Tego brakowało na rynku - recenzja mangi "6000" #1

Autor: Dagmara Trembicka-Brzozowska
20 marca 2014

Yumegari to stosunkowo świeże i nieznane jeszcze dobrze wydawnictwo na naszym rynku. Kojarzone dotąd głównie z mangami shoujo czy nawet yuri, nie wzbudzało zainteresowana szerszego grona odbiorców, jednak ostatnio rozwinęli ofertę o inne gatunki. Tym sposobem wśród tytułów znalazł się intrygujący 6000, z okładką utrzymaną w mocnych, kontrastowych barwach, kuszący napisem „horror” na obwolucie i obostrzeniem wiekowym. Pamiętając coraz lepszą jakość wydań, bez wahania sięgnęłam do budżetu na rozrywkę i... było warto.

Ale po kolei. 6000 to historia pewnej podwodnej stacji - Cofdeece - znajdującej się 6 kilometrów pod powierzchnią oceanu. Trzy lata wcześniej miał tam miejsce tajemniczy wypadek. Teraz stocznia, będąca właścicielem bazy, wznawia jej działalność i kompletuje nową ekipę. Jednak od początku coś idzie nie tak: brak jest dostępu do części dokumentów, załoga źle znosi odosobnienie pod wodą, a do tego trzeba odciąć windę. Naszym przewodnikiem - a jednocześnie głównym bohaterem - jest Kadokura Kengo, technik, który desperacko pragnął zostać na swoim stanowisku po przejęciu jego firmy przez chińską stocznię. Bardzo szybko żałuje tej decyzji, już od momentu, gdy zjeżdża windą w głębię, mijając niemal w drzwiach swojego przyjaciela, który został ciężko ranny w tajemniczych okolicznościach.

Niby nic niezwykłego, ale pojawia się kilka momentów, które czytelnikowi dadzą wiele do myślenia. Fabuła i sposób prowadzenia narracji w komiksie nawiązują do tradycji klasycznego horroru. Jest grupa ludzi, którzy - zamknięci w przestrzeni bez możliwości ucieczki - zaczynają popadać w konflikty. Jest atmosfera tajemnicy, podsycana wieloma niedomówieniami. Jest także nieznane zagrożenie, sprowadzające członków załogi na skraj szaleństwa. Dla wielbicieli horroru to samo dobro. Realizacja całości jest naprawdę udana. Pierwszy tom mangi jest interesujący, autor wyraźnie wie, co robi. Od pierwszych stron buduje napięcie, podsycając je potem chwytami znanymi chociażby z Aliena i to właśnie z tym filmem ciągle będziemy mieć skojarzenia, zwłaszcza ze względu na klimat całości. Należy też zaznaczyć, że pojawiające się momentami widma są wplecione w fabułę po prostu idealnie, zdają się wręcz namacalne. Jednocześnie Nokuto Koike odchodzi tu od zabiegów znanych z japońskich horrorów - wydaje się, że 6000 to komiks dość zamerykanizowany.

Bohaterowie nie przyciągają uwagi czytelnika. Niestety, główna postać, Kengo, nie daje się lubić i nie budzi sympatii. Trudno powiedzieć, czy był to zaplanowany efekt, czy może mangace po prostu coś nie wyszło. Kengo to panikarz, tchórzliwy i nierozgarnięty w wielu sprawach facet, całkowity Mr. Nobody. Ciekawiej prezentują się postaci drugoplanowe, jednak z ostateczną oceną trzeba poczekać na kolejne tomy.

Kreska jest dość specyficzna. To, czy uznamy ją za atrakcyjną, czy też nie, zależy od osobistych preferencji - jednak na pewno wyróżnia się na tle wielu mangowych produkcji. Widać, że 6000 jest komiksem skierowanym do starszego czytelnia: rysunki są realistyczne, bohaterowie charakterystyczni i nie do pomylenia. Pasuje do klimatu historii, co do tego nie ma wątpliwości.

Podsumowując, to naprawdę ciekawy tytuł, na dodatek dobrze wydany i przetłumaczony. Nie bije rekordów oryginalności, jednak czyta się go z prawdziwą przyjemnością. Jakby mało było zalet - całość ma jedynie 4 tomy, nie zrujnuje więc portfela i nie będziemy musieli czekać na zakończenie latami. To zdecydowanie przemawia za zakupem 6000 Deep sea of madness.

6000 - 1

Scenariusz: Nokuto Koike
Rysunek: Nokuto Koike
Tłumaczenie: Izabella Zawadzka
Wydawnictwo: Yumegari
Rok wydania polskiego: 5/2013
Tytuł oryginalny: 6000: The Deep Sea of Madness
Wydawca oryginalny: Gentosha Comics
Rok wydania oryginału: 2011
Format: 130x180 mm
Oprawa: miękka w obwolucie
Papier: offsetowy
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 9788363675080
Wydanie: I
Cena z okładki: 19,90 zł

Podyskutuj na forum!




blog comments powered by Disqus