W konstelacji gwiazd - relacja z XIX Międzynarodowego Festiwalu Komiksu w Łodzi

Autor: Tomasz Nowak
9 listopada 2008

O tym, że tegoroczny festiwal upłynie w blasku gwiazd, wiadomo było już dawno. Moebius, Manara, Rosiński, Liberatore, Butenko, Pawel, Prokupek - to lista nazwisk świadcząca nie tylko o randze imprezy, ale również rozległości tematycznej i wszechstronności komiksu, jako medium w ogóle. Nic dziwnego zatem, że rozliczne punkty programu - dla najmłodszych, uczniów i dorosłych przyciągnęły łącznie 3,6 tys. uczestników.

XIX Międzynarodowy Festiwal Komiksu 2008Dla wielu magnesem byli z całą pewnością goście, a wśród nich postać najważniejsza - powszechnie uznawany za najwybitniejszego z żyjących twórców komiksu frankojęzycznego Jean Henri Gaston Giraud. Obchodzący w tym roku 70. urodziny artysta - scenarzysta i rysownik ma na swoim koncie ogromny dorobek oraz całą listę nagród, nie tylko europejskich, ale również przyznanych za oceanem. Fakt ten podkreśla dodatkowo uniwersalność jego prac, bowiem komiks amerykański i europejski, poza samą konwencją "opowieści obrazkowej", w rzeczywistości różni bardzo wiele - od koncepcji i przeinaczenia, po organizacje procesu powstawania.

Sławę i uznanie przyniosły Giraudowi produkcje wykonane we współpracy z innymi, wybitnymi postaciami światowego komiksu - Alejandro Jodorowskym czy Stanem Lee. Jednak tym, co zapewniło mu największy autorytet, jest przede wszystkim ogromna różnorodność tematyki, narracji i stylu rysowania, widoczna zwłaszcza w pracach samodzielnych. To właśnie ona skłoniła go do podpisywania niektórych jako Gir, a jeszcze bardziej eksperymentalnych - Moebius. I co zadziwiające, dorobek każdego z tych artystycznych alter ego, doczekał się niezależnie takiego samego uznania, jak dorobek sygnowany przez Jeana Girauda! Co więcej, wśród jego osiągnięć trzeba wymienić nie tylko komiksy, ale również projekty kostiumów, dekoracji czy scenografii filmowych, do takich obrazów jak Obcy - ósmy pasażer Nostromo, Willow, Tron czy Piąty element.

Jean Henri Gaston Giraud

Znany też jako Gir i Moebius, klasyk sztuki komiksu, nie tylko europejskiego. Ur. 8 maja 1938 r. w Nogent-sur-Marne szybko porzucił szkołę rysunku, na rzecz stałej posady autora komiksowego. Jego pierwszą w pełni samodzielną historią pełnometrażowa został "Blueberry" stworzony w 1963 r. do scenariusza Jean-Michela Charliera dla magazynu "Pilote". Tak narodziła się jedna z najsłynniejszych i długotrwałych, bo ukazujących się do dziś, serii w dziejach komiksu.

Od lat 60. niektóre ze swoich prac, w których prezentuje odmienne oblicza artystyczne, podpisuje jaki Gir i Moebius. Jest współzałożycielem wydawnictwa Les Humanoides Associes, którego nakładem ukazywał się legendarny magazyn "Métal Hurlant". Współpracował z filmowcami przy Obcym (1979), Tronie (1982), Willow (1988), Odchałni (1989) czy Piątym elemencie (1997). W roku 1981 ukazał się sygnowany przez Moebiusa pierwszy tom Incala, serii, która postawiła na równi dorobek artystycznych wcieleń Girauda.

Ma na swoim koncie mnóstwo nagród, w tym dwukrotne Grand Prix festiwalu w Angouleme (1981, 1985), dwie nagrody Yellow Kid dla najlepszego autora spoza Włoch na festiwalu we włoskiej Lukce (1975, 1980), trzy nagrody Harveya (1988, 1989, 1991) oraz nagrodę Eisnera (1989).

Od 1998 r. jest członkiem Will Eisner Award Hall of Fame.

- W pewnym momencie w pana twórczości pojawiają się artystyczne alter ego - Gir, a potem Moebius? Prezentują rozmaite style, eksperymenty formalne...

- Pewnie chodzi o komiksy publikowane ma łamach "Metal Hurlant"? Oczywiście, te plansze były próbą ucieczki od dyktatury graficznej sztampy, twórczym poszukiwaniem. Walczyłem o prawo do wolności wyrazu. Chciałem wyzwolić się ze stereotypów, ale jak zawsze, wynikiem tych poszukiwań było wyłącznie stworzenie nowych stereotypów. To nieuniknione... Jedynym rozwiązaniem był powrót do klasycznej treści i konstrukcji.

- Przed kilku laty zekranizowano Blueberry'ego. Czy jest pan z tego obrazu zadowolony?

- Wiele razy przymierzano się do realizacji filmowych moich komiksów, ale w Europie dostępne środki są znacznie uboższe się za oceanem. Tutaj udało się to tylko jednemu autorowi - Enkiemu Bilalowi. Okupił to jednak ogromną pracą - musiał sam przetrzeć wszystkie ścieżki. Mi nigdy nie starczyło na to odwagi. Związek pomiędzy filmem i komiksem jest z jednej strony trudny, z drugiej jednak, oczywisty. Może, jeśli chodzi o komiks europejski, ekranizacje są o tyle trudne, że jest on zdominowany prze komiks frankofoński. Sprawia to, że poza Francją jest go bardzo niewiele.

Adaptacja Blueberry'ego (w Polsce wyłącznie na DVD - red.) nie odniosła wielkiego sukcesu. Osobiście uważam ten film za niekonwencjonalny, a zarazem piękny i wyjątkowy. Zachęcam do jego obejrzenia.

Z wypowiedzi samego artysty można wnioskować, że zarówno formalne poszukiwania, jak i rozległe spektrum poruszanych tematów - od westernu, przez fantastykę, rozważania filozoficzne, opowieści autobiograficzne, po pewnego rodzaju komiksową poezję - wyrastają z poszukiwań własnej tożsamości, jak i chęci przekraczania barier twórczych. Udało się mu to, jak mało komu, bowiem wiele jego komiksów, uważanych jest za rewolucyjne i przełomowe w dziejach gatunku. Do niedawna bardzo niewiele z nich dostępnych było dla polskiego czytelnika. Cieszy zatem, że sytuacja ta w ostatnich latach zmienia się i to nawet gwałtownie - nowe albumy Moebiusa przygotowały na festiwal, aż trzy wydawnictwa!

Arte erotico

Drugim twórcą światowego formatu, który zawitał w tym roku do Łodzi jest Włoch - Milo Manara. Jego najsłynniejszymi pracami w dotychczasowym dorobku są komiksy erotyczne, choć nie tylko takie rysuje. Często zresztą wychodzi poza formę komiksu, tworząc artbooki, okładki płyt czy reklamy.

Manara, równie często jak ze swoich pomysłów, korzysta ze scenariuszy pisanych przez innych twórców. Dzięki temu, można zapisać na jego konto uczestnictwo w kilku artystycznych "superduetach" - z Hugo Ptrattem, Alejandro Jodorowskym i, ten chyba najsłynniejszy - z Frederico Fellinim, dla którego zaadaptował do postaci komiksu dwa niezrealizowane scenariusze filmowe. Przed kilku laty rozpoczął też wspólny projekt filmu animowanego z Romanem Polańskim i cały czas liczy na to, że w przyszłości uda sie go dokończyć.

Przybycie Manary do Polski uświetniła, przeznaczona tylko dla dorosłych, wystawa jego prac. Umieszczono ją, wraz z dwoma innymi - grafik Wojciecha Siudmaka oraz komiksu czeskiego i słowackiego w odnowionych, industrialnych wnętrzach Centralnego Muzeum Włókiennictwa. Zaprezentowano tam oryginały plansz komiksowych, m.in. do serii Borgia oraz ilustracje książkowe.

Milo Manara

Milo ManaraMaurilio Manara urodził się 15 września 1945 r. w Luson. Karierę rysownika komiksów rozpoczął już w wieku 14 lat, tworząc paski do gazet. Prawdziwą popularność przyniosły mu jednak dopiero komiksy erotyczne, spośród których pierwszy, Genius, zaczął ukazywać się w 1969 r. Sławę za granicą zapewniła mu w 1976 r. publikacja przygodowa w magazynie "Pilote" - King of The Apes, ze scenariuszem Silverio Pisu. Na początku lat 80. Manara poznał Hugo Pratta, do którego tekstów narysował dwa albumy. Od 1983 roku, z kilkuletnimi przerwami publikuje, liczącą obecnie cztery tomy, klasyczną i zekranizowaną już serię erotyczną Klik. W latach 1989 i 1992 wydał najbardziej niezwykłe ze swoich projektów - adaptacje komiksowe dwóch niezrealizowanych nigdy scenariuszy Federico Felliniego. Obecnie pracuje nad ostatnim już tomem kwadrylogii Borgia do scenariusza Alejandro Jodorowsky'ego oraz nad krótką zamkniętą miniserią w cyklu X-Men.

- Człowieka uważanego za guru komiksu erotycznego trzeba o to spytać: gdzie kończy się erotyka, a zaczyna pornografia?

- Jeśli chodzi o rozróżnianie pornografii od erotyki, dochodzi moim zdaniem do pewnego pomieszania pojęć. Pornografia nie staje się źródłem jakichś niewłaściwych zachowań. Jest odpowiedzią na określone potrzeby. Nie spotkałem się z sytuacją, żeby odpowiedź, pojawiła się wcześniej niż samo zapotrzebowanie. Załóżmy, że chodzi o jakąś perwersję. Jeśli osoba, której ona dotyczy, nie zazna sytuacji, w której te swoje wyobrażenia zobaczy, tak czy inaczej zacznie je realizować sama. Osobiście nie do końca potrafię wytyczyć granicę miedzy erotyzmem a pornografią, myślę że polega ona głównie na reakcji odbiorcy. Jeśli jest on zadowolony z tego, co otrzymał, to jest to erotyzm. Natomiast jeśli jest to dla niego kilogram zadrukowanego papieru, to jest to pornografia. Najczęściej przeprowadza się inne rozgraniczenie, twierdząc, że pornografię od erotyzmu różni dobry smak czy gust. Mnie się ono nie podoba.

- Koncentruje się pan na erosie, ale tworzył też kiedyś komiksy zaangażowane politycznie. Czy coś z tego zostało w bieżącej twórczości?

- Ja rozumiem, że moje komiksy bardziej ogląda się niż czyta, jednak jeśli ktoś zechciałby poświęcić chwilę i je przeczytać, zauważy, że jest tam pewna krytyka tego świata, skierowana w szczególności przeciwko telewizji. Kiedy robię rysunki do tekstów innych autorów, nie mam na nie wpływu, ale kiedy ilustruję własne scenariusze, zawsze jest tam jakaś krytyka społeczna.

Oczywiście, wystawy w muzeum nie były jedynymi, jakie towarzyszyły festiwalowi. Od lat za najważniejszą uważa się ekspozycję prac nadsyłanych na konkurs małych form komiksowych, pokazywaną w Galerii Starej głównego budynku MFK - Łódzkiego Domu Kultury. W jego wnętrzach można było oglądać także grafiki Kuby Woynarowskiego, komiksy Tomasza Tomaszewskiego i prace z festiwalowych antologii oraz konkursów dziecięcych, a także plansze z powstającej właśnie polskiej ekranizacji komiksowej - filmu o Jeżu Jerzym.

W poszukiwaniu miejsca

Obok Manary i Moebiusa na MFK gościło znaczenie szersze grono twórców z różnych stron świata. Choć nie są oni tak powszechnie znani (przynajmniej póki co) w Polsce, na pewno tworzą silną reprezentację tendencji, jakie pojawiają się w komiksie współczesnym. Ich dokonania różnią się, ale jak powiedział Gaetano "Tanino" Liberatore - znany u nas z jednego, wydanego w połowie lat 90. albumu z niezwykle wyzywającej wówczas serii RankXerox: "Komiks jest odzwierciedleniem czasów w których żyjemy. Zatem, jeśli w jednym kraju dzieją się rzeczy odmienne, niż w drugim, to komiks będzie inny, ale tylko z tego powodu. Jeśli chodzi o jakieś cechy jakościowe, To wyłącznie fantazji, umiejetności rysowania, widzenia rzeczywistości".

Gaetano Liberatore

Gaetano LiberatoreZnany także jako Tanino Liberatore ur. 12 kwietnia 1953 r. w Quadri we Włoszech komiksiarz i ilustrator. Z komiksem zetknął się po raz pierwszy w szkole w Pescarze, gdzie spotkał innego przyszłego autora - Andreę Pazienzę. Następnie ukończył studia architektoniczne na Uniwersytecie Rzymskim. W lata 1974-78 projektował okładki płyt dla RCA, m.in. dla Franka Zappy. W 1978 roku spotkał Stefano Tamburiniego, z którym współpraca zaowocowała kultową serią RankXerox. Współpracę przerwała niespodziewana śmierć scenarzysty. W 2002 roku Liberatore pracował jako dyrektor artystyczny przy obrazie Asterix i Obelix: Misja Kleopatra. Za kostiumy do niego otrzymał francuską nagrodę filmową - Cezara.

- Czy można powiedzieć, że komiks ma jakieś cechy "narodowe"?

- Komiks jest odzwierciedleniem czasów w których żyjemy. Zatem, jeśli w jednym kraju dzieją się rzeczy odmienne, niż w drugim, to komiks będzie inny, ale tylko z tego powodu. Jeśli chodzi o cechy jakościowe, to wyłącznie kwestia fantazji, umiejętności rysowania, widzenia rzeczywistości. Zatem komiks nosi bardziej cechy osobiste, niż narodowe.

- Jaką role ogrywa w pana pracach polityka, krytyka porządku społecznego?

- Kiedy rysowałem RankXerox byłem buntownikiem. A teraz robię zupełnie inne komiksy, w których nie ma miejsca na krytykę społeczną. Natomiast jeśli chodzi o mój pogląd na to, co dzieje się we Włoszech, to jestem wkurwiony i to do bólu. Tak mogę wyrazić się najoględniej...

Wśród gości znaleźli w tym roku także: Jose Fernandes (Portugalia, autor wydanej przez Taurus Media Najgorszej kapeli świata), Mawil (Niemcy, Bend, Kultura Gniewu) i Martin tom Dieck (Niemcy, Niewinny pasażer, Ladida Books), Nicolas Robel (Szwajcaria, Józek, Ladida Books), Jelena Woronowicz i Andrij Tkalienko (Ukraina-Rosja, Suka, Timof i Cisi Wspólnicy), Tomas Prokupek (Czechy, redaktor magazynu "Aargh!").

Przybyli również twórcy z Francji, która była w tym roku partnerem w tworzeniu tomu z cyklu City Stories. Jest to seria albumów powstających w kooperacji twórców z polski i innych państw. Wspólnym mianownikiem jest dla nich treść - opowieści muszą dotyczyć lub być w jakikolwiek inny sposób związane z miastem Łódź. Tegoroczna edycja jest już trzecią z kolei.

Spośród twórców rodzimych w Łodzi pojawia się głównie młode pokolenie, ale czasem trafiają tu też nestorzy - tym razem wspomniani już Bohdan Butenke i Szarlota Pawel. W tym gronie nie można rzecz jasna pominąć, będącego już właściwie stałym bywalcem MFKu, Grzegorza Rosińskiego. Mimo, że trochę zdążyliśmy już "przywyknąć" do jego corocznej obecności, nie umniejsza to w żaden sposób dorobkowi i osiągnięciom, jakie stały się jego udziałem. Będący niewątpliwie jedną z wielkich gwiazd komiksu europejskiego, mieszkający na stałe w Szwajcarii jest wszak współtwórcą jednej z najbardziej kasowych serii komiksowych w historii (Thorgal) oraz wielu innych produkcji cieszących się wysokim uznaniem czytelników i krytyki.

Grzegorz Rosiński

Grzegorz Rosiński"Ojciec" Thorgala Aegirssona urodził się 3 sierpnia 1941 r. w Stalowej Woli. Ukończył Liceum Sztuk Plastycznych i Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie. Projektował okładki płyt, ilustrował podręczniki i opowiadania dla dzieci. Karierę komiksową rozpoczął od udziału w popularnych w Polsce seriach - Kapitan Żbik i Pilot śmigłowca czy Legendarna Historia Polski. W 1976 roku objął kierownictwo artystyczne w magazynie "Relax". Od połowy lat 70. rysował krótkie komiksy humorystyczne dla belgijskich magazynów "Trombone illustre", "Tintin" oraz "Spirou". W 1976 roku poznał Jeana Van Hamme'a i narodził się pomysł komiksu Thorgal, którego pierwsza część ukazała się w piśmie "Tintin". Ta ukazująca się do dziś seria stała się wielkim europejskim przebojem. W 1980 roku do galerii rysowanych postaci Rosiński dodał Yansa (scen. A. P. Duchateau). Po wprowadzeniu stanu wojennego wyjechał z kraju na stałe. W 1986 roku stworzył z Van Hammem następny przebój: Szninkiel.

Od 1979 roku, w którym otrzymał nagrodę Saint-Michel za najlepszy komiks realistyczny, jego prace były nagradzane na wielu festiwalach: Grand Prix Alp w Sierre (1988), nagrodę dla najlepszego rysownika belgijskiego stowarzyszenia komiksu (1988), nagroda dziennikarzy na festiwalu w Durbuy w Belgii. Uznawany za czołowego twórcę europejskiego, wykłada sztukę komiksu na uczelni w Sion. Mieszka w Szwajcarii.

- Mamy w Polsce dobrze już rozwinięty rynek literatury popularnej, natomiast komiks w powszechnej świadomości się nie przebija. Czy to jest tylko nasz problem? Polski?

- Absolutnie nie. Polska wydaje mi się krajem. znakomicie wypadającym na tle innych. I nie mówię tu nawet o Wschodzie, ale o Zachodzie. Przecież w krajach skandynawskich czy w Niemczech, a nawet w Hiszpanii sytuacja jest o wiele gorsza. Oni nawet nie mieli swojego Żbika czy Papcia Chmiela (seria Tytus, Romek i A'tomek - red.)

- Miło to słyszeć, bowiem utarło się sądzić inaczej.

Nie mamy żadnych powodów żeby się czegokolwiek wstydzić. Ponadto na Zachodzie to jest dramat. Na rynku komiksowym i mediów w ogóle jest wyraźna nadprodukcja. W tym roku po francusku wszystkich tytułów, z mangą włącznie, ukaże się 4,5 tys.! W zeszłym roku było to "jeszcze" 3,5 tys. Przez rok o tysiąc więcej! Kiedyś tysiąc tytułów rocznie, to było ogromnie dużo. Taka sytuacja nie może się utrzymać. Wszyscy zdają sobie z tego sprawę - wydawcy, księgarze, ale to się samo już nakręca i kiedyś musi się zawalić.

- To znaczy, że mimo iż w Polsce ukazują się bardzo niskie nakłady, naszą sytuację możemy uważać za sytuacje komfortową?

- Tak, myślę, że to jest lepsze. W Polsce mamy z jednej strony rynek wygłodzony przez pół wieku, a z drugiej wydaje się rzeczy najlepsze ze światowych rynków. Francuzi bazują głównie na swojej produkcji. Takie nazwiska na Dave McKean czy Frank Miller wydawne są w małych nakładach i mało kto to kupuje. To, że ukazują się tutaj dobrane pozycje jest naprawdę dużo lepsze od sytuacji, w której trudno rozeznać się co jest dobre i wartościowe. Ja bym przestrzegał tu przed jakimikolwiek kompleksami z tego powodu. To trochę wciąż tak, że tutaj ludziom wydaje się, iż na Zachodzie jest lepiej. Nieprawda! Tu jest lepiej...

W oczekiwaniu na nagrody

Dobry festiwal bez nagród obejść się nie może i podobnie jest w Łodzi, gdzie od samego początku odbywa się cieszący się dużym poważaniem w środowisku twórców konkurs na krótką formę komiksową. Uczestnicy przysyłają prace o dowolnej tematyce, których objętość nie przekracza 8 stron. Autor najlepszej zdobywa statuetkę Grand Prix oraz wyjazd na największy europejski festiwal komiksu w Angouleme, ufundowany przez ambasadę Francji.

W tym roku nadesłano 77 prac z Polski, Czech, Rosji i Wielkiej Brytanii, a wręczenie nagród odbyło się w Centralnym Muzeum Włókiennictwa, poprzedzając wernisaż wspomnianych już wystaw Manary i Siudmaka.

Ważną inicjatywą festiwalu jest sympozjum komiksologiczne organizowane już od ośmiu lat przez Krzysztofa Skrzypczyka, pracownika Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Jego uczestnicy próbują podejść do tematu w sposób bardziej analityczny - krytyczny, naukowy, systematyzując i porządkując pewne odcinki wiedzy o twórcach, twórczości, poetyce komiksowej i jej odczytywaniu. Z referatami prezentowanymi podczas sesji można zapoznać się w antologii tekstów, wydawanej jako podsumowanie sympozjum. Tegoroczny temat brzmiał: "Komiks jako zjawisko artystyczne - na pograniczu sztuk, mediów, gatunków", zaś w przyszłym mowa będzie o "komiksie w okowach kiczu" ???

Interesującą inicjatywą wydaje się też zainicjowany i promowany w Łodzi program Comic Fight Club.com. Jest to witryna internetowa, w której wyzywać się na pojedynki i potykać mają twórcy komiksów i ilustracji z całego świata.

Dla młodszych czytelników

Nietrudno zauważyć, że większość z wyżej wymienionych propozycji kierowana jest do czytelników starszych czy wręcz dorosłych. To już samo w sobie zadaje kłam stereotypowi komiksu, jako "obrazków dla dzieci", ale nie oznacza, że organizatorzy MFK o młodszych czytelnikach zapomnieli. W tym roku, podobnie jak w latach poprzednich, do nich właśnie skierowany został cały blok konkursów, zabaw i warsztatów plastycznych. Wspólnie obchodzono przypadające w tym roku "urodziny" Koziołka Matołka (75 lat) i Gapiszona (50 lat). W tym roku przypada także 50 lat od wydania pierwszego komiksu Janusza Christy, twórcy słynnych marynarzy - Kajtka i Koka i ich średniowiecznych wcieleń - Kajka i Kokosza. Im również poświecono część programu.

Z twórczością dla dzieci pośrednio ma także związek nowinka w festiwalowym programie - wystawa prac Jana Szancera. Ilustracja książkowa ma od teraz szerzej gościć Na MFKu.

Mówiąc krótko, za nami znakomita impreza. Organizatorzy postawili sobie w tym roku poprzeczkę bardzo, bardzo wysoko i wysokość tę "zaliczyli". Zobaczymy, co zgotują w roku przyszłym? Wszak będzie to dla MFK edycja 20. - jubileuszowa.




blog comments powered by Disqus