Recenzja antologii komiksów "Kompot"

Autor: Przemek Szymczak
3 stycznia 2011

Kompot to wspólny projekt polskich i izraelskich rysowników komiksów. Jest wynikiem wspólnych warsztatów, które oprócz stworzenia historii znajdujących się w tym dosyć grubym albumie zaowocować miały jeszcze jednym - mianowicie przełamaniem stereotypów. O tym czy to się udało i dlaczego raczej nie postaram się napisać poniżej.

Zacznę jednak od tego, co czytelnik widzi najpierw. Album jest pokaźnych rozmiarów. W środku czeka dziesięć krótkich komiksów. A właściwie dwadzieścia, jeśli czytający równie biegle jak polskim posługuje się językiem hebrajskim. Jako, że projekt był dwunarodowy również i każda z historii wydrukowana została w dwóch językach (z wyjątkiem dwóch pisanych w języku angielskim, które po prostu powtarzają się dwa razy - ma to wbrew pozorom sens, bo w wydaniu hebrajskim strony ułożone muszą być przeciwnie niż w polskim; czyta się je od prawej do lewej).

Czytelnik otrzymuje więc ponad dwieście stron, z których przeczyta tylko sto. I choć sam bardzo chętnie spojrzałem na różne czcionki hebrajskiego pisma, bardzo ładnego swoją drogą, poważnie się zastanawiam, czy było warto. Oczywiście biorąc pod uwagę projekt - dwujęzyczny komiks jest jak najbardziej na miejscu. Obawiam się jednak, że nikt w Polsce, z wyjątkiem osób uczących się hebrajskiego, z tego nie skorzysta, a podobnie będzie zapewne jeśli komiks ukazałby się w Izraelu. Historie nie straciłyby nic, gdyby komiks odchudzić o połowę i ewentualnie wydrukować w dwóch wersjach, a może zyskaliby na tym (przynajmniej pod względem finansowym) czytelnicy.

Z drugiej strony pomimo całej swej niepraktyczności pomysł jest, jak już pisałem, przystający do idei przyświecającej projektowi. Czytelnik może przynajmniej zobaczyć jak wyglądają te same zdania zapisane alfabetem hebrajskim i oswoić się z wyglądem tych liter, jeśli nie miał okazji się z nimi spotkać. Nie zaryzykuję stwierdzenia, że pozna brzmienie tych samych zdań w innym języku, bo czytanie bez samogłosek (których się najczęściej w języku hebrajskim nie zapisuje) jest trudne nawet dla kogoś, kto zna alfabet.

Porzucając jednak lingwistyczne dygresje przejdę do tego, co stanowi serce komiksu, czyli do historii. Twórców jest ośmiu (w tym pięciu Polaków) i każdy z nich przedstawia komiks, który jest całkowicie inny od reszty. Ta ogromna różnorodność jest jedną z najmocniejszych stron antologii. Widać tu nie tylko różnice warsztatowe, ale wręcz bardzo szerokie i elastyczne podejście do samego medium. Trzeba powiedzieć, że przy porównaniu wyraźnie rzuca się w oczy to, że Polacy o wiele mocniej trzymają się tradycyjnej formy komiksu niż ich koleżanka i koledzy z Bliskiego Wschodu.

Również pod względem tematów jest tu podobnie. Komiksy autorów izraelskich są mocno niestandardowe w formie. Jest w nich bunt i poszukiwanie własnej drogi. Jest też dużo ciekawości i owocuje to tym, że historie te są czymś w rodzaju wrażeń spisanych po pobycie w Polsce. Autorzy nie boją się mówić w tych komiksach w pierwszej osobie, traktują je niemal jak jakiś wycinek z autobiografii. Jest w nich rzeczywiście to spotkanie kultur, jakie zakłada idea projektu. Jest komentarz, są jakieś spostrzeżenia.

Zastanawia mnie to, czy projekt zakładał tylko wizytę izraelskich autorów w Polsce. Jeśli tak samo było w drugą stronę - po polskich historiach nie da się tego poznać. Co więcej, nie mogę opędzić się od wrażenia, że zaprzeczają one w pewien sposób samemu założeniu projektu. Większość z nich bowiem opiera się właśnie na stereotypowym przedstawieniu Żyda. Czy przypadkiem nie miało być inaczej? Czy stereotyp nie miał być tu przełamany?

Może to przypadek, może to tylko sprawa tej antologii, ale nieodparcie nasuwa się wrażenie, że nasi autorzy komiksowi nie mają pomysłów albo odwagi, by spróbować czegoś nowego. Wiele z historii przedstawionych w Kompocie bazuje na bardzo prostych pomysłach, które nie wystarczą, żeby historia była naprawdę dobra. Jak pisałem wcześniej - w większości z nich portret Żyda nakreślony jest stereotypowo. Komiksy mają zacięcie albo humorystyczne albo wręcz edukacyjne. I szkoda, naprawdę, że nie ma w nich nic więcej. A przede wszystkim więcej kultury żydowskiej, o której, niestety, z antologii nie dowiedziałem się niczego, czego nie wiedziałbym wcześniej.

Kompot to niewykorzystana szansa. Wielka szkoda, bo byłaby to możliwość zetknięcia się z komiksem izraelskim i poznania go. Te historie jednakże giną w całej antologii, wydrukowanej podwójnie. Stanowią jej kilka procent, a to za mało, żeby polecać ludziom zainwestowanie w nią. Zdecydowanie lepiej poznawać izraelski komiks czytając Rutu Modan.

Jednak jeśli ktoś kiedyś powiedziałby, że taka inicjatywa zostanie powtórzona byłbym pierwszym, który przyklasnąłby temu pomysłowi. Za pierwszym razem nie wyszło, ale sama idea warta jest tego, by włożyć w nią trochę wysiłku. Może doświadczenie zebrane podczas tworzenia tej antologii sprawiłoby, że następnym razem będzie lepiej.

Kompot

Wydawnictwo: Instytut Adama Mickiewicza, Kultura Gniewu
Rok wydania polskiego: 12/2008
Liczba stron: 240
Format: B5
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-60915-24-0
Wydanie: I
Cena z okładki: 45 zł


blog comments powered by Disqus