Recenzja komiksu "Miasto Grzechu: Ten żółty drań"
Ten żółty drań ukazał się wpierw w formie sześciu zeszytów w 1996 r. i jest czwartym, wydanym w Polsce, albumem z serii Miasto Grzechu. Historia w nim opowiedziana posłużyła za jeden z trzech wątków filmu Sin City Roberta Rodrigueza.
Na czym polega fenomen najsławniejszej serii Franka Millera? Wydaje mi się, że na tym, iż Miller jest jednym z najbardziej kompetentnych bajkopisarzy przełomu wieków. Inni scenarzyści komiksowi z różnym skutkiem romansując z postmodernizmem, komplikują fabuły nawiązaniami literackimi, kontekstami historycznymi, pseudopsychologią i new age-owską filozofią. Miller sięgnął do źródeł i przedstawił nam baśniowy świat, o którym marzą dzieci od zarania dziejów. Tylko, że dzieci dorastają i przyznawanie się do fascynacji rycerzami i księżniczkami w pewnym wieku jest uznawane za towarzyskie faux pas. Jak temu może zaradzić bajkopisarz? Poprzez podkręcenie poziomu przemocy i seksu. Dzięki temu dorośli mogą wracać do cudownej krainy baśni bez wstydu przed znajomymi, a nawet pożyczać im te baśnie zapisane na stronicach komiksu.
Bohaterem Tego żółtego drania jest podstarzały rycerz, Hartigan, który ostatniego dnia swojej służby zdobywa się na jeszcze jeden waleczny czyn i ratuje piękną, młodą księżniczkę z rąk bestii. Zdradzony przez pachołka, trafia do lochów panującego od dawna nad całą krainą władcy ciemności. Rycerz tęskni za księżniczką, a ta, dozgonnie wdzięczna za uratowanie jej życia, pisze do niego pełne dojrzewających uczuć listy. Gdy po wielu latach Hartigan, zamiast listu znajduje w kopercie groźbę od władcy ciemności, postanawia za wszelką cenę wyrwać się z lochów, by uratować swą ukochaną, nawet jeśli to będzie oznaczało sprzedanie swojej duszy diabłu.
Ach, zapomniałem wspomnieć, że Miller zastosował jeszcze jeden zabieg. Zamiast krainy pełnej zamków i lasów mamy wielkie, mroczne miasto. Rycerze chodzą w prochowcach i posługują się pistoletem, a władca ciemności ma posadę senatora. Bynajmniej nie kpię z Sin City. Bo wielką sztuką jest napisać skierowaną do dorosłych bajkę, która wciąga i porusza. Gdzie przeżywamy to samo, co podczas szkolnych fantazji, podczas których ratowaliśmy najpiękniejszą dziewczynę w klasie. Gdzie ona się zakochiwała w nas, bo nie baczyła na naszą brzydką aparycję, lecz na nasze męstwo i siłę. I tak jak nie zważaliśmy na nielogiczność młodzieńczych fantazji, tak tu nie przeszkadza nam, że główny bohater mimo niezliczonych tortur i nienajlepszego zdrowia wychodzi cało z każdej opresji. Nie przeszkadzają nam naciągane przypadki i nadnaturalne wręcz moce niektórych postaci.
W dużej mierze zawdzięczamy to oprawie plastycznej. Przeglądanie Tego żółtego drania, zwłaszcza na kredowym papierze, z pięknie nasyconą czernią, w twardej oprawie, samo w sobie jest przeżyciem estetycznym nie różniącym się od obcowania z albumem poświęconym obrazom jakiegoś słynnego malarza. Z jednej strony mamy karykaturalny, stereotypowy świat baśni. Wysoki, mężny Hartigan, o styranym, lecz stanowczym wzroku; wypełniający cały kadr potwór, jakim jest senator Roark; mała, chuda Nancy o oczach smutnego psiaka. Z drugiej strony jest absolutny chłód i powaga kontrastowych plam czerni i bieli, którymi skąpany jest ten świat. Scenerii praktycznie nie ma, chyba że jest niezbędna. Kadr potrafi zająć całą dwuplanszową rozkładówkę, a skonstruowana prawie bez słów i z użyciem wyłącznie rozkładówek lub jednoplanszowych kadrów sekwencja tańca w barze zajmuje 11 stron! Sekwencja zniszczenia miasta w Akirze Katsuhiro Otomo zajmowała prawie 30 stron, ale bazowała na oddaniu szczegółów miasta, na portretowaniu zachowań bohaterów i posługiwała się wieloma kadrami na planszy. Tu natomiast mamy galerię skąpanych w mroku półaktów wyłaniających się z czarnego tła, pasujących bardziej do wystawienia w galerii, niż umieszczenia na stronach książki. Dysonans między monumentalnością obrazów, a ich małymi reprodukcjami wyzwala pragnienie ich powiększenia, zbliżenia się do nich - uczucie pewnie bardzo podobne do tego przeżywanego przez widownię spektaklu w samym komiksie.
Postać tytułowa jest żółta. Dosłownie. Czerń i biel zostają złamane jednolitym żółtym kolorem, jakim jest obdarowana ta postać, jak i wszelkie płyny ustrojowe, które z niej wyciekają. Żółty drań śmierdzi. Przez prosty, aczkolwiek efektowny zabieg kolorystyczny Miller wprowadza nie pasujący element, obcy i drażniący - jak zły zapach. Chyba nie da się już sugestywniej działać na zmysł węchu poprzez obraz.
Już wypowiadałem się o jakości wydania i jego zaletach. Dodać trzeba, że znajdziemy pod koniec galerię prac czterech innych twórców. Wyróżnia się wspaniale zakomponowany rysunek z Marvem, Goldie i Nancy Bruce'a Timma, twórcy animowanego Batmana. Na sam deser dostajemy kolorowe okładki wszystkich sześciu oryginalnych zeszytów z 1996 r. Co do okładki omawianego wydania - zaprojektowana została przez Chipa Kidda (twórcy m. in. sławnego logo ze szkieletem T-Rexa dla Parku Jurajskiego). Okładki całej serii zakomponowane są w jeden sposób, dzięki czemu zebrane razem tomy ładnie prezentują się na półce. Wybrane fragmenty kadrów jakie zdobią przód, są same w sobie efektowne, jakby były wzięte z popartowej wystawy, a jednocześnie ukazują unikalne walory plastyczne millerowskiego rysunku.
Ten żółty drań powinien znaleźć się na półce każdego, kto interesuje się współczesną twórczością plastyczną (nie tylko komiksową) i/lub chce przeżyć emocjonującą przygodę z gatunku tych, które tak uwielbiał jako dziecko, i które skrycie wciąż przeżywa.
Sin City / Miasto Grzechu - 4 - Ten żółty drań (twarda oprawa)
Rysunek: Frank Miller
Tłumaczenie: Tomasz Kreczmar
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 4/2008
Tytuł oryginalny: Sin City: That Yellow Bastard
Wydawca oryginalny: Dark Horse Comics
Rok wydania oryginału: 1997
Liczba stron: 224
Format: B5
Oprawa: twarda
Druk: cz.-b. + żółty
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-237-2938-9
Wydanie: II
Cena z okładki: 45 zł
Sklep
Forum















