrafiamy od razu na akcję, podczas, gdy fragment Dog Shit One jest wstępem, który miał rozpoczynać dłuższą historię. Niemniej... króliki górą.

Cat Shit One nie zachwyca. Pomysł umieszczenia królików w roli żołnierzy nie jest nowatorski. Są inne komiksy, w których zwierzęta wcielały się w niełatwe role ludzkich bohaterów, takie jak Usagi Yojimbo czy Blacksad. Powiem więcej, w wypadku Cat Shit One eksperyment ten jest ryzykowny. Komiks przeznaczony jest raczej dla ludzi interesujących się wojskiem, uzbrojeniem, czy historią wojny w Wietnamie. Tej grupie odbiorców zależy na realizmie, a w tym wypadku króliki z kotami mogą przeszkadzać w odbiorze.

Pozostali czytelnicy mogą potraktować komiks jako ciekawostkę. Zdecydowanie warto zainteresować się rysunkami Motofumi Kobayashiego. Mimo tego w ogólnej ocenie Cat Shit One wypada przeciętnie. Trójka królików nie ma wiele do powiedzenia. Przy komiksie można się dobrze bawić, jednak nie zatrzyma czytelnika na dłużej, nie poruszy, nie zmusi do zastanowienia. A szkoda...

Cat Shit One - 1

Scenariusz: Motofumi Kobayashi
Rysunek: Motofumi Kobayashi
Wydawnictwo: Waneko
Rok wydania polskiego: 4/2006
Tytuł oryginalny: Cat Shit One
Liczba stron: 138
Oprawa: miękka z obwolutą
Papier: matowy
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: kioski, saloniki
ISBN: 83-89893-92-4
Wydanie: I
Cena z okładki: 20 zł


blog comments powered by Disqus