Wywiad z założycielami katowickiej księgarni "Imago".
Katowickie "Imago", czyli rzecz o komiksie.
Istniejąca od kilku lat komiksowa księgarnia "Imago" zdołała się już wpisać w kulturowy pejzaż Katowic i dla wielu stała się kultowym miejscem na mapie stolicy Górnego Śląska. Z jej właścicielem, Mariuszem Jęsiakiem rozmawia Piotr Drzyzga.
Piotr Drzyzga: Na początek chciałbym zapytać o historię "Imago"- samo powstanie księgarni i czemu akurat zdecydowali się Państwo na komiksy?
Mariusz Jęsiak: "Imago" powstało w 1999 roku, dokładnie w lipcu tegoż roku. Pomysł narodził się w sposób bardzo prozaiczny, mianowicie sam interesując się komiksem od wielu lat, poszukiwałem w wielu rożnych miejscach brakujących tytułów do mojej kolekcji. Okazało się wówczas, iż nie ma w Polsce miejsca, w którym można by uzupełnić brakujące woluminy. Kierując się zastanym stanem rzeczy, postanowiłem samemu otworzyć antykwariat - księgarnię komiksową, mając za sobą bagaż doświadczeń wyniesionych z pracy w rodzinnym antykwariacie.
Zaczęliśmy od niewielkiego wynajmowanego pokoju w sosnowieckim biurowcu, gdzie wśród ogromu regałów wyładowanych po brzegi komiksami, ledwo udało się zmieścić dwa biurka i komputer. Do komiksów w niedługim czasie dołączyliśmy ofertę książkową i z końcem 1999 roku zaistnieliśmy w Internecie. Od tego czasu, mozolnie gromadząc informacje od naszych klientów, staraliśmy się odpowiednio ukierunkować rozwój naszej oferty i poszerzać ją, zgodnie z ich oczekiwaniami. W tym czasie trzon naszej działalności stanowiły książki antykwaryczne. Boom komiksowy datowany na koniec 1999 roku, nabierający przez kolejne lata na sile oraz powtarzające się pytania klientów o możliwość osobistego odbioru zamawianych komiksów, zachęciły nas do otwarcia sklepu stacjonarnego. Zaczynaliśmy od małego sklepiku o powierzchni 17 m2, dosłownie pod sufit wypełnionego komiksami. Wtedy też zrezygnowaliśmy z książek na rzecz oferty stricte komiksowej. W bardzo krótkim odstępie czasu okazało się, że tak maleńka powierzchnia sklepu przestała spełniać swoje funkcje i podjęliśmy decyzję o zamianie lokalu na większy.
W ten sposób powstało obecne "Imago", na ulicy Mickiewicza 14 w Katowicach, znane naszym klientom od grudnia 2002 roku. Na przestrzeni ostatnich lat staramy się nieustannie poszerzać naszą ofertę, biorąc przy tym pod uwagę sugestie naszych klientów. Po zamianie lokalu na większy, wróciliśmy do książek, zarówno nowych jaki i antykwarycznych. Jednak wyspecjalizowaliśmy się w dziedzinie fantastyki, fantasy i horroru, tworząc tym samym antykwariat tematyczny.
PD: Morfołaki Skutnika i Fastnachtspiel Turka - dlaczego akurat Ci autorzy? Dlaczego akurat tak ambitne komiksy postanowili Państwo wydać jako pierwsze? Internetowi recenzenci nie mają złudzeń, co do artyzmu tych prac. To historie, które "balansują na pograniczu snu i jawy i mają najczęściej charakter filozoficzny, bądź moralitetu". Pisze się o nich, jako o komiksach "dojrzałych fabularnie i wysmakowanych graficznie". Zwraca się uwagę na "oniryczny klimat, niesamowitą atmosferę tajemniczości i ekspresję". Istotna jest "unosząca się w oparach metafizyki fabuła"... Zachwytom nie ma końca!
MJ: Naszą przygodę wydawniczą zaczęliśmy od Fastnachtspiela Marka Turka, do którego po jakimś czasie dołączyły Morfołaki Mateusza Skutnika. Zdecydowaliśmy się na te tytuły, ponieważ były to dokładnie te pozycje, których na próżno było szukać na obecnym rynku wydawniczym. Pozycje niezależne, czy jak dziś byśmy je nazwali offowe. Zarówno Turek, jak i Skutnik, to autorzy zasłużeni dla polskiego komiksu, co dla nas stanowiło kolejny argument przemawiający za wydaniem ich komiksów na naszym rynku. Nie mogliśmy się pogodzić z tym, że tak uznani na niezależnym rynku twórcy nie doczekali się do momentu, w którym ich wydaliśmy, profesjonalnych publikacji, dostępnych szerszemu gronu odbiorców.
PD: Współpraca z braćmi Minkiewiczami - proszę opisać jak do niej doszło i jak to się stało, że postawili Państwo na produkcję gadżetów związanych z serią o Wilqu (jednym z najpopularniejszych bohaterów współczesnego komiksu w Polsce, którego Wojciech Orliński z "Gazety Wyborczej" porównywał nawet do postaci znanych z twórczości laureatki nagrody Nike, Doroty Masłowskiej, ze względu na pewne socjologiczne zagadnienia, żartobliwie zaakcentowane w tym komiksie).
MJ: Do współpracy z braćmi Minkiewiczami doszło, jak w większości przypadków... przypadkowo. Pierwszy numer komiksu Wilq stał się swoistą rewolucją na naszym rynku. Zabawny i obrazoburczy zrobił na nas duże wrażenie. Po wydaniu drugiego zeszytu wpadliśmy na pomysł, aby zaprosić twórców Wilqa do nas do sklepu, aby nasi klienci mogli dostać upragnione
autografy. Wtedy też narodziły się plany wzbogacenia oferty naszej firmy o coś do tej pory raczej niespotykanego, a jakże charakterystycznego dla rozwiniętych rynków komiksowych, o komiksowe peryferia, o gadżety związane z tym komiksem.
PD: Dlaczego w najpopularniejszych obecnie polskich komiksach królują antybohaterowie i gatunki humorystyczno-parodystczne? Amerykanie wciąż wydają superbohaterskie opowieści pełne patosu, które w Polsce jakoś przyjąć się nie mogą. Z czego to wynika? Traktował o tym już cały numer specjalistycznych "Zeszytów Komiksowych", ale chciałbym zapytać o Pana opinię na ten temat.
MJ: Temat superbohaterów był u nas popularny na początku lat 90-tych, za sprawą wydawnictwa TM-Semic, serwującego nam co miesiąc kolejne przygody Batmana, Supermana, etc. Były to czasy największej chłonności naszego rynku na nowe tytuły - różne wydawnictwa próbowały zaszczepić na naszym rynku komiksy uznane i uwielbiane na Zachodzie. Wprawdzie na początku tytuły owe cieszyły się dużą popularnością, ale wraz ze starzeniem się czytelników, którzy czytali opowieści o bohaterach w trykotach za młodu, temat ów stracił na popularności. Wydaje mi się, że nasza europejska kultura jest tak odmienna od amerykańskiej, że mimo wielu dobrych tytułów z ich półki wydawniczej, przedstawiany w nich typowo amerykański patos nie znajduje u nas zrozumienia. Humorystyczo-parodystyczny charakter komiksów, na naszym (wciąż rozwijającym się) rynku, gwarantuje ich sprzedaż uwarunkowaną popytem na tego typu komiksy, co skłania wydawnictwa do wydawania właśnie takich tytułów.
PD: Ekranizacje komiksów - trend w kinie może nie nowy, ale ostatnio niezwykle popularny i opłacalny. Co takiego jest w komiksie, że nagle okazuje się on ciekawszy do ekranizowania od powieści? Więcej nam mówi o świecie w którym żyjemy, a może jest po prostu łatwiej przekładalny na język filmu?
MJ: Zekranizowane komiksy, które w postaci wysokobudżetowych filmów wyświetlane są w naszych kinach, wywodzą się głównie z Hollywood. Są to opowieści oparte na najbardziej znanych amerykańskich tytułach, które każdego miesiąca sprzedają się w monstrualnych, jak na nasze warunki, nakładach i gwarantują wysoką oglądalność filmom nakręconym na ich podstawie. W USA komiks jest nierozerwalnym elementem popkultury, ma zupełnie inny status niż w naszym kraju. Stąd też filmy oparte na przygodach komiksowych bohaterów kręcone są głównie za wielką wodą. Próby przenoszenia ambitnego komiksu europejskiego na wielki ekran, przeważnie są wielkim fiaskiem. Za przykład niech posłuży Immortal, nakręcony na podstawie bestsellerowych komiksów Enki Bilala.
PD: Polskie środowisko komiksowe - konwenty, festiwale, spotkania autorskie?
MJ: Obecnie w naszym kraju odbywają się dwa duże komiksowe konwenty. Międzynarodowy Festiwal Komiksu w Łodzi, odbywający się corocznie w październiku oraz Warszawskie Spotkania Komiksowe mające miejsce w marcu. Łódzka impreza trwa 3 dni, organizowana jest już od kilkunastu lat i ma niezachwianą pozycję króla polskich imprez komiksowych. Podczas festiwalu można spotkać się z wieloma twórcami, zarówno z Polski jaki i z zagranicy, uczestniczyć w panelach wydawniczych, prelekcjach, warsztatach artystycznych prowadzonych przez najlepszych polskich rysowników. Drugą znaczącą imprezą jest WSK, o zdecydowanie krótszej historii. Przebieg tychże spotkań jest podobny do imprezy łódzkiej, tyle, że skondensowany do jednego dnia. Obie wymienione wyżej imprezy są najważniejszymi wydarzeniami, które w pełni zaspokajają potrzeby nielicznego środowiska komiksowego w Polsce. Nasz udział na owych imprezach ogranicza się do funkcji komercyjnych. Wystawiamy się na nich jako wydawcy i jako księgarnia komiksowa.
PD: Yves Sente o historyczno-awanturniczym komiksie Zemsta Hrabiego Skarbka wyraził się następująco: "pragnąłem (...) ukazać, że komiks jest gatunkiem artystycznym, ukazać paralele między tekstem komiksu a literaturą, między rysunkiem komiksu, a malarstwem. Epoka Aleksandra Dumasa i Eugene'a Delacroix nadawała się do tego wyśmienicie! XIX wiek to także czas rozwoju prasy i powstawania pierwszych dzienników jak "Le Siecle" czy "La Presse"(...) Tamte czasy to także epoka pierwszych felietonów prasowych, tworzonych przez Balzaca i Dumasa...". O tym, że komiks to sztuka napisano już tony tomów i każdy fan komiksu nie ma co do tego wątpliwości. Ale jak przekonać tych, którzy wciąż podchodzą z lekceważeniem do tego gatunku, że komiks jednak sztuką jest? Jakie są Pana argumenty w tej (niekończącej się, póki co) dyskusji.
MJ: Jak sam Pan zauważył, nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Wiele tęgich głów łamało się nad tym problemem i nikomu nie udało się ustalić jakiegoś wspólnego stanowiska w tym temacie. Można w nieskończoność przytaczać przykłady kunsztu, czy wręcz mistrzostwa pewnych autorów, zarówno pióra jak i sztalugi, przekonywać rozmówców o przeciwnych do naszych poglądach, o równouprawnieniu komiksu względem innych sztuk, a często jego wyższości. Lecz mimo licznych argumentów przemawiających za komiksem, przeważnie rozbijamy się o mur nietolerancji i niezrozumienia, wynikający z tego, że od bardzo wielu lat komiks w Polsce uważany jest za lekturę, co najwyżej dla dzieci. Pogląd ów wynika z wieloletniego deprecjonowania wartości komiksu, jako dziedziny sztuki. W krajach europejskich, na przykład we Francji, kultura komiksowa liczy sobie dziesiątki lat. U nas jest to lat, co najwyżej kilka i w czasie tym nie da się nadrobić zaległości, które powstały między komiksem światowym a polskim. Dzieła, które na świecie zdobyły uznanie zarówno środowiska, jak i krytyków literackich (Dwie podróże z Fellinim, Maus, czy cykl Sandman), w Polsce nie mają szans zaistnieć w świadomości szerszego grona odbiorców, z racji zarówno braku wsparcia medialnego, jak i powracającego wciąż "komiksowego analfabetyzmu". Dzisiaj walczymy wciąż z pozostałością komiksów lansowanych w minionym systemie, z wysokobudżetowymi produkcyjniakami o znikomej treści. Do nadrobienia zostało nam kilka dekad kultury komiksowej na świecie, które ominęły nas w tamtych latach. Na szczęście widać światełko na końcu tunelu. Coraz więcej ludzi przekonuje się do komiksów, coraz więcej z nich sięga po najnowsze i najbardziej uznane tytuły na świecie, coraz więcej z nich odnajduje w lekturze komiksów przyjemność. Musimy wierzyć, że nastąpi taki dzień, gdy komiks stanie się tak pełnowartościowym medium, jak książka, czy film.
PD: W czasach PRL-u starano się często komiksy nasycać treściami polityczno-propagandowymi. Dziś mamy boom na komiksy zahaczające o historię Polski (Powstanie Warszawskie, ksiądz Popiełuszko, Jan Paweł II, Wrzesień 1939). Głośno o tego typu "produkcjach" w mediach, ale na forach internetowych fani komiksu zwykle nie zostawiają suchej nitki na autorach tego typu dzieł. Jak Pan odbiera tego rodzaju twórczość?
MJ: Taki stan rzeczy wynika głównie z tego, że owe komiksy niewiele się różnią od komiksów wspomnianych powyżej. Poza wielką nagonką medialną i dobrą promocją, nie niosą w sobie zbyt wielu wartości artystycznych. Nie kwestionuję tutaj wartości merytorycznych, czy przedstawianych w nich prawd historycznych, niemniej przy takiej ilości dobrych polskich komiksów na naszym rynku, te wypadają nieporównywalnie słabiej.
Sklep
Forum













