Wywiad z Marią Lengren z wydawnictwa Planeta Komiksów

Autor: Jerzy Łanuszewski
22 maja 2017

Wydali Cienia, wydali Black Kiss. Wytrwale publikują kolejne tomy Chłopaków i Amuletu. A jeszcze wiele mają w zanadrzu.

Rozmawiamy z Marią Lengren z wydawnictwa Planeta Komiksów.

foto: Karol Żaczek

Za co kochasz komiksy?

Przeczytałam tyle komiksów, że sama zmieniam się w postać z komiksu. Stopniowo morfuję. A tak serio – myślę, że za późno żebym mogła odpowiedzieć na to pytanie. Komiksy stanowią w dużym stopniu treść mojego życia. Domownicy śmieją się, że to wyższa szkoła nihilizmu.

Mój dziadek rysował stripy komiksowe o Profesorze Filutku, więc myślę, że to medium stopiło się z moimi neuronami w bardzo wczesnym etapie formowania osobowości. Zbyszek Lengren nie był specjalnie fajnym gościem, ale stawał się znośny, a na pewno bardzo interesujący, dzięki swoim odjazdowym grafikom. Mój ojciec też świetnie rysował – często na żywo ilustrował swoje opowieści, albo wymyślane na poczekaniu bajki, albo przerysowywał ilustracje z książek dodając coś od siebie. Pokazał mi też pierwszy komiks – najpierw Alinoe, a potem dziw nad dziwy – polskie, pirackie wydanie marvelowskiego Blade Runnera w czerni i bieli. Mam je do dzisiaj.

Komiksy uruchamiają w moim mózgu coś w rodzaju taśmy montażowej. Po kilku stronach, kiedy jakiś album mnie wciągnie, mam wrażenie że oglądam film, a nie kompozycję kadrów. To, co pomiędzy obrazami, wewnętrzny montażysta sam sobie dopowiada. Może dzięki temu, jako przypadkowy współautor, przeżywam lekturę intensywniej?

Właściwe pytanie brzmi: jak można nie kochać komiksów?!

Wasz pierwszy album ukazał się półtora roku temu. Jak z perspektywy tego czasu oceniacie swoją działalność wydawniczą?

Przez ten czas bardzo dużo się nauczyliśmy. Na początku działaliśmy trochę po omacku, ale mieliśmy dużo szczęścia i wydaje mi się, że pierwsza prawdziwa wtopa jeszcze przed nami. Postawiliśmy sobie kilka priorytetów, których się trzymamy. Po pierwsze wydajemy tytuły, które sami lubimy (a ja i Karol Żaczek mamy dokładnie odwrotne gusta, więc przesiewamy je przez sito o wielkich, wielkich okach).

Po drugie bardzo pilnujemy warstwy językowej. Wkurzam się, jako redaktor neofita, że wszyscy komiksiarze walczą, aby ich ukochany komiks był traktowany poważnie, a kwiatki jakie znajduję w tłumaczeniach i byki puszczone płazem przez redaktorów wołają o pomstę do Odyna. Ja sama skończyłam akademię muzyczną, żaden ze mnie polonista. Dokształcam się jednak intensywnie, żeby nie wyjść na buraka. Do tego od kilku miesięcy mamy w ekipie świetną korektorkę, Joannę Swobodę, która żadnej głupoty nie przepuści płazem.

Po trzecie, razem z Karolem na co dzień mamy podgląd nastrojów panujących wśród komiksowych czytelników, ponieważ siedzimy w sklepie stacjonarnym z komiksami Geek Zone. Cały czas słyszę utyskiwania na tempo wydawania dłuższych serii. Wiele osób wręcz rezygnuje z zakupu interesujących tytułów w obawie, że osiwieją czekając na ciąg dalszy. Dlatego naszą najdłuższą serię Chłopaki wydajemy w odstępach co 2,5 miesiąca. Reakcje są bardzo pozytywne: "To niesamowite! Pamiętam co było w poprzednim tomie!", albo "Wow, nie muszę czytać wszystkich trzech tomów, żeby skumać o co chodzi w czwartym!". Jak na razie idzie nam dobrze i mamy dużo odlotowych planów.

Gdybyście dzisiaj zakładali wydawnictwo, to czy wszystko zrobilibyście tak samo? Czego nauczyliście się od początku działalności?

Żal jest zawsze niezdrowy. Nawet jeśli tu i tam powinęła nam się noga, to staramy się wybrnąć tanecznym krokiem z opresji. Uczymy się z każdym dniem. Ja na przykład uczę się teraz jak nie oszaleć w oczekiwaniu na odpowiedź od właścicieli praw do kilku tytułów o które się staramy. Opracowałam sobie metodę agresywnej uprzejmości w korespondencji – czasem działa i dostajemy szybciej odpowiedź, czasem czekamy miesiącami choćbym stanęła na rzęsach.

Jak już mówiłaś, wcześniej był sklep. Czy po założeniu wydawnictwa zauważyliście zwiększenie rozpoznawalności marki?

I dla ducha, i dla konta jest przyjemnie sprzedawać własne komiksy we własnym sklepie. Jednak w sklepie wciąż najlepiej sprzedaje się manga, a my mangi na razie nie wydajemy. Choć z przyjemnością wydalibyśmy jakiś zacny hentai – jak wyżej – i dla ducha (ha, ha), i dla konta. Myślę, że to się tyczy większości sklepów komiksowych.

Najprzyjemniejsze w tym połączeniu wydawnictwo-sklep, są wizyty młodych czytelników i czytelniczek Amuletu. Mało co mnie tak cieszy jak widok mini-komiksiarzy przebierających nóżkami i dopytujących kiedy kolejny tom. Ostatnio jedna dziewczynka uroniła łezkę szczęścia wziąwszy w łapki tom drugi. To jest to!

Jak oceniacie szanse na rozwój rynku komiksowego w Polsce?

Rozwój jest szalony. W zeszłym roku ukazało się ponad 700 komiksów. W tym na pewno ukaże się dużo więcej. Paradoksalnie, przesyt rynku to nasza największa obawa. Wydawców robi się coraz więcej, a czytelników nie przybywa. Czy nasza nisza ma szansę wyjść z okopów? Trudno powiedzieć. Praca w sklepie komiksowym nauczyła mnie, że niewiele da się przewidzieć w komiksowie. Praca w wydawnictwie dała mi na tę tezę niepodważalne dowody.

Niektóre tytuły, które zdawały się pewniakami leżą pod warstwą kurzu albo idą na przemiał, inne, które chciało się skwitować wzruszeniem ramion, znienacka stają się hitami.

Karol wie o komiksach naprawdę bardzo, bardzo dużo. Jeśli i on bywa zdziwiony – to co dopiero ja?

Jak dobieracie tytuły?

Jak wspomniałam wcześniej – po pierwsze muszą wziąć nas za serce albo… za coś innego (jak Słodka Szarlotka). Potem następuje proces przekonywania się nawzajem i obliczeń. Jeżeli jakaś idea nie polegnie w walce z kalkulatorem – wysyłamy ofertę. Nie zawsze dostajemy odpowiedź. Jeśli jednak dobra dusza agenta z USA podejmie wyzwanie, rozpoczynamy negocjacje.

Chcemy wydawać tytuły, które mają mocne, bezkompromisowe historie. Dotyczy to zarówno komiksów dla dorosłych jak i młodzieży. Stąd np. Black Kiss, który niejako zapoczątkował falę komiksu kontrowersyjnego w swoim czasie. Stojący na drugim biegunie Amulet też jest mega zakręcony jak na komiks dla dzieci. Bywa bardzo mroczny. Niektóre zasady wpajane dzieciakom do głowy stawia na głowie. Trupie Gadki to wyborny przykład czarnego, miejscami makabrycznego humoru dla najmłodszych. Dzieciaki to kochają – rodzice nie zawsze. I bardzo dobrze – czasem warto się popłakać, zakwestionować to co mówiła mama z tatą, żeby obudzić w sobie tego bezcennego potwora: samodzielne myślenie. Nawet za cenę jakieś awantury. Na awantury jesteśmy gotowi. Codziennie oglądamy je w sklepie rzucając w klientów kość niezgody: Marvel vs DC, Star Wars vs Star Trek…

Nigdy mi się to nie znudzi!

Czy są jakieś komiksy, które chcielibyście wydać, ale z jakiegoś powodu wiecie, że nie przyjmą się na polskim rynku?

O tak – ja na przykład marzę o wydaniu swoich ulubionych komiksów z wymienionego przed momentem Star Treka. Jednakże nawet bezwarunkowa miłość do Kapitana Kirka nie zaślepia mnie na tyle, żeby tak beztrosko utopić kochane złotówki. Karol też z żalem odłożył na bok kilka tytułów (przeważnie z dobrze wyposażonymi przez naturę rudzielcami). Nic straconego - jak będziemy bogaci, to wydamy dla własnej przyjemności.

Możesz zdradzić plany wydawnicze?

Planujemy nadal testować rynek pod kątem gotowości na erotykę i pornografię, oraz pulpę. Przygotowujemy album-niespodziankę spod różowej gwiazdy. A dla fanów pulpy – na jesieni wydamy Green Horneta, pisanego przez Marka Waida.

Do grudnia grudnia chcemy wydać jeszcze trzy tomy Chłopaków i kolejny Amulet.

To nie koniec naszych planów na ten rok, ale pozostałe propozycje są jeszcze w fazie negocjacji. Na razie musisz mi uwierzyć na słowo – będą świetne. Hurra!

Kim są władcy Planety Komiksów prywatnie? Jak wygląda wasze pozakomiksowe życie?

Ja oprócz pracy w sklepie komiksowym i wydawnictwie jestem muzykiem: śpiewam w zespole rockabilly The Real Gone Tones, i z pasji do sci-fi oraz synthów z lat ‘80 – duecie Modernmoon. Prowadzę lekcje śpiewu, gram na mandolinie, uczę się japońskiego, opiekuję się czarującą starszą panią, dwoma włochatymi kotami i spędzam dużo czasu zaszyta w swojej bibliotece. Jestem pasjonatką złego smaku, horrorów klasy C i wszelkich dziwactw produkowanych przez ludzką rasę. Kocham ośmiornice (miłością platoniczną) i ostatniego Metabarona, zamieszkującego w bloku na Ursynowie.

Co do Karola – jestem pewna, że nocą zmienia się w mrocznego mściciela i walczy o komiksową sprawiedliwość w jakimś ładnym spandeksowym wdzianku, choć – niestety – nigdy go na tym nie przyłapałam.


foto: Emilia Pławska
 


 



blog comments powered by Disqus