Prawdziwa Historia i komiks "1918: Kopalnia Wujek"

Autor: Witold Tkaczyk
13 grudnia 2006

Strzał w plecy

Władzom komunistycznym chodziło o zaskoczenie. W nocy z 12 na 13 grudnia 1981r. cała Polska wstrzymała oddech. Uderzenie było bardzo silne i skuteczne. Do miast i osiedli wkroczyły jednostki Milicji Obywatelskiej i ZOMO. Na terenie dzisiejszego województwa śląskiego zatrzymano ponad 4 tysiące osób. Tak 25 lata temu zaczął się stan wojenny.

Po kolejnym kryzysie wewnętrznym, na początku grudnia 1981 roku, „Solidarność” wezwała rząd Wojciecha Jaruzelskiego do wznowienia negocjacji i unormowania sytuacji. Władza odpowiedziała jednak czołgami i tysiącami służb mundurowych, które pojawiły się na ulicach naszych miast. Od północy 13 grudnia 1981 roku, zaczęły się pierwsze zatrzymania i internowania. Do ośrodków odosobnienia trafiali przede wszystkim działacze „Solidarności”, ale nie tylko. Pamiętnej nocy za szczególnie niebezpieczne osoby dla systemu realnego socjalizmu uznano też artystów, naukowców, studentów. Mało tego, tej nocy za kratki trafili także funkcjonariusze MO czy PZPR, którzy opowiadali się za porozumieniem z "Solidarnością".

13 grudnia 1981 roku prawo przestało w Polsce praktycznie obowiązywać. Zastąpione zostało przez dekret o stanie wojennym, bezprawne nawet z punktu widzenia nawet obowiązującej wówczas kulawej Konstytucji. W praktyce władzą w Polsce, a przede wszystkim w naszym regionie, przejęła Służby Bezpieczeństwa i wcześniej wytypowane osoby z komitetów PZPR.
Oprócz kilku wskazanych pism, przestały ukazywać się gazety, w tym Dziennik Zachodni. Zamknięto szkoły oraz jednostki użyteczności publicznej. Obowiązywała godzina policyjna. Po godzinie 22 nie wolno było poruszać się po mieście. Przejazd do sąsiednich miast wymagał uzyskania specjalnego zezwolenia.

W województwie śląskim represje wobec działaczy "Solidarności" były szczególnie bolesne. Proporcjonalnie zatrzymano tutaj najwięcej osób. Tutejsza Służba Bezpieczeństwa i milicja były bowiem szczególnie gorliwe. Do obozów internowania trafiły nawet osoby, co do których były poważne wątpliwości. Aresztowano je wówczas, jakby „na zapas”.

Mimo ogromnego zakresu represji, zaraz po wprowadzeniu stanu wojennego część śląskich zakładów pracy przystąpiła do strajku okupacyjnego. Oprócz kopalń „Wujek”, Piast" czy „Manifest Lipcowy”, stanęło wiele innych przedsiębiorstw — na przykład Kombinat Budownictwa Ogólnego w Sosnowcu czy Huta Baildon w Katowicach. Tragicznie, jak wiemy, zakończyło się przerwanie strajku w „Wujku”, gdzie zginęło 9 górników.

Mimo ogromnego aparatu represji, już w grudniu 1981 roku pojawiały się na ścianach centralnych ulic naszego województwa słynne napisy "Zima wasza, wiosna nasza". Zaraz potem, decyzją władz partyjnych, w sklepach przestano sprzedawać farby w sprayu. Na prawdziwą wiosnę wolności Polska musiała jednak czekać jeszcze 8 kolejnych lat. Tak naprawdę bowiem wstaliśmy z kolan dopiero na wiosnę 1989 roku, kiedy to aparat komunistyczny całej Europy Wschodniej uznał, że wyczerpał swoje możliwości działania.

Witold Pustułka
 Marek Twaróg
,,Dziennik Zachodni”

Kalendarium wydarzeń na "Wujku”

  • 1 września 1980 r. — druga zmiana w kopalni „Wujek” nie podjęła pracy. Strajkująca załoga żądała:
    * likwidacji systemu czterobrygadowego
    * zniesienie kontroli zwolnień lekarskich
    * prawa do emerytury górniczej po 25 latach pracy na dole
    * transmisji mszy w radiu i TV
    * zaniechania rabunkowej eksploatacji węgla
    * wolnych związków zawodowych
    Wśród sygnatariuszy porozumień jastrzębskich z 3 września 1980 roku jest delegat KWK „Wujek” — Andrzej Winczewski.
  • 13 grudnia 1981 r. — tuż po północy milicja zabrała z domu przewodniczącego zakładowej „Solidarności” Jana Ludwiczaka. Górników, którzy przyszli mu z pomocą, zomowcy dotkliwie pobili.
  • 13 grudnia 1981 r. — w niedzielny poranek delegacja górników udała się do swojego duszpasterza ks. Henryka Bolczyka, by prosić go o wsparcie. Tuż po godz. 7.00 ksiądz odprawił mszę przy zaimprowizowanym ołtarzu w łaźni łańcuszkowej. Górnicy rozeszli się do domów.
  • 14 grudnia 1981 r. — poranna zmiana nie zjechała do pracy, rozpoczął się strajk okupacyjny. Żądano uwolnienia Jana Ludwiczaka, przewodniczącego Zakładowej Komisji NSZZ „Solidarność”. Nieformalny komitet strajkowy tworzyli: Adam Skwira, Stanisław Płatek i Jerzy Wartak.
  • 14 grudnia 1981 r. — na porannym posiedzeniu Wojewódzkiego Komitetu Obrony w Katowicach, na którego czele stał wojewoda Henryk Lichoś, zdecydowano o odblokowaniu tego dnia: Huty Katowice, elektrowni „Łagisza”, kopalni „Wieczorek”, huty „Baildon” i w drodze powrotnej — kopalni „Wujek”. Skorygowano ten plan. Jak stwierdził przed sądem dowódca ZOMO, z powodu trwającej właśnie mszy na „Wujku”. — Nie chcieliśmy zadrażniać — wyjaśniał.
  • 14 grudnia 1981 r. — około godz. 11.00 rozpoczęły się rozmowy delegacji załogi z komisarzem wojskowym, które spełzły na niczym. Do akcji protestacyjnej przystąpiła druga i trzecia zmiana — 80 proc. załogi. W zdecydowanej większości dozór nie strajkował. Pojawiły się kolejne postulaty:
    * odwołać stan wojenny
    * uwolnić wszystkich internowanych
    * przestrzegać porozumień jastrzębskich
  • 15 grudnia 1981 r. — po południu załoga zaczęła się „zbroić”. Każdy szukał jakiegoś drąga, kija, pręta metalowego, co było pod ręką. Do górników dotarła wiadomość o brutalnej pacyfikacji kopalni „Staszic” w Katowicach, a potem o strzałach w kopalni „Manifest Lipcowy” w Jastrzębiu.
  • 15 grudnia 1981 r. — sprowadzony późnym wieczorem do kopalni ks. Bolczyk odmówił z górnikami cząstkę różańca. Nie odprawił mszy, bo atmosfera była już tak napięta. Modlitwę przerwał alarm. Okazał się fałszywy.
  • 15 grudnia 1981 r. — o godzinie 22.00 w Komendzie Wojewódzkiej MO w Katowicach rozpoczęła się odprawa kadry kierowniczej poświęcona planowanej na dzień następny, na godzinę 8.00 pacyfikacji kopalni „Wujek”. Decyzję o pilnym odblokowaniu kopalni podjął Wojewódzki Komitet Obrony. Odblokowania kopalń domagała się cały czas Wojskowa rada Ocalenia Narodowego — w kraju brakowało węgla.
    Godzinę później obradowały sztaby milicyjny i wojskowy. Ustalono, że działania MO wspierać będzie 25. Pułk Zmechanizowany Wojska Polskiego z Opola. Siły porządkowe liczyć miały około 2.500 osób.
  • 15-16 grudnia 1981 r. — w nocy z wtorku na środę po raz kolejny rozległ się głos syreny zapowiadający nadejście sił porządkowych. Był to fałszywy alarm, ale poderwał górników ze snu na równe nogi.
  • 16 grudnia 1981 r. — godz. 10.00 — oficerowie wojska, w tym płk Piotr Gębka, rozpoczęli pertraktacje z górnikami. Podnosili bezsensowność akcji protestacyjnej. Podniósł się las pięści i załoga zaintonowała hymn państwowy, zmuszając wojskowych do salutowania. Płk Gębka próbował zjednać sobie strajkujących mówiąc im, że jest synem górnika, pochodzi stąd. Załoga w odpowiedzi zaśpiewała: „Boże coś Polskę”.
  • 16 grudnia 1981 r. — godz. 11.00 — siły porządkowe rozpoczęły szturm na kopalnię. Oddziały milicyjne liczyły 15 kompanii i pluton specjalny ZOMO, wojska — 6 kompanii zmotoryzowanych i 6 plutonów czołgów.
  • 16 grudnia 1981 r. — około godz. 14.00 padły strzały. Na miejscu zginęło 6 górników, 3 zmarło w szpitalu. Kule raniły 21 osób.

Melduję o sześciu zabitych...
W dwóch dziennikach sztabowych Komendy Wojewódzkiej Milicji Katowicach zapisano 16 grudnia 1981 roku:
płk Jerzy Gruba, komendant wojewódzki milicji do płk Kazimierza Wilczyńskiego, szefa katowickiego ZOMO i dowódcy akcji w kop. „Wujek”:
11.02. — użyj armatek wodnych i wodą oczyść przedpole
11.31. — użyj w stosunku do nich wody, a jak nie pomoże — środków technicznych
11.40. — wydać twarde rozkazy do ataku, czy sforsowałeś mur?
płk Kazimierz W. spod kop. „Wujek” do komendanta Gruby i wicekomendanta wojewódzkiego MO w Katowicach Mariana Okrutnego:
12.31. — zdecydowana walka, jest wielu rannych, atakują nas czym mogą, czy mogę użyć broni?
płk Jerzy Gruba do płk Kazimierza Wilczyńskiego:
12.31 — broni nie używaj, poczekaj na rozkaz
W innym dzienniku sztabowym rozkaz powtarza wicekomendant płk Marian Okrutnego:
12.31. — nie, czekaj na rozkaz (pojawiły się wątpliwości, że przecinek w tym zdaniu został postawiony później, co zmienia sens rozkazu. Biegli uważali, że całe to zdanie mogło być dopisane później — przyp. „DZ”).
Rozkaz płk Mariana Okrutnego:
12.37. — strzelają do góry (litera „ą” w słowie „strzelają” robi wrażenie dopisanej)
płk Wilczyński do płk Gruby i płk Mariana Okrutnego:
12.42. — sytuacja trudna, albo użyjemy broni, albo musimy się wycofać.
płk Gruba do płk Wilczyńskiego:
12.43. — zajmij pozycję wyjściową
12.55. — nie ma zgody na użycie broni
komendant Gruba do wicekomendanta płk Okrutnego:
13.31 — zaplanować wprowadzenie sił, które idą z kraju
komendant Gruba do płk Wilczyńskiego:
14.58 — czy przy wsparciu możesz uderzyć?
płk Wilczyński do komendanta Gruby:
15.30 — melduję o sześciu zabitych (trzech postrzelonych górników zmarło w szpitalu — przyp. „DZ”).

Łzy kopalni „Wujek”
16 grudnia 1981 roku wojsko i milicja zaatakowały górników kopalni „Wujek” w Katowicach, którzy od trzech dni strajkowali przeciwko stanowi wojennemu i zdelegalizowaniu „Solidarności”. Polała się krew, choć gen. Wojciech Jaruzelski mówił kilak dni wcześniej: „Niech w tym umęczonym kraju, który zaznał tylu klęsk i cierpień, nie popłynie ani jedna kropla polskiej krwi”.

— Wydaj twarde rozkazy do ataku — brzmiało polecenie komendanta wojewódzkiego milicji skierowane do dowódcy akcji w kop. „Wujek”. Milicja postanowiła rozprawię się ze strajkiem szybko i skutecznie.
Od strzałów z broni palnej zginęło 9 górników, ponad 60 było rannych, w tym 21 od postrzałów. Nie ma winnych tej tragedii, choć ofiary rozpaczliwie wołają o sprawiedliwość. Proces przeciwko byłym członkom plutonu specjalnego ZOMO toczy się trzynasty rok. Końca nie widać. Na skutek zacierania śladów, zaniedbań śledczych, nie sposób dziś ustalić, z której broni oddano śmiertelne strzały i kto tę broń trzymał w ręce, a kto wydawał rozkazy. Dwa uniewinniające wyroki zostały uchylone, trwa trzeci proces.
Krystyna Gzik, żona zastrzelonego Ryszarda, chciałaby wiedzieć, kto i dlaczego pozbawił jej córkę miłości ojca, dlaczego jej 3-letni wnuk Oleś zna dziadka tylko ze zdjęć. Nie usłyszała słowa: przepraszam, nie zobaczyła gestu skruchy ze strony sprawców.
Janina Stawisińska, mama zastrzelonego Janka, regularnie przyjeżdża z Koszalina do Katowic, bo chce się dowiedzieć, w jakich okolicznościach został ranny jej syn i dlaczego, jako jedyny trafił do szpitala w Katowicach Szopienicach.
— Dlaczego w czasie tej akcji nie widział go żaden z kolegów? — pyta. Był przystojny, wysoki, miał 198 cm wzrostu.
— Co roku w grudniu jestem w Katowicach, by pod Pomnikiem-Krzyżem zapalić znicz. Potem są święta i ja nadal nie wiem, jak żyć z tą tragedią — dodaje.
Górnik Stanisław Nadolny mówił w sądzie pełnym przejęcia głosem:
— Gdybym wiedział, że użyją broni, to bym nie strajkował. Dostałem w brzuch, podczas trzeciej operacji wyciągnięto mi kule. Od tego czasu jestem na rencie.
Marian Giermuziński, kombajnista kopalni „Wujek” widział jak seria z broni przeszła po gąsienicy czołgu. Wycofał się więc w kierunku stacji transformatorowej. Tam stał Józef Czekalski. Znów usłyszał serię i Czekalski upadł.
— Doskoczyłem, by go podnieść. Schyliłem się i otrzymałem postrzał w klatkę piersiową. Ktoś jeszcze pomógł mi odwrócić Czekalskiego twarzą do ziemi — relacjonował przebieg dramatycznych wydarzeń.
Mimo tych bolesnych przeżyć niektórzy górnicy, rodziny zabitych wyciągnęli do swoich krzywdzicieli rękę w geście pojednania.

Ranni czekali

Gdy wzmógł się ruch samochodów w kierunku kopalni "Wujek" i słychać było wystrzały, pani doktor Urszula Wenda krzyknęła to sanitariuszki, Anny Pieckoskiej: "Ania, idziemy! " Przeczuwała, że to się może źle skończyć. Karetką pogotowia podjechała pod budynek dyrekcji, by stamtąd ewakuować pierwszych rannych i wezwać innych lekarzy.
- Pani doktor przyszła do nas z własnej inicjatywy, by pomóc - mówi dziś wzruszony Stanisław Płatek, górnik postrzelony w czasie pacyfikacji.
Przez wiele lat Urszula Wenda była lekarzem zakładowym Wojewódzkiej Przychodni Górniczej. Zjeżdżała na dół kopalni z aparatem tlenowym, gdy był tam pożar, albo gdy wystąpił zawał. 16 grudnia 1981 roku nie pracowała już jako lekarz zakładowy. Nie miała też dyżuru w miejskiej stacji pogotowia. Od rana była w pracy w pobliskiej przychodni lekarskiej w Katowicach Ligocie.
- Telefony nie działały, lekarz z pogotowia rozpoczynał pracę dopiero po południu, uznałam więc, że muszą pójść do kopalni, gdyż na pewno będą potrzebowali pomocy - mówi dziś pani doktor.
Kopalnia była otoczona. Karetka jechała bez sygnału, żeby nie zwracać na siebie uwagi i zatrzymała się między dwoma czołgami. Gdy doktor Wenda weszła do budynku dyrekcji kopalni, usłyszała pretensje zniecierpliwionych rannych: "Kiedy trzeba, to was nigdy nie ma".
- Nikomu nic nie tłumaczyłam, nie było na to czasu. Przy pomocy krótkofalówki wezwałam następne karetki - wspomina pani doktor.
Gdy ewakuowała wszystkich rannych, poszła do ambulatorium, które znajdowało się na terenie kopalni. Tam był już lekarz i opatrywał rannych. Leżeli na podłodze obok ciał zastrzelonych górników.
- Kończyły się środki opatrunkowe, środki przeciwbólowe, więc krótkofalówką połączyłam się z moim kierownikiem pogotowia Markiem Sawickim i chwilę później przywiózł nam kilka worków.
Nie znała ani rannych, ani zastrzelonych górników. Nie pobiegła do nich z pomocą z jakichś osobistych powodów. Uważała, że tak po prostu trzeba. Nie zastanawiała się też, co będzie potem i czy to może się dla niej źle skończyć.
- Co oni mi mogą zrobić? Najwyżej zamknąć. Tak sobie to wytłumaczyłam - mówi pani doktor. - Dzieci były już dorosłe, wnuki pozostawały pod opieką mojej mamy.
Był moment trwogi, gdy stanęła przy zburzonym przez czołg murze kopalni. Pielęgniarka i sanitariusz woleli zostać w tyle, sama musiała podejść do milicjantów, żeby pozwolili karetkom wjechać do środka kopalni po najciężej rannych.
Kto tu dowodzi?! - zawołała i sama przestraszyła się swojego głosu. Otoczyli ją zomowcy, zgłosił się oficer.
- Tłumaczę temu oficerowi, że chcę wjechać karetkami, a on na to: "Proszę bardzo" - wspomina pani doktor. - Nie wykorzystacie tej sytuacji, nie wejdziecie za karetkami na teren kopalni, dociekałam. "Proszę wjechać, nie wejdziemy. Daje pani moje słowo" - zapewnił.
Górnicy jednak nie dowierzali milicjantom, zmobilizowali siły i wynosili rannych do bramy kopalni, skąd zabierali ich lekarze.
Ciała zastrzelonych górników przeniesiono do stacji ratownictwa górniczego, w której na prędce stworzono kostnicę. Krzyż z prętów metalowych ukuli górnicy w kopalnianej kuźni.
Z "Solidarnością" Urszula Wenda związana jest od początku. Wiedziała, że w "Wujku" jest strajk okupacyjny, mieszka po sąsiedzku. Poza tym do przychodni przychodzili górnicy, prosząc ją o zwolnienie lekarskie. Bali się konsekwencji tego protestu i pod pozorem "choroby", zamierzali uniknąć strajku.
- Nikomu z nich takiego zwolnienia nie dałam. Mogli z kopalni wyjść dobrowolnie, jeśli nie chcieli się solidaryzować ze strajkującymi, a nie chować się za zwolnienie lekarskie. Nikt ich tam na siłę nie trzymał - mówi pani doktor.
Urszula Wenda urodziła się w Katowicach, dokąd przyjechał jej ojciec, starszy sierżant 73. Pułku Piechoty. W czasie okupacji wstąpił do AK, za co w marcu 1944 roku trafił do Oświęcimia. Został rozstrzelany tuż przed wyzwoleniem. Matka samotnie wychowywała córkę w duchu miłości i autorytetu ojca.
Doktor Wenda nadal pracuje w tej samej przychodni w Katowicach Ligocie.
 - To już czwarte pokolenie moich pacjentów. Przeżywam z nimi każdą chorobę, każdy zgon. Oni są jak moja rodzina - mówi Teresa Semik.
Postać doktor Urszuli Wendy znakomicie zagrała w filmie Kazimierza Kutza "Śmierć jak kromka chleba" Teresa Budzisz- Krzyżanowska. Obie panie spędziły na planie filmu cały dzień. - Ujęła mnie swoją skromnością, naturalnością, a ja byłam bardzo przejęta - mówiła aktorka.
Do kolejnego spotkania w Katowicach doszło z okazji przyznania pani doktor nagrody "W imię człowieczeństwa" im. bpa Jana Chrapka. Laudację na cześć człowieczeństwa Urszuli Wendy wygłosiła właśnie Teresa Budzisz- Krzyżanowska.

Strzelał pluton specjalny

Od ponad 13 lat sąd nie może ustalić, kto jest winny śmierci górników kopalni "Wujek"
Stan wojenny sprowokował wybuch strajków okupacyjnych. Na Śląsku protestowały załogi w ponad 20 zakładach pracy. Decyzja o ich pacyfikacji była polityczna i zapadła na forum tzw. Dyrektoriatu, w skład którego wchodzili m. in.: gen. Wojciech Jaruzelski i gen. Czesław Kiszczak. Identyczną decyzję podjęła Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, a konkretyzacją tych postanowień był szyfrogram komendanta głównego milicji gen. Józefa Beima przesłany z Warszawy do Katowic, w którym m. in. polecono likwidowanie strajków "przy użyciu maksymalnych sił i środków".
Wypełniając to polecenie Wojewódzki Komitet Obrony, z wojewodą katowickim na czele, wyznaczał do odblokowania kolejne zakłady, a odpowiedzialnym za realizację zadań był komendant wojewódzki MO, nieżyjący już płk Jerzy Gruba.
14 grudnia 1981 roku wojsko i milicja zademonstrowało swoją siłę pod hutami "Katowice" i "Baildon". 15 grudnia ruszyły czołgi i wozy pancerne do kop. "Staszic" oraz do Jastrzębia i spacyfikowano kop: "Jastrzębie", "Borynia" oraz "Manifest Lipcowy", gdzie po raz pierwszy w stanie wojennym na Śląsku użyto broni palnej przeciwko strajkującym górnikom. Władza zbagatelizowała ten fakt i już następnego dnia, w kop. "Wujek", doszło do większej tragedii.
Od 14 grudnia rana strajkowało w "Wujku" 2-3 tys. górników. Pod bramy kopalni podjechało: 6 kompanii ZOMO (Zmotoryzowany Odwód Milicji Obywatelskiej), 4 kompanie ROMO (Rezerwowe Oddziały MO), 3 kompanie ORMO, (Ochotnicze Rezerwy MO), 2 kompanie Komendy Wojewódzkiej MO, pluton specjalny ZOMO, 7 armatek wodnych, 6 wojskowych kompanii piechoty zmotoryzowanej, 6 plutonów czołgów, wojskowa kompania rozpoznania.
Kto strzelał do górników? Na to pytanie od 1993 roku sąd próbuje bezskutecznie odpowiedzieć, choć od początku zdarzeń nikt nie wątpił w to, że strzelali właśnie członkowie plutonu specjalnego ZOMO wyposażani w broń maszynową PM-63, tzw. "Raki" - taka jest ostatnia konkluzja Sądu Apelacyjnego. Podczas procesów mówili o tym:

  • prokurator Janusz B. który umorzył śledztwo w 1982 roku: "Śledztwo wykazało ponad wszelką wątpliwość, że strzelali członkowie plutonu specjalnego"
  • płk Piotr Gębka komisarz wojskowy: "Od czego zginęli... od strzałów ZOMO"
  • dowódca VI Kompanii ZOMO Edward N.: "Nie było wątpliwości, że strzelali funkcjonariusze plutonu specjalnego"
  • oficer dyżurny ZOMO: Stanisław W.: "Jednoznacznie mówiło się, że broni użył pluton specjalny"
  • dowódca V Kompani ZOMO Kazimierz B.: "Pomiędzy sobą wiedzieliśmy, że ludzi tych postrzelili członkowie plutonu specjalnego".

Niektórzy zomowcy widzieli strzelających funkcjonariuszy specplutonu. Od początku jednak obawiano się tej prawdy, gdyż wiele faktów wskazuje na to, że celowo zacierano ślady.
Na ławie oskarżonych jest 17 byłych funkcjonariuszu plutonu specjalnego ZOMO i były wicekomendant wojewódzki MO w Katowicach.

Dziewięciu z "Wujka":

  • Józef Czekalski - lat 48, rana postrzałowa klatki piersiowej, pochowany w Katowicach
  • Krzysztof Giza - lat 23, rana postrzałowa szyi, pochowany w Tarnogrodzie
  • Joachim Gnida - lat 28, rana postrzałowa głowy, pochowany w Mikołowie
  • Ryszard Gzik - lat 35, rana postrzałowa głowy, pochowany w Katowicach
  • Bogusław Kopczak - lat 28, rana postrzałowa jamy brzusznej, pochowany w Katowicach
  • Andrzej Pełka - lat 19, rana postrzałowa głowy, pochowany w Niedośpielinie
  • Jan Stawisiński - lat 21, rana postrzałowa głowy, pochowany w Koszalinie
  • Zbigniew Wilk - lat 30, rana postrzałowa jamy brzusznej, pochowany w Katowicach
  • Zenon Zając - lat 22, rana postrzałowa klatki piersiowej, pochowany w Rostarzewie

Kim były ofiary...

Józef Czekalski przepracował pod ziemią 24 lata. Marząc o małym, własnym domku. Pozostawił żonę i dorastającą córkę. Mieszkał w bloku, z którego okna wychodziły na kopalnię. Żona Róża wzrokiem odprowadzała go do samej bramy. Patrzyła w stronę łaźni, kiedy kończył dniówkę. Pan Józef wiedział o tym i machał jej ręcznikiem, że wszystko w porządku.

Krzysztof Giza przyjechał z Zamojszczyzny, gdzie w starym domku mieszkał z matką i pięciorgiem rodzeństwa. Ojciec nie żył. Krzysztof, wychodząc z domu górnika na strajk, pocałował w policzek portierkę, panią Makarewicz i powiedział: - Gdybym zginął, odda pani mamie...

Zenon Zając pozostawił rodzinę we wsi Cegielsko w woj. poznańskim, także miał pięcioro rodzeństwa. Wkrótce miał się żenić. Mama często przyjeżdżała do niego do Katowic, a on ją wtedy zabierał na zakupy do "Skarbka". Gdy jechała po zwłoki syna, których nie chciano jej wydać, ksiądz na drogę im przyrzekł, że dzwony w kościele tak długo będą bić, póki nie wróci z trumną.

Ryszard Gzik mieszkał z rodziną w Katowicach. Jego córka, Agnieszka miała 11 lat. Żonie, Krystynie odebrano rentę po nim, gdy Agnieszka podjęła pracę, choć renta przyznana została dla dwu osób.

Bogusław Kopczak mieszkał w pobliżu kopalni. Kasia - jego córeczka - miała półtora roku. To ją podano gen. Jaruzelskiemu na ręce, gdy jako prezydent II RP stanął pod kop. "Wujek" w rocznicę wydarzeń.

Zbigniew Wilk ojciec dwójki małych dzieci - pięcioletniej Magdy i trzyletniego Marcina, który długo w każdym napotykanym na ulicy mężczyźnie rozpoznawał tatę.

Andrzej Pełka był z zawodu cieślą. Pochodził ze wsi Niedośpielin (Piotrków Trybunalski), gdzie miał dwóch młodszych braci. Mieszkał w domu górnika, tu zapamiętano go, że hodował cytrynę. W grudniu 1981 roku oddelegowany został do pracy poza kopalnią. 15 grudnia przyszedł po wypłatę i dołączył do strajku. Kula trafiła go w głowę. Gdy w szpitalu odzyskał przytomność, wyszeptał: "Mamo, ratuj". Zmarł dwie godziny później.

Joachim Gnida osierocił dwuletnią córkę. Żona z córką wkrótce wyjechały z kraju.

Jan Stawisiński miał dwie młodsze siostry, ojca po wypadku. Przyjechał na Śląsk z Koszalina po pracę i pieniądze.

Od czyich zginęli kul i dlaczego? Na te pytania wciąż nie znamy odpowiedzi. Nie udzielił ich również trwający od ponad 12 lat proces karny, toczący się przed katowickim Sądem Okręgowym. Nie ma dziś wątpliwości, że ówczesne władze bały się prawdy i celowo zacierały ślady.

Mirosław Ziała, sędzia Sądu Apelacyjnego w Katowicach:
W krytycznym czasie górnicy działali w specyficznej sytuacji motywacyjnej walcząc o poszanowanie godności człowieka i przeciwstawiając się zahamowaniu procesu demokratyzacji kraju, a więc nie dla własnego partykularnego interesu zawodowego, a w obronie szeroko pojętego interesu ogólnospołecznego.

Krzyż najpilniej strzeżony

W stalowych ramionach betonowego Krzyża-Pomnika Górników Kopalni "Wujek" tkwi drewniany krzyż, który towarzyszył załodze i "Solidarności" w chwilach najchwalebniejszych i najtragiczniejszych. Prosty, dwuipółmetrowy góruje na wysokości 32 metrów. Projektanci pomnika potraktowali go jak relikwie.
Wśród górników pojawił się po raz pierwszy 2 listopada 1980 roku podczas mszy polowej, w czasie której dziękowano za wywalczoną "Solidarność" i modlono się za poległych w pracy. We wrześniu 1981 roku stanął na wzgórzu w Parku Kościuszki, kiedy w drewnianym kościele św. Michała poświęcano sztandar zakładowej "Solidarności". Stał obok ołtarza polowego, przy którym mszę odprawiał bp Herbert Bednorz. Uczestniczyło w niej kilka tysięcy górników.
Potem przyszedł grudzień 1981 roku i w święto Barbórki. Dębowy krzyż ustawiony został w sali Zakładowego Domu Kultury i tam stał do niedzieli 13 grudnia 1981 roku. Gdy rozpoczął się strajk, krzyż wniesiony został do szatni łańcuszkowej kopalni, gdzie przygotowano ołtarz. Oświetlały go, zamiast świec, górnicze lampki. Przy tym ołtarzu i krzyżu w czasie strajku ks. Henryk Bolczyk odprawiał msze.
16 grudnia 1981 roku wczesnym popołudniem misyjny krzyż przeniesiony został do stacji ratownictwa. To tam złożono ciała zastrzelonych górników. Tego samego dnia ustawiono go w wyłomie kopalnianego muru, którędy wjechał czołg, a za nim oddziały ZOMO. W tym miejscu stał się najpilniej strzeżonym krzyżem przez milicję i Służbę Bezpieczeństwa.
Wytyczono nową ulicę, ustawiono nowe przystanki, by autobusy omijały dębowy krzyż i miejsce pamięci. Mimo to ludzie spontanicznie przynosili kwiaty, zapalali znicze, pochylali się w modlitwie. Nocą kwiaty i znicze znikały. I tak było bez wiele lat. Krzyż stał się niemy świadkiem walki o pamięć górników.
27 stycznia 1982 roku został wyrwany i zniszczony przez "nieznanych sprawców". Górnicy postawili jasno: krzyż albo strajk. Krzyż nie umiera, znów staje przy murze kopalni.
W 1984 roku papież Jan Paweł II powiedział do delegacji kopalni: "Pomódlcie się za mnie pod tym krzyżem".

Kalendarium wydarzeń na "Wujku" - rok 1982

  • 20 stycznia 1982 r. - Wojskowa Prokuratura Garnizonowa w Gliwicach umorzyła śledztwo przeciwko plutonowi specjalnemu ZOMO z powodu obrony koniecznej, a więc przestępstwa nikt nie popełnił. Tę decyzję podjęła w istocie Naczelna Prokuratura Wojskowa w Warszawie. Gliwiccy prokuratorzy chcieli umorzyć sprawę z powodu niemożliwości ustalenia, który z milicjantów strzelał do górników. Ich zdaniem przestępstwo zostało popełnione.
  • 27 stycznia 1982 r. - "nieznani sprawcy" złamali i zbezcześcili dębowy krzyż pod murem kopalni "Wujek".
  • 9 lutego 1982 r. - po pięciodniowym procesie przed Sądem Garnizonowym w Katowicach zapadł wyrok w sprawie górników oskarżonych o zorganizowanie strajku w kopalni "Wujek". Przewodniczył składowi orzekającemu ppłk Antoni Kapłon. Najniższa kara, jaką sąd mógł wymierzyć to... 3 lata, takie było wówczas prawo.
    Sąd uniewinnił 5 z 9 oskarżonych. Skazał:
    Stanisława Płatka na 4 lata pozbawienia wolności (prokurator żądał 15 lat)
    Jerzego Wartaka - 3,5 roku
    Adama Skwirę - 3 lata
    Mariana Głucha - 3 lata
    Proces toczył się w trybie doraźnym.

Kalendarium wydarzeń na "Wujku" - lata 1989 - 1999

  • 4 grudnia 1989 r. - pod Krzyżem górników "Wujka" pojawił się generał Wojciech Jaruzelski. Powitano go okrzykami: morderca!
  • 8 października 1991 r. - Prokuratura Wojewódzka w Katowicach podjęła na nowo umorzone śledztwo.
  • 15 grudnia 1991 r. - odsłonięcie Pomnika-Krzyża Górników Kopalni "Wujek" zaprojektowanego przez Alinę Borowczak-Grzybowską i i Andrzeja Grzybowskiego. W uroczystości uczestniczy prezydent Lech Wałęsa oraz przewodniczący Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność" Marian Krzaklewski.
  • 21 grudnia 1992 r. - akt oskarżenia przeciwko 24 oskarżonym, w tym przeciwko gen. Czesławowi Kiszczakowi, byłemu szefowi MSW. Trzech oskarżonych aresztowano na kilka miesięcy. Sprawa liczyła 19 tomów, prokuratura wnioskowała o przesłuchanie 248 świadków.
  • 10 marca 1993 r. - pierwsza rozprawa przed katowickim Sądem Wojewódzkim, przewodniczącą składu orzekającego była sędzia Ewa Krukowska.
  • 21 listopada 1997 r. - wyrok pierwszej instancji; uniewinniający 11 oskarżonych z powodu braku winy, a wobec 11 oskarżonych sąd umorzył postępowanie z powodu przedawnienia. Na sali rozpraw rozległy się okrzyki: "Hańba! ". Prokurator Jacek Ancuta żądał dla oskarżonych pacyfikujących kop. "Wujek" po 15 lat więzienia, a "Manifest Lipcowy" - po 8 lat więzienia.
  • 8 grudnia 1998 r. - katowicki Sąd Apelacyjny, po zasięgnięciu opinii prawnej Sądu Najwyższego, uchylił wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania z powodu błędu formalnego (w składzie orzekającym, jeszcze przed odczytaniem aktu oskarżenia, zasiadł jeden ławnik więcej niż przewidywało prawo, a to znaczy, że sąd był niewłaściwie obsadzony).
  • 7 września 1999 r. - po raz drugi rozpoczął się proces, w innym składzie orzekającym, z przewodniczącą, sędzią Aleksandrą Rotkiel. Miesiąc trwało kompletowanie obrońców, którzy unikali procesu.

Kalendarium wydarzeń na "Wujku" - od roku 2001

  • 2 października 2001 r. - prokurator Piotr Skrzynecki żąda:
    * dla 13 oskarżonych pacyfikujących obie kopalnie po 15 lat więzienie
    * dla 5 oskarżonych pacyfikujących tylko kop. "Wujek" - 10 lat więzienia
    * dla 4 oskarżonych biorących udział tylko w akcji odblokowania "Manifestu" - 8 lat.
  • 30 października 2001 r. - zapada drugi wyrok i jest identyczny z pierwszym; uniewinnienie bądź umorzenia postępowania z powodu przedawnienia zarzutów. Na sali rozpraw znów rozległy się okrzyki: "Hańba! ", "Sąd pod sąd! ".
  • Listopad 2001 r. - Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Katowicach zakończyła śledztwo, toczące się od listopada 2001 roku, w sprawie "udzielania przez funkcjonariuszy państwa komunistycznego pomocy w uniknięciu odpowiedzialności karnej sprawcom przestępstw". Chodzi o zaniedbania prokuratorów wojskowych, którzy w grudniu 1981 roku prowadzili śledztwo, ale nie zabezpieczyli broni, której milicja użyła w czasie akcji, ani nawet nie zabezpieczyli miejsca zdarzenia. Ściganie przestępstwa było możliwe w oparciu o ustawę o IPN. Akt oskarżenia jest w sądzie, sprawa nie weszła na wokandę.
  • 28 lutego 2003 r. - Sąd Apelacyjny w Katowicach uchyla drugi wyrok i kieruje sprawę do ponownego rozpoznania. Apelację rozpoznał sąd w składzie: przewodniczący Mirosław Ziaja, Bożena Summer-Brason oraz Wojciech Kopczyński.
  • Marzec 2004 r. - Sąd Okręgowy w Warszawie skazał byłego ministra spraw wewnętrznych gen. Czesława Kiszczaka na 4 lata więzienia, ale na mocy amnestii złagodził karę do 2 lat i zawiesił jej wykonanie na 3 lata. Prokurator oskarżył go o sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia górników wydając w pierwszych dniach stanu wojennego szyfrogram umożliwiający milicji użycie broni palnej wobec strajkujących załóg. Kiszczak złożył apelację i jego proces rozpocznie się po raz trzeci.
  • 7 września 2004 r. - początek trzeciego procesu. Sprawa liczy ponad 60 tomów akt. Przewodniczącą składu orzekającego jest sędzia Monika Śliwińska.
  • Kwiecień 2005 r. - pod Pomnikiem-Krzyżem Górników kopalni "Wujek" ofiary tragicznej pacyfikacji wyciągnęły rękę na zgodę. Na apel o pojednanie w duchu Bożego miłosierdzia nie odpowiedzieli zomowcy.
  • 16 grudnia 2006 r. - uroczyste obchody 25. rocznicy pacyfikacji kopalni ,,Wujek"

1981: Kopalnia Wujek

Scenariusz: Maciej Jasiński
Rysunek: Andrzej Janicki, Jacek Michalski
Okładka: Krzysztof Wyrzykowski
Wydawnictwo: Zin Zin Press
Rok wydania polskiego: 12/2006
Liczba stron: 72
Format: 240x320 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Druk: cz.-b. + czerwony
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN: 83-924259-2-8
Wydanie: I
Cena z okładki: 24,90 zł

Podyskutuj na forum!




blog comments powered by Disqus