Recenzja komiksu "Sny: Coraline"
Obdarzona bujnymi piersiami i zgrabną pupą młoda kobieta zatrudnia się jako guwernantka w posiadłości, w której nic nie wygląda tak, jak powinno. Jej podopieczny jest dziwnym dzieckiem, ogarniętym manią konstruowania kolejnych mechanicznych zabawek, jej pracodawców w ogóle nie ma, służący coś knują, a drzwi szafy są wrotami do innego wymiaru, odwiedziny w którym Coraline przypłaca za każdym razem utratą swoich "niewymownych".
Akcja komiksu Dodsona i Filippiego rozgrywa się w epoce fin de siecle, co zostało ładnie podkreślone przy pomocy rysunków (także: rysunku na okładce) jako żywo przypominających prace Alphonse'a Muchy, zaznaczone rysunkami strojów i architektury, zasygnalizowane przedstawieniami owej specyficznej etykiety, która wówczas nakazywała pewną ceremonialność zwrotów i zachowań, i wypunktowane snami, które śnią się młodej guwernantce - a są to sny ufundowane na lekturach Julesa Verne'a i Edgara Rice'a Burroughsa. Ogromne znaczenie w budowaniu aury owego retro odgrywają też wynalazki młodego panicza: skomplikowane urządzenia mechaniczne, napędzane parą i wyobraźnią.
Fabuły tak naprawdę w Snach nie ma. Opowiadana historia rozwija się tak niespiesznie, że można odnieść wrażenie, iż drepcze w miejscu i nie rozwija się w ogóle. Niemal od początku czytelnik zdaje sobie sprawę z tego, że - tak naprawdę - "o co innego w tym wszystkim chodzi" i z tego, że - w rzeczywistości - chodzi w tym o to, by zaprezentować jak najlepiej, jak najczęściej i z jak najlepszych punktów widzenia kobiecość głównej bohaterki.
Pierwsze "tak naprawdę" oznacza, że w całej opowieści pojawiają się - dość natrętne - sygnały, iż miejsce, w którym znalazła się Coraline, to pułapka, zastawiona po to, by (jak mawiały nasze prababki) "skraść jej cnotę". I tu można by się zdumieć nad naiwnością bohaterki, ktora przez cały czas pozostaje tego faktu nieświadoma, choć jednocześnie wyraźnie kokietuje wszystkich wokół swoimi wdziękami.
Przechodząc do tego, o co rzeczywiście w komiksie chodzi, powinienem wyjaśnić, że terminu "kobiecość" używam dla nazwania "społecznej konstrukcji żeńskości z uwzględnieniem seksualnej atrakcyjności kobiet wobec mężczyzn", czyli tak, jak definiuje go Maggie Humm w Słowniku teorii feminizmu. Krótko mówiąc, komiks Dodsona i Filippiego ma charakter opowiastki erotycznej, ale - co należy od razu podkreślić, żeby miłośnicy mocnych wrażeń nie czuli się zawiedzeni - jest to erotyka zupełnie odmienna od tego, co zaproponowało nam wydawnictwo Hella Komiks. Coraline pozwala czytelnikom (i postaciom ze świata przedstawionego) zajrzeć sobie głęboko w dekolt, prezentuje się w fikuśnej bieliźnie, od czasu do czasu odsłoni nóżkę w miejscu, gdzie kończą się pończochy i (zaledwie kilkakrotnie na przestrzeni całego komiksu) błyśnie dumnie obnażonym biustem, a na pokazanie przez nią gołej pupy trzeba czekać aż do strony czterdziestej szóstej i można podejrzewać, że autorzy specjalnie z tym aktem odwagi zwlekali tak długo po to, by uczynić z niego kulminacyjny akt opowieści.
W dzisiejszych, rozpasanych czasach, takie odwlekanie tego, co oczekiwane i pożądane, sugerowanie, o co właściwie chodzi i podawanie na przystawkę widoku podwiązek, pasów do pończoch, majtek, gorsetów i półprzezroczystych nocnych koszulek, można uznać za zabawne i sympatyczne przypomnienie czasów, gdy gadanie o seksie było obwarowane licznymi społecznymi tabu. Tym bardziej, że strona graficzna jest mocną stroną tego albumu. Boli jednak to, że Sny są opowieścią, której brakuje zakończenia. Każda opowieść, nawet ta, która w zamyśle autorów ma trwać i trwać, i rozwijać się w nieskończoność, póki czytelnikom cierpliwości starczy, powinna mieć jakieś zamknięte ogniwa, epizody i puenty. Bohater może tkwić w miejscu jedynie na portrecie, w opowieści powinien jednak zdobywać jakąś wiedzę i przeżywać przygody, które zmieniają jego stosunek do świata i świata do niego. Jeśli Coraline trafiła do domu pełnego tajemnic, to w finale odcinka powinna odkryć przynajmniej jedną z nich. W omawianym albumie jednak tak się nie dzieje. Na ostatniej stronie mamy zapowiedź powtórzenia się sytuacji, która na poprzednich stronach zdarzała się dwukrotnie, a bohaterka, która jest tak samo nieświadoma i naiwna jak na początku, reaguje na ten sygnał tak samo jak przedtem. Mnie to specjalnie nie zachęca do sięgnięcia po tom drugi, chociaż pewnie po niego i tak sięgnę, żeby porozkoszować się urodą rysunków Dodsona, który nie tylko damską bieliznę potrafi rysować w sposób elegancki i zachwycający.
Sny - 1 - Coraline
Rysunek: Terry Dodson
Kolor: Rebecca Rendon
Tłumaczenie: Dominika Kluszczyk
Wydawnictwo: Sutoris
Rok wydania polskiego: 10/2008
Tytuł oryginalny: Songes: Coraline
Wydawca oryginalny: Les Humanoïdes Associés
Rok wydania oryginału: 2006
Liczba stron: 56
Format: 215x290 mm
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-61101-12-3
Wydanie: I
Cena z okładki: 35 zł
Sklep
Forum














