Recenzja komiksu "Liga Niezwykłych Dżentelmenów" #2
Liga Niezwykłych Dżentelmenów Alana Moore'a i Kevina O'Neilla jest oparta na doskonałym pomyśle. Mamy oto Anglię wieku żelaza i pary, w której potrzebni są superbohaterowie, grupa mogąca stawić czoło wrogom czyhającym na Imperium Brytyjskie. Powstaje więc ekipa złożona z postaci znanych z kart powieści dziewiętnastowiecznych, które do dziś rozbudzają wyobraźnię czytelników. Mamy zatem Minę Harker, ofiarę Draculi, Quatermaina, który odkrywał kopalnie króla Salomona, ekscentrycznego kapitana Nemo pływającego okrętem podwodnym nazywanym Nautilusem, niewidzialnego człowieka, niejakiego Griffina oraz doktora Jekylla zmieniającego się w pana Hyde'a. Towarzystwo iście doborowe. W drugiej odsłonie przygód niezwykłej ligi stają oni do walki z wrogiem prawdziwie nieziemskim. Oto bowiem wzorem Wojny światów na Ziemię inwazji dokonują przybysze z Marsa. Lądują oczywiście w poczciwej Anglii i grupa powieściowych herosów musi stawić im czoła.
Moore nie chce serwować zwykłej kontynuacji, więc wyraźnie bagatelizując główny wątek sięga do relacji pomiędzy bohaterami. Związek rodzący się między wciąż młodą i dystyngowaną Miną a podstarzałym Allanem Quatermainem, zrozumienie jakim darzy ona Hyde'a, albo raczej jakie on w niej widzi, kontrastująca z tym nienawiść Griffina, czy wreszcie okrucieństwo Hyde'a względem Niewidzialnego Człowieka - to właśnie te relacje są głównym motorem drugiej części Ligi Niezwykłych Dżentelmenów. O ile w pierwszym tomie mieliśmy do czynienia z dość nieskrępowaną zabawą zarówno wątkami i nawiązaniami jak i akcją, o tyle tym razem fabuła schodzi na plan dalszy i właściwie cała inwazja Marsjan mogłaby nie zaistnieć, a reszta zdarzeń stanowiłaby z powodzeniem główne danie komiksu. Mamy tu bowiem do czynienia z połączeniem wizualnej strony, charakterystycznej dla filmowych fantastycznych superprodukcji, z psychologicznym ujęciem postaci niezwykłych, zafascynowanych sobą i pełnych skrajnych uczuć. Na pierwszej płaszczyźnie pałeczkę przejmuje rysownik. Kevin O'Neill może pokazać swoje możliwości od pierwszych plansz ukazujących walkę kosmicznych stworów na Marsie, aż po demolkę dokonywaną w Londynie. Duże, zapełnione postaciami ludzi i potworów, plansze, przeładowane kadry, wyglądają świetnie, barokowo i monumentalnie, ale równie dobrze rysownik sprawdza się w obrazkach kameralnych wnętrz, w lesie czy podczas marszu przez wysoką trawę. Zawsze jest perfekcyjny, dokładny i wierny przyjętemu stylowi. W połączeniu z ciemnymi kolorami Bena Dimagmaliwa dostajemy bliską doskonałości warstwę graficzną komiksu.
Druga płaszczyzna opowieści, rozgrywana między głównymi bohaterami to popis Moore'a. Scenarzysta, który niejednokrotnie pokazał że potrafi wciąż na nowo rozpracowywać postacie superherosów, także i tu udowadnia, że pomysłów mu nie brakuje. Zamiast lekkości pierwszego tomu mamy ciężki nastrój, dramatyczne wydarzenia i szokujące rozwiązania. Zmierzając do rozpadu grupy Moore obdziera ich z płaszczy niesamowitości i pozorów normalności. Każda z relacji jakie między nimi panują jest na swój sposób odpychająca, nawet scena zbliżenia między dwójką bohaterów ma za zadanie wywołać wewnętrzny protest. Do tego z wszystkich właściwie postaci wychodzi to co najgorsze. Na pierwszy ogień idzie oczywiście Griffin już wcześniej niezbyt sympatyczny, tu jednak jego postępowanie jest efektem osamotnienia, odtrącenia, gdyż nawet pośród grupy odmieńców jest traktowany jak obcy. Moore przegrał jedynie postać Nemo, dla którego nie potrafił nic przygotować. Kapitan pojawia się zawsze w tle, trochę walczy, ale nic nie wnosi, nic nie znaczy. Może to sympatia nakazująca pozostawić go nieskalanego?
Z poetyki pierwszego tomu pozostała zabawa konwencją i kilka nawiązań mniej lub bardziej oczywistych, z doktorem Moreau i jego menażerią na czele. Ale to już nie jest postmodernistyczna gra odwołaniami i postaciami samymi w sobie tu ciężar przeniósł się na czterech z pięciu głównych bohaterów i niestety, co za tym idzie, ucierpiała fabuła. Obietnica rozmachu konfliktu kończy się obrazami zniszczenia, a rozwiązanie, jakby pospieszne też ustępuje finałowi pierwszej części. Mimo tych zarzutów, bez wątpienia dzięki mistrzostwu autorów, Liga Niezwykłych Dżentelmenów tom drugi pozostaje wyśmienitą ucztą komiksową.
Liga Niezwykłych Dżentelmenów - 2
Rysunek: Kevin O'Neill
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 5/2004
Tytuł oryginalny: The League of Extraordinary Gentlemen
Wydawca oryginalny: DC Comics
Rok wydania oryginału: 2002
Liczba stron: 160
Format: B5
Oprawa: miękka
Druk: kolor
Dystrybucja: saloniki, księgarnie
ISBN: 83-237-9080-9
Wydanie: I
Cena z okładki: 35 zł
Sklep
Forum















