Recenzja komiksu "Thorgal: Ofiara"

Autor: Przemek Szymczak
1 sierpnia 2007

Ofiara to dwudziesty dziewiąty album opowiadający o przygodach Thorgala i jednocześnie ważne wydarzenie w serii, o którym mówiło się już od dawna. Oto przygody szlachetnego przybysza z gwiazd wychowanego wśród wikingów zbliżają się ku końcowi. Pałeczkę (a raczej miecz i łuk) przejmuje jego syn, Jolan. To dobra okazja, by rzucić okiem nie tylko na najnowszy album, lecz również na całą serię.

Jak na przełomowy album przystało, Ofiara wyróżnia się spośród innych części. W oczy rzuca się przede wszystkim strona graficzna. Grzegorz Rosiński nie tyle rysuje, co raczej maluje poszczególne kadry (warto zwrócić uwagę, że na niektórych z nich spod koloru przebija faktura płótna). Efektem są obrazy, w których kolor odgrywa rolę nawet ważniejszą niż kreska (do tej pory to przede wszystkim rysunek, czy kontur definiował obrazek). Postacie stają się niemal trójwymiarowe, a tła stanowić mogą temat na pejzaż. Kolory mieszają się w poszyciu jesiennego lasu, obrysowują promieniami księżyca wikińskie chaty, igrają na twarzach bohaterów. Kadry, pomimo całej staranności, pozostają dynamicznie i jednoznacznie komiksowe. W oczy rzucają się ożywiające je kreski pociągnięte tuszem. Ten nowy styl Rosińskiego spotkaliśmy już wcześniej w dwuczęściowym komiksie Zemsta Hrabiego Skarbka (w Polsce wydanym przez Egmont). Teraz artysta udoskonala swoje dzieło, pokazując tym samym, że sam wciąż się rozwija. Pomimo niezaprzeczalnie wysokiego poziomu swojego warsztatu nie zaprzestaje poszukiwań nowych środków wyrazu. Jego prace można już śmiało nazwać prekursorskimi. Nam, czytelnikom, pozostaje cieszyć się, gdyż oglądanie wyników tych eksperymentów to czysta przyjemność.

Fabuła Ofiary rozwija się w granicach wytyczonych przez poprzednie tomy serii. Charakter opowieści i właściwy dla niej klimat konsekwentnie dopasowują się do reszty serii, jak na album podsumowujący przystało. Podobnie jak ponad dwadzieścia lat temu w pierwszym albumie, Zdradzonej czarodziejce, autorzy wyczarowują dla nas świat nordyckich mitów, w płynny, naturalny sposób zmieniając go we współczesną baśń.

Jak w każdej baśni komiksy o Thorgalu mają wyraźne, łatwe do odczytania przesłanie. Głównemu bohaterowi niedaleko do etycznego ideału. Jest szlachetny i prawy, szanuje życie, nawet swoich wrogów, pomaga słabszym. Popełnia błędy, czasami wielkie, stara się jednak je naprawiać. Porównując tą postać z bohaterami innych komiksów wydawanych obecnie, Thorgal wydaje się być naiwnie idealny. Podczas, gdy postacie z innych serii (Sin City, XIII, Blacksad a nawet niektórzy superbohaterowie, jak Punisher) od strony moralnej przedstawiani są "naturalistycznie", Thorgal pozostaje rycerzem w lśniącej zbroi. Biel tej postaci aż razi po oczach, podchodzimy do niej czasami z lekkim rozdrażnieniem lub przymrużeniem oka. Sądzę jednak, że opowieści o Thorgalu nie mają być traktowane ze śmiertelną powagą. Podobnie jak baśnie, a jeszcze wcześniej mity, historia Thorgala ma przekazać pewne idee, wytyczyć ścieżki zachowań; mit w nowej postaci, dostosowanej do naszych czasów.

Jean Van Hamme zaś pokazał już, choćby w Szninklu, albo we wspomnianym już XIII, że potrafi stworzyć postacie, które trudno podzielić na czarne lub białe. Nie można mu więc zarzucić trzymanie się najprostszych schematów. Postać Thorgala, rozwijana przez całą serię jest, moim zdaniem, w pełni świadomym tworem.

Wróćmy jeszcze do fabuły. W Ofierze znajdujemy wiele odniesień do innych przygód Thorgala. Pojawiają się znane postacie i nawiązania do poprzednich albumów. Scenarzysta zamyka wszystkie wątki, które wymagały jeszcze dopowiedzenia. Z każdą stroną coraz wyraźniej czujemy, że czytając zbliżamy się do zakończenia wielkiej opowieści. Kluczem do kolejnych przygód jest już nie postać Thorgala, lecz jego syn, Jolan.

Album Ofiara, sam w sobie jest dobry, lecz fabularnie nie wybija się wśród innych. Nie jest tak baśniowy jak Gwiezdne dziecko, wzruszający jak Aaricia ani trzymający w napięciu niczym Kraina Qa. Czyta się go bardzo dobrze i duże wrażenie robi fakt, że oto kończy się cykl, który towarzyszył polskim fanom komiksu niemal od zawsze, ale nie ma tego czegoś, co zaparłoby czytelnikowi dech w piersiach.

Seria Thorgal, podobnie jak jej bohater, miała swoje mocniejsze i słabsze chwile. W jednych albumach fabuła wydawała się prostą opowiastką, a jej szczegóły umykały już niedługo po przeczytaniu. Inne wczepiały się mocno w serce i potrafiły wywołać dreszcz lub wzruszenie jeszcze długo po zakończeniu ich lektury. Możemy śmiało wskazać lepiej i gorzej skonstruowane postacie i wątki. Seria jest bardzo znana (ba, wychowaliśmy się na niej), o czym świadczy chociażby fakt, że doczekała się tak wielu miłośników, ale również i przeciwników. To, że nie pozostawia ludzi obojętnymi również można poczytać jej za zasługę.

Thorgalowi udało się wybić nie tylko w Polsce, gdzie w pewnym okresie wydawane komiksy można było policzyć na palcach jednej ręki, ale również w Belgii i Francji, które tego problemu nie znają. To Klasyka, zasługująca na to, by napisać to słowo z dużej litery i ważna karta (a może powinienem napisać "kadr"?) w historii komiksu, nie tylko polskiego, ale również światowego.

Ofiara kończy serię w dobrym stylu. Pozostaje mieć nadzieję, że albumy o Jolanie będą w takim samym stopniu poruszać zarówno tych, którzy znają Thorgala od lat, jak i nowe pokolenia czytelników.

Thorgal - 29 - Ofiara

Scenariusz: Jean Van Hamme
Rysunek: Grzegorz Rosiński
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 11/2006
Tytuł oryginalny: Le sacrifice
Wydawca oryginalny: Lombard
Rok wydania oryginału: 2006
Format: A4
Oprawa: miękka
Druk: kolor
Dystrybucja: saloniki, księgarnie
ISBN: 8323728194
Wydanie: I
Cena z okładki: 22,90 zł
Materiały powiązane:

Podyskutuj na forum!



blog comments powered by Disqus