"Guliweriana" – recenzja komiksu

Autor: Maciej Jasiński
5 czerwca 2016

Scenariusz niepotrzebny, gdy rysuje Manara

Guliweriana to komiks, którym swego czasu było zainteresowanych kilku polskich wydawców, u któregoś nawet pojawił się już w zapowiedziach i później zniknął na długie lata. Dopiero w tym roku za sprawą Scream Comics trafił on do rąk polskich czytelników. Warto było czekać na ten album?

Tworząc ten komiks Milo Manara sięgnął po klasyczną powieść Podróże Guliwera, autorstwa Jonathana Swifta. Wybrał z niej odpowiadające mu motywy i przerobił je tak, aby pasowały do komiksu erotycznego. Tak oto główną bohaterką stała się młoda i piękna kobieta, która prawie naga trafia na wyspę zamieszkaną przez Liliputów. Tam na prośbę króla staje się między innymi żywym rozebranym "łukiem triumfalnym", pod którym maszerują wojska, a także pomaga pokonać flotę wrogów królestwa. Ucieka wreszcie z Krainy Liliputów by trafić na wyspę olbrzymów, gdzie pełni rolę czegoś w rodzaju erotycznej laleczki dla pary gigantów. I w końcu ląduje w wiszącym w powietrzu mieście zamieszkałym przez "radosne bachantki", które uwielbiają eksperymenty erotyczne.

Początkowo całość wydaje się być po prostu lekką w odbiorze wariacją na temat Podroży Guliwera. Taką przyjemną opowiastką erotyczną do oglądania dla każdego, bez żadnej głębi i mądrych tekstów w wypowiedziach bohaterów (coś jak jeden z licznych filmów erotycznych przerabiających znane książki czy inne dzieła popkultury).  Znalazło się jednak w tym komiksie kilka fragmentów, które nieco odbierają lekkość tej opowieści. Jeden z nich stanowi wspomniana już wizyta u "radosnych bachantek". Jest także próba zaatakowania od tyłu pochylonej bohaterki przez gadającego konia z wielkim przyrodzeniem (scena, która pewnie jeszcze z 10 lat temu zostałaby przez polskiego wydawcę ocenzurowana). Nie pasuje też mi do tego lekkiego klimatu gaszenie przez bohaterkę pożaru w Krainie Liliputów przy pomocy własnego moczu. Jest tych motywów niewiele, ale zaburzają jakoś konstrukcję całości i każą się zastanowić czy Manara miał jakiś plan na całość, czy tworzył bez niego. Ja raczej obstawiam tę drugą opcję.

Manara rysuje pięknie, a jego bohaterki są pełne seksapilu. Nie inaczej jest też w przypadku Guliweriany. To album stworzony w zasadzie tylko z myślą o tym, żeby autor miał jak najwięcej możliwości rysowania kobiecego ciała w różnych erotycznych pozach. Trzeba przyznać, że w tym akurat komiksie nie brakuje też częstych zbliżeń na intymne części ciała, ale Manara potrafi to też przerobić na żart – np. w scenie, w której dzieci Liliputów bawią się piłką we włosach łonowych bohaterki.

Sięgając po Guliwerianę nie spodziewajcie się oryginalnego, zaskakującego scenariusza. To zlepek bardzo przewidywalnych scen, których łącznikiem jest seksowna bohaterka albo rozebrana, albo ubrana jedynie w postrzępioną brytyjską flagę czy kusą sukienkę ledwie zasłaniającą pośladki. Pięknie narysowany komiks do oglądania, w którym czytanie dialogów nie jest jakoś istotne. Oczywiście nie trzeba chyba dodawać, że to tytuł przeznaczony dla dorosłych czytelników. Fajnie, że ten album ukazał się wreszcie w Polsce, fani talentu Manary na pewno przyjęli ten fakt z dużą radością.

Ocena: 8/10

Guliweriana

Scenariusz: Milo Manara
Rysunek: Milo Manara
Wydawnictwo: Scream Comics
Rok wydania polskiego: 3/2016
Tytuł oryginalny: Gulliveriana
Wydawca oryginalny: Les Humanoïdes Associés
Rok wydania oryginału: 1996
Liczba stron: 68
Format: 240x320 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 9788365454010
Wydanie: I
Cena z okładki: 65,01 zł


blog comments powered by Disqus