Wywiad z Cesarem Feriolim - "Dwadzieścia lat rysowania"

Autor: Hubert Kuberski
19 lipca 2009

César FerioliGildia: Istnieje powiedzenie, że jeśli góra nie przyjdzie do Mahometa, to ten sam pójdzie do góry. Jak w Pańskim przypadku wyglądało rozpoczęcie współpracy z Disney'em?

Cesar Ferioli: Ani ja nie interesowałem się Disney'em, ani Disney nie wiedział, kim ja jestem. Oczywiście jako pięcio-, sześcioletnie dziecko czytałem z zainteresowaniem te komiksy. Natomiast później, kiedy zacząłem rysować to nie wiedziałem, że praca dla Disneya będzie moim zawodem. Pracowałem dla agencji reklamowej, w której byłem jednym z wielu. Uczyłem się, ale z początku robiłem mało ważne rzeczy, jak czyszczenie teł. Po czterech latach byłem gotów, aby zapukać do drzwi komiksu disney'owskiego. To były zlecenia z Włoch i Francji. Mój styl stawał się rozpoznawalny, kiedy już narysowałem trochę tych komiksów. Wówczas zgłosił się do mnie Egmont. Było to w 1988 roku.

Jak wymagający jest wielki koncern, dla którego Pan pracuje od tylu lat?

Egmont, który ma licencję na kreację i wydawanie komiksów, reprezentują supervisorzy. Przez dwadzieścia lat rysowania komiksów disney'owskich miałem kontakt z różnymi przedstawicielami tej firmy. Pierwszy, na którego się natknąłem był Duńczykiem i skupiał się na szczegółach - czy nie brakuje guzików, czy odpowiednio wygląda odbicie bohatera w lustrze. Kwestie artystyczne go nie obchodziły, koncentrował się na detalach. Później nastąpił okres "wolnej amerykanki", całkowitej wolności. Można było wszystko i to sprawdzało się w przypadku autorów świadomych swoich możliwości i wymagających względem siebie. Niestety byli też rysownicy, dla których największą ambicją było tworzeniu setek stron tygodniowo. Jakość komiksów obniżała się, bo autorzy chcieli zarobić jak najwięcej.

Jak wygląda obecnie akceptacja strony graficznej komiksów Disney'a?

Od paru lat obowiązuje system kontroli, który wydaje mi się najbardziej logiczny. Prace młodych autorów, wymagające większej kontroli, są oglądane przez znanych autorów. Tymczasem bardziej doświadczonym rysownikom pozostawia się spory zakres swobody. Aczkolwiek istnieje komunikacja, między autorami, a redakcją, która pozwala na wymianę opini, co jest szczególnie cenne.

Każdy tom komiksowych opowieści o Kaczorze Donaldzie obejmuje kilka-kilkanaście nowel. Czy rysuje też Pan duże, "monograficzne" tomy?

Na samym początku mojej kariery rysownika zrobiłem coś takiego. Była to opowieść, która miała dobrze ponad sto stron, ale nie oceniam jej dziś zbyt wysoko. Jednak ostatnio nie przygotowuję historii do "Giganta". Głównie pracuję dla tygodnika "Kaczor Donald", gdzie komiks ma cztery rzędy kadrów, a nie trzy, jak to zwykle bywa i jest krótszy. Rzadko zdarzają się dłuższe niż dwanaście stron. Kilka lat temu narysowałem historię o wyspie Nitos, właśnie dla tego tygodnika. Była ona opublikowana w dziesięciu odcinkach.

Powszechnie uważa się, że dzieci są bardziej wymagającym odbiorcą. Jak Pan odnosi się do tego poglądu?

To trudne pytanie. Przypominam sobie sam siebie z okresu dzieciństwa, kiedy czytałem komiksy Disney'a piracko wydawane w Hiszpanii. Wówczas miałem swoje preferencje - jeśli była to historia Carla Barksa to czułem, że ten typ narracji odpowiadał mi najbardziej. Dzieci bez wątpienia wiedzą, czego chcą, potrafią to wyrazić. Młody czytelnik łatwo ulega iluzji, ale to nie oznacza, że dzieci można oszukać. My dorośli jesteśmy bardziej skryci, potrafimy maskować swoje uczucia, podczas gdy dzieci są bardziej ekspresyjne i bezpośrednie. Historia dla młodego czytelnika musi być konkretna, zrozumiała i prosta.

Czy spotyka się Pan z głosami młodych czytelników i jaki ma Pan kontakt ze swoimi czytelnikami?

Tam, gdzie mieszkam, tj. w Katalonii, właściwie nie spotykam się z czytelnikami, ponieważ tam komiksy disney'owskie nie są publikowane. Zaś gdy uczestniczę w takim wydarzeniu, jak Warszawskie Spotkania Komiksowe, to ta masa czytelników spada na mnie cała naraz. Mam wrażenie, że spotykam się ze wszystkimi moimi czytelnikami w jednym momencie.
Pamiętam, jak kiedyś gościłem dwie dziewczynki, grające na skrzypcach. Pewnego dnia zobaczyły mnie przy pracy i dowiedziały się, że zawodowo rysuję komiksy. Wówczas powiedziały, że czytają "Topolino", na co ja odpowiedziałem, że narysowałem kilka historii tej serii, w tym te, które już znały. Jednak nie zrobiło to na nich większego wrażenia, ale nie wiem czy dlatego, że wolały muzykę, czy może narracja lub rysunki nie spodobały się im. A może, dlatego, że pochodziły z okolic Werony, gdzie ludzie są zblazowani i mniej ekspresyjni od mieszkańców z południa Włoch. Natomiast było to dla mnie doświadczenie dość frustrujące.

Czy planuje Pan zrealizować komiksy z myślą o dorosłych odbiorcach?

W tej chwili nie mam takich planów. Po ośmiu godzinach dziennie rysowania komiksów dla Disney'a nie mam już ochoty rysować, ani myśleć o rysowaniu. Gdyby w moim życiu miało się coś zmienić, gdybym musiał szukać nowych możliwości, to może tak się stanie. W tej chwili nie myślę o tym, choć czasami mam takie przeczucie.

Na zakończenie chciałbym zapytać, których autorów komiksów ceni Pan najbardziej?

Już w dzieciństwie mój ojciec przywoził mi z Włoch mi pismo "Corriere del piccoli" i "Corriere del ragazzi". To tam odkryłem Hugo Pratta, który należał do moich ulubionych autorów. Czytałem też Prince Valiant i Flasha Gordona. Bardzo podoba mi się Asterix, ale nie ze względu na rysunki, a raczej genialne scenariusze Goscinnego. Następnie zauroczyli mnie Jean "Moebius" Girard, Juan Gimenez. Obecnie patrzę na komiksy z profesjonalnego punktu widzenia - na ich rysunki, sposoby kadrowania, etc..

Gigant poleca - 59 - Mroczny dwór

Scenariusz: Gaja Arrighini, Bruno Concina, Carlo Gentina, Carol McGreal, Pat McGreal, Carlo Panaro, Nino Russo, Bruno Sardo, Laura Shaw, Mark Shaw
Rysunek: Danilo Barozzi, Giulio Chierchini, Massimo Fecchi, César Ferioli, Andrea Freccero, Francesco Guerrini, Valerio Held, Lara Molinari, Giuseppe Dalla Santa
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski, Renata Romańska
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 11/2005
Wydawca oryginalny: Disney
Liczba stron: 250
Format: B6
Oprawa: miękka
Papier: matowy
Druk: kolor
Dystrybucja: kioski, saloniki
ISBN: 83-237-3074-1
Wydanie: I
Cena z okładki: 8,90 zł


blog comments powered by Disqus