Recenzja komiksu "Dilbert: Losowe akty zarządzania"
Spytajcie o komiks Dilbert nauczyciela, mechanika, kierowcę, albo ogrodnika. Powie Wam, że to w sumie fajna rzecz, że jest śmieszny, czasami może trochę zbyt absurdalny. Spytajcie jednak pracownika biura, a z dziwnym błyskiem w oku odpowie: "To prawda. To wszystko prawda".
Dilbert jedną trzecią swojego życia (nie licząc weekendów) spędza w boksie robiąc analizy, projektując systemy informatyczne oraz bardziej lub mniej delikatnie próbując odwieść swojego szefa od co głupszych pomysłów, które mogłyby skomplikować dilbertowe życie.
To jeden z najbardziej znanych pracowników biurowych na świecie. Swoją sławą przyćmiewa nawet ludzi z Microsoftu albo urzędników spod numeru 10-tego londyńskiej Downing Street. Ten mały człowieczek w okularach, który swoje krawaty, jak można sądzić z ich wyglądu, prasuje na globusie symbolizuje normalnego człowieka zagubionego w nienormalnej firmie, gdzie biurokracja wygrywa ze zdrowym rozsądkiem na każdym kroku. Może to właśnie dlatego tak łatwo jest nam się z nim identyfikować. Chyba każdy z nas przynajmniej kilka razy w życiu spędził w jakimś urzędzie chwile, które idealnie nadawałyby się na materiał do kolejnej historyjki z tego komiksu.
Dilbert prezentuje bardzo specyficzne poczucie humoru, które nie do każdego musi trafić. Sporo tu absurdalnych pomysłów, czytając musimy więc być przygotowani na naprawdę zakręcone realia. Ale nie to jest najtrudniejsze, w taki sam sposób przecież czytamy i Garfielda i Fistaszki. Dowcipy Adamsa są często zakamuflowane. Puenta nie jest uderzająca, śmieszna jest cała sytuacja, od pierwszego kadru po ostatni. Czasami po prostu dowcip nie jest oczywisty. Co, rzecz jasna, nie znaczy, że jest zły.
Z moich obserwacji wynika, że paski z Dilbertem śmieszą najbardziej ludzi pracujących w biurach lub mających do czynienia z biurokracją. Rzeczywiście Adams przedstawia w krzywym zwierciadle pewne stereotypy panujące nie tylko w amerykańskich instytucjach.
Nie próbuję tutaj, bynajmniej, przedstawić Dilberta jako ukrytej pod płaszczykiem komiksu książki o tematyce psychologicznej lub socjologicznej. Dilbert to przede wszystkim dobra zabawa. Ale trzeba przyznać, że jeśli zabrać otoczkę dowcipu i nierealnie działającej firmy można doszukać się całkiem trafnych obserwacji na temat międzyludzkich relacji.
Rysunki, bo o nich trzeba wspomnieć, od samego początku robią wrażenie rysowanych od niechcenia na nudnawym zebraniu. Obrazki są malutkie, miejscami, niestety, mało czytelne. Postacie są bardzo uproszczone, poruszają się sztywno, tła właściwie nie ma. Kaszana, tak? Absolutne nie! Ten styl pasuje idealnie do oficjalnej, urzędniczej atmosfery dilbertowej firmy. Postacie są genialne, z tymi swoimi nieporadnymi gestami, z prostą, ale bardzo wyrazistą mimiką twarzy. Tu nie ma miejsca na subtelności, drodzy państwo, tu się udaje, że się pracuje.
Zresztą komiks nigdy nie miał ambicji zostać graficznym dziełem. To dowcip pełni tu pierwszorzędną rolę. Rysunek jest tylko ułatwieniem, żeby nie trzeba było zbyt wiele opisywać i wyraźnie widać, że jest na drugim planie, potraktowany nieco po macoszemu. Ale skoro nie przeszkadza to w odbiorze komiksu, a nawet dodaje mu klimatu i czyni rozpoznawalnym, to czy można to w ogóle uznać za wadę? Myślę, że nie.
Do polskiego wydania pasków z Dilbertem przez Egmont w ramach Klubu Świata Komiksu nie mam zastrzeżeń. Każda część ma ponad sto stron, a przy drobnym druczku na paskach taka objętość zapewnia lekturę na jakiś czas. Komiks wydany jest w czerni i bieli i to w zupełności wystarczy, by móc się nim cieszyć (choć niektóre odcinki Dilberta drukowane w gazetach są kolorowe). Komiks ma kwadratowy format, jak wiele komiksów składających się z pasków, ale pozostaje poręczny i wygodny w czytaniu. Miłą niespodzianką są wstępy pisane przez samego autora, utrzymane w tym samym duchu co komiks. Słowem - uczta dla miłośników Dilberta, jak również smakowity kąsek dla tych, którzy go jeszcze nie poznali.
Dilbert - 16 - Losowe akty zarządzania
Rysunek: Scott Adams
Tłumaczenie: Agnieszka Mitraszewska
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 1/2009
Tytuł oryginalny: Random Acts of Management
Rok wydania oryginału: 2000
Liczba stron: 124
Format: 230x215 mm
Oprawa: miękka
Papier: matowy
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-237-2540-4
Wydanie: I
Cena z okładki: 27,90 zł
Sklep
Forum














