Artykuł "Thorgal (Egmont): Kriss de Valnor"
Wbrew tytułowi nie jest to album wspominkowy, dotyczący genezy postaci Kriss de Valnor, ale stanowi on dalszy ciąg przygód z poprzedniego tomu Barbarzyńca. No i stanowi on zarazem duże rozczarowanie. Po Barbarzyńcy mogłoby wydawać się, że już gorzej w serii być nie powinno. A jednak. Kriss de Valnor to prawdopodobnie najgorszy album z całej 28-tomowej obecnie serii. Dzieje się tak oczywiście za sprawą fabuły: płytkiej, sztampowej, oklepanej aż do bólu, pełnej totalnie ogranych i nudnych przygodowych sytuacji i zdarzeń. Zero pomysłu, oryginalności. A końcowy kadr to już w ogóle kwintesencja kiczu. O ile do poprzedniego tomu można było mieć poważne zarzuty co do wiarygodności psychologicznej postaci (szczególnie Thorgala), do fatalnego poprowadzenia i niekonsekwencji w poprowadzeniu niektórych wątków, to jednak van Hamme jakoś tam przynajmniej starał się zaciekawić czytelnika rozwojem wypadków. W omawianym tomie nawet tego nie ma - jest za to pójście po najmniejszej linii oporu i bezmyślne klepanie najprostszych schematów. A na dokładkę mamy idiotyczną i kompletnie niczym nieuzasadnioną przemianę postawy Kriss de Valnor (przekreślającą jednym prostym pociągnięciem jej misternie budowany przez kilkanaście tomów portret psychologiczny) - to tak, w ramach analogii z Barbarzyńcą, gdzie też parę postaci ulega dziwnej i kompletnie niewytłumaczalnej metamorfozie psychologicznej.
Rysunek to kolejna porażka - wprawdzie na tle innych serii z rysunkiem realistycznym może wydawać się niezły, jednak na tle innych 'Thorgali' to klapa. Jest porównywalny z Barbarzyńcą, tzn. jest równie zły (a może nawet nieco gorszy). Owszem, jeśli chodzi o postacie, to w porównaniu do Barbarzyńcy jest jakby nieco mniej uproszczony i bardziej delikatny (operujący też cieńszym konturem), ale za to mamy więcej nonszalanckich pociągnięć, zygzaków, szlaczków itp. Wygląda to na niechlujną i pospieszną robotę. Jako taki poziom trzymają jeszcze scenerie, które często rzeczywiście są bardzo solidnie i pracowicie narysowane (czasem jednak Rosiński wpada w pułapke braku czytelności z powodu nadmiaru linii i cieniowania). Nie zmienia to faktu, że rysunek sprawia wrażenie robionego w pośpiechu, nonszalancko i niechlujnie (choć zdarzają się wyjątki i przebłyski - nawet jeśli chodzi o postacie), tak jakby Rosiński musiał odrabiać pańszczyznę lub rysować 'Thorgala' za karę (i chciał to jak najszybciej 'odfajkować'). Ale przecież, u licha, nikt go do tego nie zmusza. Jeśli to ma tak wyglądać, to na litość boską, niech Rosiński da już sobie spokój z tą serią. Na dodatek jeszcze kolorystyka jest strasznie stłumiona - po części to 'wina' akcji, która w ponad połowie rozgrywa się w nocy, o świcie/zmierzchu lub miejscach zacienionych. Nie jest to przyjemne dla oka, gdy na większości kadrów jest ciemnawo lub monotonnie szaroburo.
A więc mamy już piątą porażkę pod rząd w serii. Ale nie to jest najgorsze - najgorsze jest to, iż każdy kolejny album w tej złej passie jest gorszy od poprzedniego, dzięki czemu tendencja spadkowa ciągle trwa a seria bije kolejne rekordy marnego poziomu (czy też zalicza kolejne dna). A światełka w tunelu nie widać żadnego.. Naprawdę szkoda tego co teraz dzieje się z tą kultową serią :-((...
Thorgal - 28 - Kriss de Valnor
Rysunek: Grzegorz Rosiński
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 11/2004
Wydawca oryginalny: Lombard
Rok wydania oryginału: 2004
Liczba stron: 46
Format: A4
Oprawa: miękka
Papier: matowy
Druk: kolor
Dystrybucja: saloniki, księgarnie
ISBN: 83-237-3043-1
Cena z okładki: 22,90 zł
Sklep
Forum















