Recenzja komiksu "Rewolucje: Syntagma"
W sposób zadziwiająco sprawny tom czwarty serii splata i rozwiązuje zagadki i wątki z tomów poprzednich. Wydawało się, że spiętrzenie tajemnic i tropów było na tyle duże, że ciężko będzie to wszystko sensownie rozplątać (i to na dodatek w jednym tomie) - jednak nic bardziej mylnego, okazało się, że wystarczy tylko mieć zawczasu przygotowany, precyzyjny plan (choć pewne, pomniejsze nieścisłości znalazłem).
W kolejnym tomie serii tym razem mamy do czynienia czystymi klimatami sensacyjnymi i science fiction. Seria po raz kolejny pokazuje więc swe zupełnie inne oblicze (po filozoficzno-zadumanym, obyczajowym, humorystycznym itd). I wcale nie jestem pewien czy to dobrze, bo gdzieś w ten sposób traci swą tożsamość. Jako sensacyjne s-f tom ten sprawdza się zadowalająco, ale z drugiej strony brakuje w nim czegoś magicznego, wyróżniającego, co było obecne wcześniej.
Rzadko kiedy rysunek mocno wpływa na moją ocenę końcową komiksu, bo najważniejszy jest scenariusz. Tu wpływa - niestety. Bowiem rysunek jest fatalny w porównaniu z poprzednimi tomami serii: ze straszliwie grubym konturem, bez znanej subtelności, polotu, czasem jest prostacki, nieudolny, pospieszny (i nie widać w tym celowej maniery, jak czasem wcześniej w serii, co to to nie).
Do tego dochodzi tragiczna kolorystyka (która jak dotąd była dużym atutem serii). Skutnik w każdym albumie zresztą z nią eksperymentował, ale tym razem, po raz pierwszy, pojechał za daleko i jest ona tu po prostu koszmarna.
Nie wiem czy tu swojej cegiełki do jakości rysunku (kontury grube i czasem rozmazane; ciężkie, duszące kolory; dziwne, obrzydliwe tekstury) nie dołożył wydawca (Egmont). A może nawet fatalna jakość druku była decydująca i wypaczyła zupełnie pracę autora? Ciężko mi to rozstrzygnąć, w każdym razie ktoś tu mocno nawalił: albo wydawca albo autor albo obaj razem w pewnym stopniu.
Do tych wszystkich uwag dochodzą jeszcze eksperymenty z narracją i związane z tym podziały niektórych plansz na małe kadry. Eksperymenty te nie udały się - zarówno w sferze rysunku jak i narracji (właściwie przede wszystkim w sferze narracji) nie sprawdza się to, bo jest niepotrzebnie przekombinowane i specjalnie nic nie wnosi.
Pierwszy cykl serii mamy tym samym już za sobą. Ogólnie był on ciekawy i wart lektury. Może pozostawił lekki niedosyt przez ostatni album, ale cóż, zobaczymy co będzie dalej. Jest już planowany kolejny cykl (cykle?) i ciekawe czy w jakikolwiek sposób będzie wiązał się z tym pierwszym. W każdym razie chciałbym aby był udany, bo szkoda byłoby tej ciekawej, jednej z najlepszych polskich serii.
Rewolucje - 4 - Syntagma
Rysunek: Mateusz Skutnik
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 10/2006
Liczba stron: 54
Format: A4
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: saloniki, księgarnie
ISBN: 83-237-3061-X
Wydanie: I
Cena z okładki: 24,90 zł
Sklep
Forum















