Recenzja komiksu "Piekielny zakon"
Komiks pornograficzny jest równie skonwencjonalizowany jak musical, w którym fabuła jest budowana tak, by stwarzać okazje do wykonania jak największej ilości piosenek, śpiewanych najpierw solo, potem w duecie, następnie rozpisanych na trzy, cztery i większą ilość głosów, z nieodzownym występem chóru w momencie kulminacyjnym. Wspominam o tym, bo niedawno ukazał się na naszym rynku komiks Ricarda Barreiro i Ignacia Germana Noe Piekielny zakon, który zasługuje na uwagę nie tylko dlatego, że jest jednym z nielicznych komiksów pornograficznych opublikowanych w Polsce, ale także z tego powodu, iż stanowi w tej grupie przykład produkcji dla gatunku wzorcowej: wszystko w nim jest zgodne z oczekiwaniami eksperta, który na łamach "Gazety Wyborczej" pisał, że komiks tego typu musi być rysowany podniecającą kreską. Krótko mówiąc, na naszym bezrybiu Piekielny zakon może (a nawet powinien) być używany niczym wzorzec z Sèvres, do oceny innych produkcji, w których pokazywane są właściwe (tj. płciowe) organy we właściwych (i niewłaściwych) miejscach (tj. w połączeniu z innymi organami, niekoniecznie płciowymi)1. Jest szansa, że dzięki tej lekturze jeden czytelnik z drugim zacznie wreszcie zauważać oryginalność Crepaxa lub ironię Manary. Jest też szansa, że zauważy, iż umieszczenie w komiksie sugestii gwałtu lub sceny seksu w krzakach (z krzakami na pierwszym planie) nie czyni z komiksu pornola tak samo jak pokazanie Kriss de Valnor przedstawionej full monthy podczas kąpieli, nie czyni z Thorgala komiksu dla dorosłych.
Trzeba przyznać, że w zawiązaniu akcji Barreiro i Noe stworzyli sobie trudny orzech do zgryzienia, umieszczając akcję w klasztorze żeńskim, w którym nie ma ani ogrodnika, ani spowiednika, bo jak w takim miejscu pośpiewać w koedukacyjnym duecie. Początek sugeruje, że wcale nie będzie łatwo, ale na szczęście Siostra Przełożona ma wizję, dzięki której zakonnice otwierają drzwi prowadzące do innego wymiaru. Co prawda pierwsza pieśń zostaje przerwana w połowie w wyniku zatrzaśnięcia drzwi (każdy, kto choć raz włożył palec między drzwi, wie, że to musiało boleć, tym bardziej, że tym razem to wcale nie był palec), ale zakonnice rychło podejmują przerwany wątek i zróżnicowany repertuar zostaje zachowany, a potem jeszcze ulega dalszemu zróżnicowaniu w wyniku przybycia do klasztoru wysłanników z Watykanu, pragnących położyć kres rozpuście, nie umiejących jednak powstrzymać się od śpiewania. W komiksie w pewnym momencie robi się tak gęsto od śpiewaków, że gdzieś w tym tłumie gubią się okoliczni wieśniacy. W tekście mowa o zaginionych bez śladu mieszkańcach okolicznych wiosek – to właśnie fakt, że zaginęli powoduje interwencję watykańskich urzędników. Jednak nawet najuważniejszy czytelnik nie odnajdzie na kartach Piekielnego zakonu żadnych oznak ich obecności w klasztorze, co może być potwierdzeniem prawdziwości słów, iż zaginęli bez śladu.
Całość kończy się dobrze (to znaczy źle). Osoby grzeszne zostają ukarane, a Dobro tryumfuje w sposób tak bardzo ostateczny, że o dalszym ciągu być nie może. Ci, którym komiks się spodoba, nie powinni jednak martwić się tym faktem. Ignacio Noe to płodny twórca i ma na swoim koncie jeszcze kilka innych komiksów. Jeśli tylko Hella Komiks zechce pójść dalej tą drogą, będzie dobrze. Może się jednak zdarzyć, że wydawca ów zechce skorzystać z dopiero co wydeptanej ścieżki i zamiast po kolejny komiks Noego, sięgnie po inne produkcje wydawnictwa La Cúpula i wtedy będzie źle. Hiszpańska oficyna opublikowała bowiem około stu trzydziestu komiksów pornograficznych, w tym tylko dwa namalowane przez Noe i tylko kilka wartych wydania w kraju, w którym klimat jest znacznie chłodniejszy niż w Hiszpanii.
Na zakończenie jeszcze jedna uwaga: nie oceniajcie komiksu po okładce. W całym komiksie z trudem można znaleźć obrazek równie źle narysowany jak ten, który został na niej umieszczony, a jeszcze trudniej taki, który ze spokojnym sumieniem można uznać za narysowany gorzej. Może jednak pocieszy was fakt, że Amerykanie wydali The Convent of Hell z okładką, na której znalazły się dokładnie te same elementy, co na polskiej i która wygląda równie źle.
*1 Jeśli kogoś zaskoczyła skomplikowana i niejasna konstrukcja tego zdania, to pragnę wyjaśnić, że odwołuję się tu do ostatniej wielkiej publicznej debaty na temat pornografii, jaka miała miejsce w Polsce. w ramach której zaproponowano, by za pornograficzne uznać wizerunki ukazujące organy płciowe w trakcie stosunku i w ramach której zwrócono uwagę na fakt, iż taka definicja nie obejmuje seksu oralnego.
Piekielny zakon
Rysunek: Ignacio German Noé
Wydawnictwo: Hella Komiks
Rok wydania polskiego: 2/2008
Tytuł oryginalny: El Convento Infernal
Liczba stron: 64
Format: 210x280 mm
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-926733-0-9
Wydanie: I
Cena z okładki: 32 zł
Sklep
Forum














