Recenzja komiksu "Deduktor"
Komiks Michała Gałka (scenariusz) i Marcina Nowakowskiego (rysunki) to 56-stronicowy kryminał wydany w zeszłym roku przez Atropos.
Może od razu zacznę od tego, komu nie polecać. Deduktor jest komiksem mainstreamowym, kolorowanym komputerowo, wydanym w formacie A4, papier kredowy, laminowany tytuł na okładce. Koneserzy lubujący się tylko w czarnobiałych dziełach autorskich z tzw. "wyższej półki" nie mają tu czego szukać. Tak samo żeńska część populacji, bo jest to "prawdziwie męski" produkt. Niektóre elementy składowe to: polski porno-biznes, niewyżyta seksualnie policjantka i sekretarka agencji detektywistycznej o skłonnościach lezbijskich - i nie ma tu oczywiście mowy o wewnętrznych rozterkach związanych z orientacją seksualną, czy pewnymi skłonnościami, jest za to dużo obrazowania tych części kobiecego ciała, które dostarczają "prawdziwym mężczyznom" największej radości.
Gdy teraz czytają tę recenzję już tylko Ci, którym może się przydać, zapytajmy: Czy Deduktor autorom się udał? By już nie trzymać w niepewności, powiem - tak. I to bardzo. Jak już zostało wspomniane, jest to mainstreamowa historia o agencji detektywistycznej. Agencja nosi tę samą nazwę co komiks i prowadzona jest przez byłego policjanta, ex-żołnierza i detektywa po kursie korespondencyjnym. Panowie mają za zadanie chronić potentata porno-biznesu podczas pewnego spotkania, ale gdy niedoszłe tete-a-tete definitywnie kończy karierę pana biznesmena, detektywi z Deduktora zostają wrzuceni w sieć powiązań i intryg sięgających nawet wysokich szczebli władzy. Tyle wprowadzenia w fabułę. Jak przystało na główno-nurtową historię kryminalną, jest z jednej strony zupełnie nierealna i zawiera wszystkie znane klisze - od przenikliwej sekretarki odkrywającej przegapiony przez wszystkich trop, przez emocjonujący pościg ulicami miasta, po głównego schwarzcharaktera, który opowiada o swoim planie, zamiast wykończyć od razu przeciwnika. Z drugiej strony, wszystko jest spójne, logiczne i wyważone. Na tyle, że przy drugim czytaniu bawiłem się jeszcze lepiej, niż przy pierwszym.
Bo fabuła fabułą, w komiksie czy filmie tego rodzaju ona jest tylko szkieletem i wartość dzieła zależy od tego, w co się ten szkielet przyoblecze. Gałek daje nam różnorodną galerię postaci, gdzie każda osoba ma swoje cechy własne i indywidualny sposób mówienia. Na dodatek pewne niuanse charakterologiczne popychają akcję do przodu, lub odpowiednio ją zawieszają - np. nieznajomość przez Czarlińskiego innych aktorów poza Bronsonem. Dialogi są jak spisane z dyktafonu, z przejęzyczeniami, ze złymi interpretacjami ("kropla w morzu" - zamiast "jak dwie krople wody" - co od razu mówi nam dużo o lekceważącym stosunku bohatera do języka, którym z drugiej strony lubi szpanować, trochę jak niektórzy politycy). Są przekleństwa, ale Gałek nie pakuje ich do każdego dymku po dziesięć, są zająknięcia, ale nie zatrzymujące dialogu. Wielkie brawa za żywy i prawdziwy język.
Do tego dochodzi sprawa humoru i nawiązań. Jak w porządnym amerykańskim serialu kryminalnym, mamy jakiś żart na początku, który nam towarzyszy przez cały odcinek, aż wreszcie jego adresat go zrozumie. Mamy co chwilę odniesienia czy do aktorów, czy filmów (np. fantastyczna parafraza, w której jeden zbir, widocznie obejrzawszy Pulp Fiction, nie popełnia błędu Travolty, gdy idzie za potrzebą). Wspomniana w dialogach zostaje też Beata Kozidrak i nawet Jarosław Kaczyński z ekipą się tu i ówdzie zagnieździli, ale na tyle subtelnie, by wywołać uśmiech, a nie wionąć stęchlizną odgrzewanych kotletów. Podoba mi się polskość tego komiksu, który jest bardzo osadzony w naszych realiach, i np. żartuje sobie z amerykanizowania imion postaci w rodzimych produkcjach. Zresztą klisze, którymi epatuje Deduktor, potraktowane są zazwyczaj w sposób oryginalny. Co prawda takim znawcą kryminałów nie jestem, ale nie widziałem nigdy tak zakończonego pościgu, jak u Gałka i Nowakowskiego.
No właśnie, Nowakowski. Jak on sobie poradził? Już dużo wspomnianych powyżej motywów, żeby mogło zaistnieć, musiało być dobrze przedstawionych w warstwie graficznej. I jest. Nowakowski kadruje po europejsku, ale detale przedstawia w krzywych, rozedrganych, amerykańskich kadrach. Plansze są klarowne, kolory chłodne albo ciepłe narzucają scenie odpowiednio statyczny lub dynamiczny charakter. Wszystko jest na swoim miejscu. Czasem sypią się rysownikowi pojazdy, ale przymknijmy na to oko. Widać też, że w miarę rysowania, Nowakowski czuje się pewniej i po trochę nieporadnych, karykaturalnych twarzach na początku, zwłaszcza Barta, kończy już w mocnym stylu - co, biorąc pod uwagę jak często rysownicy "siadają" pod koniec albumu, jest miłym zaskoczeniem.
Album zamyka galeria, w której bardzo dobrze zinterpretowali bohaterów Deduktora Tomasz Jędrzejowski i Arkadiusz Klimek. Jeszcze udany jest rysunek Łukasza Mendla, pozostałe dwa w tym zestawieniu prezentują się słabo i nieporadnie, ale tak czy siak, galeria zawsze jest ciekawym dodatkiem do komiksu.
Kończąc, zacytuję Jerzego Szyłaka z posłowia: "Michał Gałek i Nowakowski mogliby stworzyć całą serię opowieści z udziałem [swoich bohaterów]. Nie muszą niczego poprawiać. Wystarczy, że zachowają zaprezentowany tutaj poziom."
Deduktor
Rysunek: Marcin Nowakowski
Kolor: Marcin Nowakowski
Wydawnictwo: Atropos
Rok wydania polskiego: 10/2007
Liczba stron: 64
Format: 210x290 mm
Oprawa: miękka
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-920740-8-3
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,90 zł
Sklep
Forum















