Praca żałoby - recenzja komiksu "Morskie powietrze"
Debiutancka opowieść Tima Sieverta, Morskie powietrze, to rzecz zastanawiająca, wymykająca się próbom jednoznacznego odczytania, bowiem autor przebiegle rozkłada w niej akcenty. Historia zdaje się być prosta: Hugh i Maryanne żyją w spokoju na brzegu morza, prowadząc nieco odludne, rybackie życie. Pewnego dnia listonosz przynosi im dwa listy. Jeden z nich zawiera informację o tym, że matka Hugh utonęła, drugi – że Maryanne jest w ciąży. To właśnie ten przeplot życia i śmierci, ich wzajemna gra, napięcie, jakie wytwarzają, sprawiają, że komiks Sieverta nie jest jedynie realistycznym obrazkiem obyczajowym. Tylko pozornie mamy tutaj do czynienia z historią rybaka, który – żyjąc w symbiozie z morzem – nagle zostaje przez nie doświadczony śmiercią bliskiej osoby i zaczyna uzmysławiać sobie groźny potencjał siły, która dotąd go żywiła. Jego stosunek do morza ulega diametralnej zmianie, staje się wrogi, pełen gwałtowności, przemocy. Hugh zaczyna dostrzegać w nim jedynie zagrożenie, milczące, acz bezpośrednie niebezpieczeństwo, którego figurą jest tutaj kraken, tradycyjnie już od czasów Pliniusza Starszego symbolizujący śmierć czającą się w morskich głębinach. Jednocześnie relacje rybaka z żoną zaczynają się dramatycznie pogarszać, gdyż koncentruje się on bardziej na śmierci matki, aniżeli ciąży żony i prowadzonym z nią życiu. Hugh jawi się tutaj jako postać nieco stereotypowa; rola, którą gra w scenariuszu, to do pewnego stopnia cliché nader rozmaitych rozwiązań fabularnych. W tej zaś mierze – i mam wrażenie, że to jest prawdziwa perełka tego komiksu – to Maryanne okazuje się dużo ciekawszą, pełnokrwistą, choć pozostawioną nieco na drugim planie postacią.
Sievert jest jednakże człowiekiem przebiegłym i, wszystko na to wskazuje, ma autentyczny talent do budowania pełnowymiarowych historii. Morskie powietrze nie jest bowiem komiksem realistycznym, celuje raczej w symbolikę utworów psychologicznych. To przede wszystkim zapis pracy żałoby, artykulacja wewnętrznego, psychicznego koszmaru, procesu jego postępowania oraz przezwyciężania. Doskonałym kluczem interpretacyjnym mogą być tutaj słowa Sigmunda Freuda z pochodzącej z 1915 roku rozprawy Żałoba i melancholia: „...Ja, postawione jakby wobec pytania, czy chce podzielić ten sam los [utraconego obiektu], biorąc pod uwagę wszystkie narcystyczne zaspokojenia, decyduje się zostać przy życiu, zerwać więź z utraconym obiektem”. Sievert swoimi niejednokrotnie doskonałymi kadrami ilustruje właśnie ów wewnętrzny proces odrywania się podmiotu od utraconej, zmarłej osoby. Szereg elementów wykorzystanych w tej opowieści zdradza swą tanatyczną symbolikę: kraken, świetnie ujęte w kadrach rysunki morskiego dna, nawet ambiwalentne relacje rybaka z żoną, o której bezpieczeństwo się martwi. Autor ukazuje właśnie pracę żałoby, która, jak pisał wiedeński psychoanalityk, zawsze oznaczać musi zabijanie śmierci. Rytm i przeplot kadrów na planszy oddają nie tyle konkretne emocje, co naśladują raczej rytm, gwałtowność ich doznawania, nawet opóźnienie, z jakim podmiot uzmysławia sobie swój stan psychiczny. Tak odczytana historia objawia swą głębię, a także potencjał drzemiący w młodym autorze.
Oba wymiary tej opowieści: realistyczny – wraz ze świetnie nakreślonymi skrajnościami emocjonalnymi charakteryzującymi parę bohaterów, oraz symboliczny – z doskonale wykorzystanym instrumentarium akwatycznym, nie stanowią zresztą w tym komiksie porządków rozbieżnych, dopełniają się, nadając Morskiemu powietrzu cechy rasowej opowieści.
Morskie powietrze
Rysunek: Tim Sievert
Wydawnictwo: Timof i cisi wspólnicy
Rok wydania polskiego: 8/2008
Tytuł oryginalny: That Salty Air
Liczba stron: 116
Format: 150x210 mm
Oprawa: miękka
Papier: matowy
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: własna, sklepy specjalistyczne
ISBN-13: 978-83-61081-20-3
Wydanie: I
Cena z okładki: 25 zł
Sklep
Forum














