Recenzja komiksu "Wilq: Z piekła lobem"
Pamiętacie taki cykl komediowy Akademia policyjna? Pierwsze trzy części zabijały śmiechem. Producenci postanowili więc zarabiać dalej i powstały kolejne trzy (a może i cztery) części. Jedna gorsza od drugiej. Seria zjadła swój ogon, częściowo strawiła, resztę wypluła i zjadła jeszcze raz.
Wilq jest na najlepszej drodze do powtórzenia tego wyczynu.
"Jedna z pięciu najśmieszniejszych rzeczy na świecie" - takie hasło przewodnie nieustannie pojawia się na okładkach kolejnych części autorskiej serii Bartosza i Tomasza Minkiewiczów. Ironią jest to, że odkąd hasło zaczęło się pojawiać, poziom humoru w Wilq zaczął się obniżać.
Dwie ostatnie części były tak słabe, że zastanawiałem się, czy Bracia M. jeszcze w ogóle będą w stanie tchnąć nowe życie w wykreowanych przez siebie bohaterów.
Z piekła lobem jest lepszy od poprzednich - Oplau i Tłuc buców, ale nadal nie jest to tym, co tygrysy lubią najbardziej.
Sam komiks to zbieranina kilku króciutkich historyjek z życia dzielnego obrońcy mrocznego miasta Opola i jedna dłuższa historia. Do tego cztery półstronicowe miniopowiastki z Komisarzem Gondorem w roli głównej, równie krótkie historyjki pod wspólną nazwą Opole na Peceta i Konsole, zupełnie nieśmieszne przygody Miętoperza i Ginozaura i kilka jednoobrazkowych żarcików. Do tego nowy komiks Tomasza Minkiewicza - Salwator. Czyli mało tego Wilqa w Wilq.
Jakby nie patrzeć, bucowski styl został zachowany, ale przepychanki Wilq z Alc-manem i resztą ferajny nie śmieszą. Stary, dobry Wilq mówił prostacko-finezyjno-sarkastycznym językiem. Teraz mówi językiem już tylko prostackim. Odpowiednio przerobione powiedzonko o wróblu w garści nie może się równać z ripostami znanymi z wcześniejszych odcinków.
Byłbym ostatnim bucem, gdybym nie docenił tego, co w Wilq #11 dobre. Bo mimo ogólnie panującej przeciętności kilka dobrych momentów się znajdzie.
Pierwszy plus (i to duży) należy się za okładkę. Właściwie więcej czasu spędziłem na przyglądaniu się wariactwom okładkowych gołębi, niż na czytaniu tego, co w środku. Tylko jakim cudem na dwóch stronach okładki zmieściło się więcej żartów, niż na 32 stronach między tymi okładkami?
Drugi plus to historia Gołębie ping pong i śpiew, która miałaby spore szanse zmieścić się w zbiorze The best of Wilq. Alc-man śpiewający unowocześnioną wersję W stepie szerokim jest po prostu rozbrajający.
Trzeci plus to bonus od Tomasza M.: gangstersko - detektywistyczny one-shot Salwator.
Więcej plusów nie stwierdzono.
Wilq się starzeje i to widać. Brakuje energii, brakuje zadziorności i sarkazmu. Do pełnoletności jednak jeszcze sporo pozostało, więc jeśli rodzice się za niego wezmą, jest szansa że wróci do formy przed osiemnastką.
Podsumowując jednym zdaniem: kto zna i lubi Wilqa, pewnie kupi i tę część, ale jeśli ktoś dopiero przymierza się do zapoznania z tą serią, to lepiej niech sięgnie po jakąś wcześniejszą (najlepiej od piątej w dół).
Wilq Superbohater - 11 - Z piekła lobem
Wydawnictwo: BM Vision
Rok wydania polskiego: 4/2007
Liczba stron: 44
Format: A4
Oprawa: miękka
Papier: matowy
Druk: cz.-b.
ISBN-13: 978-83-924960-1-4
Wydanie: I
Cena z okładki: 12 zł
Sklep
Forum














