Recenzja komiksu "Mikropolis: Moherowe sny"


Nowy (choć pochodzący z października 2002 roku) album Mikropolis nie przynosi nam pasków lecz kilka dłuższych opowieści o mieszkańcach Miasteczka. O ile paski wahały się między realizmem a fantastyką, tutaj autorzy poszli zdecydowanie w tę drugą stronę, a mocno urozmaiconą tematykę spina klamra "moherowych snów" łysego jak kolano Ozrabala.

Przyznam, że ten zwrot nieco zbił mnie z tropu. Na początku poczułem się nawet nieco zawiedziony, gdyż przywiązałem się do tego, jak Mikropolis przetwarza i ubarwia rzeczywistość. Moherowe sny są bardziej kolorowe, bardziej fantastyczne, i jak przystało na opowieści oniryczne, większość ma z rzeczywistością związek raczej swobodny. Trudno jednak wymagać, aby seria nie ewoluowała w żaden sposób, przyjrzyjmy się zatem efektom zmian nieuprzedzonym okiem.

Na pewno nie uległ zmianie fakt, że Mikropolis to rzadki przypadek absolutnie harmonijnego połączenia świetnych scenariuszy z wyśmienitą warstwą plastyczną. Nieczęsto bowiem zdarza się, żeby komiks, w którym wystarczającą przyjemność sprawia już sama warstwa plastyczna, oferował również ciekawą treść. Zabawne ale i nieco poetyckie fabuły Wojdy przeniesione zostają na papier charakterystyczną, doskonale łączącą karykaturę i elegancję kreską Gawronkiewicza. Warto też zwrócić uwagę na sposób prowadzenia narracji, a zwłaszcza na przemyślaną, dynamiczną kompozycję układu kadrów. Umiejętnie dobrane dramatyczne zbliżenia i nastrojowe plany ogólne tworzą odpowiedni rytm, budują klimat i nadają scenom właściwą wyrazistość. Niewątpliwie, jeśli chodzi o stronę formalną, nasi autorzy zbliżają się do perfekcji.

Żeby nie było jednak tak słodko,muszę przyznać, że Moherowe sny są nieco nierówne. Rezygnacja z formy pasków sprawiła, że album czyta się nieco szybciej, jednak poszczególne epizody różnią się znacznie pod względem gęstości. Są wśród nich takie jak świetne Krzesło w piekle, w których niemal każdy kadr przynosi coś interesującego - mały żart albo ciekawe rozwiązanie plastyczne sprawiające, że do historii można wracać kilka razy zawsze odnajdując coś nowego. Z drugiej strony, mamy nieco przydługą w stosunku do swojej zawartości serię Rewolucja krzeseł, co do której mam nieco mieszane odczucia. W porównaniu z pozostałymi historiami wydaje się ona trochę rozwodniona, przez co wypada bladziej, biorąc jednak pod uwagę ogólny poziom serii, nie należy traktować tych zastrzeżeń jako dyskwalifikujących. Pozostałe trzy czwarte albumu, plasuje go bowiem niewątpliwie w ścisłej czołówce zeszłorocznych propozycji wydawniczych, co potwierdzają Grand Prix w roku 2000 i nagrodapubliczności w 2002 na Festiwalu w Łodzi za epizody Krzesło w piekle i Golenie wieczorową porą. Kto zaś czytał antologię I co dalej kapitanie?, wie jak trudno otrząsnąć się z uroku wieloznacznego Kapitan nie istnieje.

Jeśli dołożymy do tego znacznie lepszą formę edytorską w porównaniu z wydanym przez Siedmioróg Przewodnikiem, otrzymujemy album naprawdę wart polecenia każdemu, kto od komiksu nie wymaga jedynie trzymających w napięciu fabuł. Bliska komiksowej doskonałości forma i ciekawa, zawierająca sporo aluzji do filmu i literatury treść, dostarczą wam z pewnością sporą frajdę.

Mikropolis - 2 - Moherowe sny

Scenariusz: Dennis Wojda
Rysunek: Krzysztof Gawronkiewicz
Wydawnictwo: Mandragora
Rok wydania polskiego: 10/2002
Liczba stron: 48
Format: B5, układ poziomy
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie
ISBN: 83-89036-23-1
Cena z okładki: 18,90 zł
Materiały powiązane:



blog comments powered by Disqus