Recenzja komiksu "Koralina"
Komiks P. Craiga Russella ukazał się w Polsce w bardzo sprzyjających okolicznościach. Neil Gaiman, którego nazwisko widnieje na okładce, jest u nas artystą znanym i cenionym. Jego powieść Koralina została przetłumaczona w roku 2003, a obecnie do kin trafiła animowana - a zarazem niezwykle udana - ekranizacja książki w reżyserii Henry'ego Selicka. Trudno o lepszą promocję. Z drugiej jednak strony, komiks musi zmierzyć się z nie lada konkurentami, a przede wszystkim przekonać czytelników do wyobraźni Gaimana przełożonej na język graficznej powieści, lecz bez jego udziału.
Warto zaznaczyć, że komiksowa Koralina nie jest oryginalnym projektem tego artysty, na co mogłoby wskazywać polskie wydanie. To adaptacja, z którą autor Sandmana nie miał nic wspólnego (poza pierwowzorem). Prawdę powiedziawszy, widać to już na pierwszy rzut oka. Podejrzewam, że nie bez powodu Gaiman postanowił ubrać historię o Koralinie w formę literacką, zamiast napisać scenariusz komiksu. Opowieść taka jak ta, ze względu na jej charakter, lecz także związek z powieściową tradycją, o której zaraz wspomnę, wymagała konkretyzacji w wyobraźni czytelnika, a nie obrazowej dosłowności.
Nie ma złudzeń, że Koralina stanowi współczesną wariację na temat dwóch niezwykłych książek Lewisa Carrolla: Alicji w Krainie Czarów
oraz O tym, co Alicja zobaczyła po drugiej stronie lustra. Zresztą, Gaiman nigdy nie starał się tego ukryć. Wprost przeciwnie, to pokrewieństwo chętnie wykorzystywano do celów marketingowych. Trzeba jednak sprawiedliwie zauważyć, że pisanie współczesnej Alicji nie jest wcale pomysłem oryginalnym, gdyż tego rodzaju przeróbek lub remake'ów - zarówno literackich, komiksowych, jak i filmowych - powstało bardzo wiele, i to często znakomitych (wspomnijmy dla przykładu Finnegan's Wake Jamesa Joyce'a, Coś z Alicji Jana vankmajera oraz W krainie bogów Hayao Miyazakiego). Zdarzały się też spektakularne porażki lub dzieła w ogóle niedostrzeżone przez odbiorców, albowiem rywalizowanie z Carrollem to niewiarygodnie trudna sztuka. Nie wdając się w szczegóły, odnotujmy, że obie książki o przygodach Alicji są tak samo chętnie czytane przez dzieci, jak i przez dorosłych. Zachwycają purnonsensowym humorem oraz senną logiką, a jednocześnie stanowią głęboką opowieść o dzieciństwie i jego meandrach. Zawierają również aluzje do aktualnych wydarzeń czy matematyczne łamigłówki, lecz jednocześnie unikają dosłowności, która uśmierciłaby surrealistyczną aurę, a z pewnością zniechęciła młodszych odbiorców. Łatwo jednakże zwulgaryzować pomysł Carrolla, redukując go do króliczej nory, prowadzącej do fantastycznego świata dziecięcych doświadczeń. W jaki sposób najprościej opowiedzieć historię o bólach dojrzewania dorastającej dziewczynki? Jak ukazać konflikt z rodzicami oraz samym sobą? Jak zobrazować powolne zanikanie dziecięcej wrażliwości, którą z biegiem lat zastępuje dorosła racjonalność? Jak wreszcie mówić o sprawach najtrudniejszych - pierwszej menstruacji, płciowym dojrzewaniu, seksualnej inicjacji? Otóż najłatwiej jest zapędzić młodą bohaterkę na drugą stronę lustra i za wdzięcznymi metaforami ukryć realne problemy, o których trudno rozmawia się wprost.
Trzeba zwrócić uwagę, że współczesna Alicja Gaimana i Russella - czyli Koralina - jest dużo bardziej dosłowna niż wiktoriański pierwowzór Carrolla. Trudno jednak rozstrzygnąć, czy to dobrze, czy też źle. Podejrzewam, że to zabieg celowy. Dosłowność z pewnością prowadzi do uproszczeń i schematów. Rozbite kolano staje się na przykład symbolem pierwszej menstruacji, a rodzice, z którymi trudno się dogadać, zostają przedstawieni w postaci demonicznych sobowtórów. Zaletą dosłowności jest czytelniejszy przekaz. Gaiman oraz Russell próbują po prostu oswoić demony, które nie dają spokoju współczesnej młodzieży, wychowanej coraz częściej w rozbitych rodzinach, borykającej się z samotnością oraz brakiem czułości ze strony najbliższych. Młodzież ta ceni sobie literaturę fantasy, komiksy (a jakże!), krwawe horrory i Harry'ego Pottera, dlatego mroczna podróż Koraliny na drugą stronę nudnej egzystencji - do Krainy Koszmarów - wyda jej się bardziej przekonująca niż staroświecka uroda Alicji. W komisie Koralina nie jest już dzieckiem, ale dojrzewającą nastolatką (niepozbawioną seksapilu), stojącą na progu dorosłości. Wydarzenia, w których uczestniczy, stanowią podróż w głąb jej świadomości. W symboliczny sposób zabija matkę, uwalniając się od jej władzy, żegna się z dziecięcą wyobraźnią, zatrzaskując za sobą drzwi do świata fantastyki i cudowności, gadających zwierząt i dusz zmarłych. Doświadcza samotności, strachu i śmierci. Staje się młodą kobietą.
Z pewnością ktoś, kto ceni sobie subtelność prozy Carrolla, nie polubi Koraliny wykreowanej przez Russella. Warto jednak pozbyć się uprzedzeń. Nie zapominajmy, że Alicja z Krainy Czarów również była dzieckiem swojej epoki. Niewykluczone, że gdyby Charles Lutwidge Dodgson, znany jako Lewis Carroll, żył w dzisiejszych czasach, również postanowiłby stworzyć komiks.
Obrazy Grozy - 13 - Koralina
Rysunek: P. Craig Russell
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 2/2009
Liczba stron: 192
Format: 175x265 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-237-2578-7
Wydanie: I
Cena z okładki: 69 zł
Sklep
Forum














