Recenzja komiksu "Star Wars: Tag i Bink kopnęli w kalendarz, cz.2"
Dawno, dawno temu w odległej i lekko zacofanej galaktyce, fani komiksu stracili wszelką nadzieję, że komiks z logo Star Wars zdoła ich jeszcze zaskoczyć. I wtedy, kiedy nikt zupełnie się tego nie spodziewał, na horyzoncie pojawiła się mała grupka mało znanych komiksiarzy zza Wielkiej Wody. Twórcy Taga i Binka... zaprezentowali nam komiks z przysłowiowej innej beczki. Opowieść, którą nam przedstawili, jest historią IV i V epizodu Gwiezdnych Wojen pokazaną z punktu widzenia postaci, co najmniej czwartoplanowych. Pamiętacie pierwszą scenę Nowej nadziei? Imperialny niszczyciel atakuje statek rebeliantów i porywa księżniczkę Leię. Zastanawialiście się kiedykolwiek, co się stało z żołnierzami, którzy bronili tego statku? Dwóm z nich udało się przeżyć i w uniformach szturmowców (Han Solo i Luke nie byli pierwsi) przedostać się do siedziby wroga. Tag i Bink to dwóch wojaków-sowizdrzałów, podobnych do znanego z filmu Jak rozpętałem II Wojnę Światową szeregowca Franka Dolasa. Na swojej drodze często spotykają bardziej znane postaci z cyklu. To właśnie oni sprowadzają (nieświadomie) "Sokoła Millenium" na Gwiazdę Śmierci. W pewnym momencie natykają się na księżniczkę Leię, prowadzoną przez imperialnych żołnierzy, co jeden z nich kwituje krótkim "Czy ta dziewczyna nie wydaje Ci się znajoma?". Później, kiedy cudem uciekli z eksplodującej Gwiazdy Śmierci, polecieli do rebelianckiej bazy na Yavin IV, gdzie zastali ślady po niezłej imprezie oraz Bobę Fetta. Uciekając przed wściekłym łowcą nagród, przybyli do Cloud City i zostali przyjęci przez starego przyjaciela Taga. Niejakiego Lando Calrissiana.
Oprócz żartów typowo sytuacyjnych, w Tagu i Binku... sporo jest smaczków w stylu Latającego cyrku Monthy Pythona lub filmów tria ZAZ. Wymienić tu trzeba choćby bokserki szturmowców w deseń logo Imperium, nalepkę z tyłu Imperialnego Niszczyciela – "Zatrąb jeśli kochasz zło", lub zdjęcie Mace Windu z dedykacją "Dla mojego przyjaciela Lando. Niech Moc będzie z tobą!". Autor napisał sympatyczne, dowcipne dialogi, kwestie wypowiadane przez postacie dają odpowiedzi na pytania dlaczego wahadłowce Imperium są takie fajne, dlaczego Imperium jest lepsze i powinno wygrać oraz dlaczego nie wygrało.
Komiks można polecić wszystkim, zapalonym fanom Star Wars i tym którzy z gwiezdną sagą mają niewiele wspólnego. Słowem, sporo dobrej zabawy na poziomie.
Star Wars (Mandragora) - 9 - Tag i Bink kopnęli w kalendarz, cz.2
Kolor: Michelle Madsen
Szkic: Lucas Marangon
Tusz: Howard M. Shum
Okładka: Lucas Marangon
Wydawnictwo: Mandragora
Rok wydania polskiego: 1/2006
Tytuł oryginalny: Star Wars: Tag and Bink are Dead
Wydawca oryginalny: Dark Horse Comics
Rok wydania oryginału: 2001
Liczba stron: 24
Format: B5
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: kioski, saloniki
ISBN: 83-89698-92-7
Wydanie: I
Cena z okładki: 5 zł
Sklep
Forum














