Recenzja komiksu "Zostawiając powidok wibrującej czerni"

Autor: Wojciech Birek
19 grudnia 2008

Obawiam się, że gdybym natknął się na tę publikację w księgarni, raczej przezornie ominąłbym ją z daleka. Zbiór komiksów Daniela Chmielewskiego ma zaporowy, do bólu pretensjonalny tytuł, pasujący raczej do tomiku lirycznych wypocin bywalca lokalnych konkursów poetyckich. Wszystko się wprawdzie wyjaśnia, jeśli zajrzymy na ostatnią stronę okładki i obejrzymy zdjęcie ilustrujące biogram autora - nieznośnie poetycki tytuł okazuje się wyimkiem z dzieła poezji podwórkowej, gdzie nabiera odpowiedniej ironiczno-enigmatycznej wymowy - ale kto zdobędzie się na grzebanie w książce o takim tytule?...

Jeśli jednak jakimś cudem - przez nieuwagę, z nudów, przypadkiem - sięgniecie po dzieło, zatytułowane Zostawiając powidok wibrującej czerni - czeka Was miłe zaskoczenie. Dalej jest tylko lepiej, i to dużo lepiej. Wypełniający pierwszą część tomu zestaw 44 jednoplanszowych szortów okazuje się zbiorem zgrabnie dobranych i z lekkością narysowanych obserwacji z życia istot z gatunku homo sapiens, nieraz z wyraźnym, a czasami z dyskretnie zamaskowanym filozoficznym podtekstem, który o dziwo wcale nie psuje lektury, a przeciwnie - stanowi jej istotny i niezaprzeczalny atut. Forma komiksowej miniaturki okazuje się pod piórkiem Chmielewskiego doskonałym środkiem do uprawiania refleksji o codzienności i zaplątanym w tę codzienność człowieku. Bywa tu zabawnie, nieraz sarkastycznie, a czasami nieoczekiwanie lirycznie czy nawet dramatycznie. Autor wypracował przy tym własną poetykę jednoplanszówki, pomysłowo przesuwając tytuł pod planszę i wiążąc go w jedną tekstową całość z podpisem, co zmieniło go w rodzaj puentującego opowiastkę komentarza oraz podkreśliło osobisty charakter komiksowych miniatur.

W zestawie szortów mamy spory wachlarz tematów o zróżnicowanym kalibrze: od prostych, pozornie niewinnych obserwacji obyczajowych (ta historia o zmywaniu wydaje mi się jakoś dziwnie znajoma... gdzie też ja to mogłem już widzieć?...) po historie na wskroś symboliczne, wyraziście ilustrujące mocno filozoficzne zagadnienia. Sporo tu wariacji i rozważań na temat ludzkiego (nie)porozumienia, kilka mocno krytycznych komiksowych fraz na temat religii, parę lirycznych impresji, trochę gorzkich spostrzeżeń o miłości i sztuce... no, w ogóle o życiu. Niektóre z nich wydają się cokolwiek hermetyczne, poprzez widoczne odniesienia do biografii i osobistych przeżyć autora. I pewnie pozostałyby malowniczymi, acz drażniącymi niedopowiedzeniami, gdyby nie zbawienny pomysł uzupełnienia zbioru szorcików o epilog, który okazuje się nieoczekiwanie "pełnometrażowym" (drugie 44 strony!) albumem, przy okazji głównej fabuły rozjaśniającym rozsiane po poprzedzających go miniaturkach niedopowiedzenia.

W "normalnym" porządku należałoby oczekiwać odwrócenia hierarchii: duża forma powinna stanowić główny punkt programu, zaś miniaturki jej dopełnienie. Tymczasem zaproponowana przez Chmielewskiego kolejność okazuje się jak najbardziej racjonalna i sprawdza się w czytaniu. Opowieść o Cyniku i Annie doskonale dowartościowuje i wzbogaca wymowę szortów, które dopiero teraz postrzegamy jako elementy jednej przemyślanej i świadomie zakomponowanej całości. Co jednak nie oznacza, że "Cynik" jest naprawdę tylko dopiskiem do poprzedzających go jednoplanszówek. Jest rozwinięciem i wyjaśnieniem zawiązanych w nich wątków (muszę przyznać, że czyni to naprawdę finezyjnie), ale jest też autonomiczną, bogatą opowieścią o ciekawej, wyrafinowanej konstrukcji, ze świetnie prowadzoną odautorską narracją i wykorzystaniem zabiegów autotematycznych. (Auto)psychodrama, której obiektem jest tyleż bohaterka komiksu, co sam autor, doskonale wpasowuje się w komiksową formę, po raz kolejny dowodząc ogromnego potencjału tego medium jako środka osobistej ekspresji. Specyficzna mieszanka "cynizmu" (tak to nazywa Autor, ale nie jestem pewien, czy to właściwe słowo) i liryczności, humoru i patosu (który jakimś cudem potrafi się tu obronić), a do tego sporo sensownie i ciekawie zastosowanych komiksowych chwytów narracyjnych - wszystko to pozwala mi widzieć w komiksie Chmielewskiego jedną z ciekawszych propozycji w tak modnym ostatnio komiksie autobiograficznym, jakie ostatnio czytałem. Tym bardziej ciekawą, że na wskroś oryginalną, wykorzystującą osobiste przeżycia autora nie wprost, a przetwarzającą je artystycznie (to naprawdę właściwe słowo w tym miejscu). Czytając komiks Chmielewskiego mam bliskie skojarzenia z innym polskim twórcą, którego zawsze ceniłem, a który od jakiegoś czasu nie daje o sobie znać nowymi komiksami: myślę o Krzysztofie Owedyku "Prosiaku". Ci, którzy znają jego stripy i dłuższe formy, zapewne mi przytakną. Prosiak od ładnych paru lat milczy; to naprawdę dobrze, że zajmowane przez niego miejsce w polskim komiksie nie pozostało puste. Bo to jest takie miejsce, gdzie mówi się rzeczy ważne, i daje się czytelnikom do myślenia.

Zastanawiam się, czy aby nie przesadziłem w superlatywach na temat Powidoku.... To z pewnością wina długiej (bardzo długiej) przerwy w praktykowaniu tej niewdzięcznej czynności, jaką jest pisanie recenzji z komiksów. Być może więc powinniście moje zachwyty nad komiksem Chmielewskiego podzielić przez dwa... A może przeciwnie? Może należy je jeszcze pomnożyć?...

Zostawiając powidok wibrującej czerni

Scenariusz: Daniel Chmielewski
Rysunek: Daniel Chmielewski
Wydawnictwo: Timof i cisi wspólnicy
Rok wydania polskiego: 2/2008
Liczba stron: 96
Format: 175x250 mm
Oprawa: miękka
Papier: matowy
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-61081-14-2
Wydanie: I
Cena z okładki: 22 zł


blog comments powered by Disqus