Jednak porażka - recenzja komiksu "Tequila: Władca marionetek"

Autor: Michał Misztal
Korekta: Jerzy Łanuszewski
21 maja 2014

Tequila od samego początku jawiła się jako przedsięwzięcie niezwykle ambitne i wykraczające poza komiksowe medium. Pomysłodawca serii, Łukasz Śmigiel, postanowił uzupełnić albumy z opowieściami obrazkowymi serią książek oraz opowiadań. Inicjatywa cieszyła się sporym zainteresowaniem, zaś autorzy nie mieli problemów z zebraniem funduszy na wprowadzenie go w życie za pośrednictwem portalu Polak Potrafi. Jakiś czas później ukazał się pierwszy tom komiksowego odłamu projektu, narysowany przez Katarzynę Babis i zatytułowany Władca marionetek.

Po krótkich wstępach napisanych przez oboje autorów, dobrze wydany album bardzo szybko wprowadza czytelnika w sam środek akcji. Od początku nie ma tutaj czegokolwiek zaskakującego: to po prostu kolejny postapokaliptyczny świat nie grzeszący oryginalnością. Jego mieszkańcy doświadczyli pojawienia się anomalii zwanych oknami, z których wylewa się żar zmieniający całą planetę. Pośród tego wszystkiego budzi się główna bohaterka, pozbawiona osobowości tajemnicza heroina, przez większą część komiksu sprawiająca wrażenie, że istnieje wyłącznie po to, by zaprezentować odbiorcom swoje nagie piersi. Brak osobowości to zresztą nie tylko problem samej Tequili: we Władcy marionetek dzieje się bardzo dużo i bardzo szybko, wręcz za szybko. Poznajemy wiele postaci jednocześnie, ale żadna z nich nie wzbudza szczególnego zainteresowania. Śledziłem ich losy z niemal całkowitą obojętnością. Przydałoby się wolniejsze tempo i większe skupienie, albo na występujących w komiksie bohaterach, albo na głównym celu, bo póki co nie jestem pewny, o czym w ogóle ma opowiadać ta seria. Co gorsza, najlepszą częścią albumu nie jest sam komiks, a Liczba bestii, czyli zamieszczony na końcu prolog powieści, której akcja ma miejsce w świecie Tequili. Choć nie przepadam za tego typu prozą, jej czytelna konstrukcja (tak inna od tego, co można przeczytać na wcześniejszych stronach Władcy marionetek) sprawia, że można ją czytać z przyjemnością, zwłaszcza po nieudanym scenariuszu. Nie jestem też pewny, czy Łukasz Śmigiel nie uznał, że do pełnego zrozumienia fabuły niezbędna jest znajomość zarówno komiksów, jak i powieści. Jeśli tak, to moim zdaniem jego historia obrazkowa powinna jednak bronić się sama, czego niestety nie robi.

Jeśli nie historia, to pozostały jeszcze ilustracje. Kadry Katarzyny Babis są tą lepszą częścią albumu, choć trudno uznać ją za w pełni udaną. Początek robi dobre wrażenie, ale potem nadchodzi czas na bardziej dynamiczne sceny i tutaj niestety styl rysowniczki zaczyna kuleć. Tam, gdzie, z założenia miało być sporo akcji (a trzeba przyznać, że w komiksie jej nie brakuje), plansze kojarzą się bardziej z bezruchem, widoczne jest również spore natężenie gadających głów i pośpiech towarzyszący tworzeniu kolejnych stron. Ogólnie warstwa graficzna prezentuje się jednak dużo lepiej niż sama fabuła, poza tym widać, że Babis potrafi rysować, ale być może jeszcze nie czuje się najlepiej w tego rodzaju powieściach. To kwestia wyrobienia się i wierzę, że jeśli kolejny album będzie powstawał na spokojnie, zyskany dzięki zilustrowaniu Władcy marionetek bagaż doświadczeń zaprocentuje i rysowniczka poradzi sobie z powierzonym jej zadaniem.

Tequila to projekt ambitny, jednak na razie nieudany. Problem w tym, że taki, a nie inny scenariusz nie zachęca do zapoznania się z resztą uniwersum głównej bohaterki, tak z komiksami, jak i ze stanowiącymi uzupełnienie całości powieściami. Mimo wszystko postaram się sprawdzić, co będzie dalej. Na tę chwilę całość można docenić jedynie za to, że autorzy próbowali, ale niestety nie za efekt ich pracy.

Tequila - 1 - Władca marionetek

Scenariusz: Łukasz Śmigiel
Rysunek: Katarzyna Babis
Wydawnictwo: Dobre Historie
Rok wydania polskiego: 1/2014
Liczba stron: 56
Format: A4
Oprawa: miękka
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 9788363667900
Wydanie: I
Cena z okładki: 39 zł


blog comments powered by Disqus