Światełko w głębinie - recenzja mangi "6000" #4

Autor: Dagmara Trembicka-Brzozowska
Korekta: Agata 'Aninreh' Włodarczyk
8 października 2014

Trzeba przyznać, że ostatni tom 6000 to przysłowiowa wisienka na torcie. Autor dopina wątki, wyjaśnia czytelnikom, o co w ogóle chodzi, a do tego serwuje miłą w odbiorze porcję straszenia i napięcia, wszystko wedle zasad dobrego horroru. 
 
Sytuacja na Cofdeece jest po prostu krytyczna. Na dziwnych, niekończących się schodach pojawiły się istoty, które atakują każdego, kogo zdołają dopaść – a są szybkie i niestrudzone. Demony rozchodzą się po całej stacji, a niedobitki załogi – w tym Kadokura i coraz bardziej zrezygnowana Kusakabe – zamykają się w sterowni. Mimo to potwory – wysłannicy krwiożerczego bóstwa – nadal mogą ich dopaść. Powoli kończy się żywność, wyczerpują zapasy tlenu.
 
W tak beznadziejnych realiach pojawia się promyk nadziei. Kusakabe wpada na pomysł, jak można wyjść z tej sytuacji – jednak szanse powodzenia są nikłe, a przeprowadzenie planu wymaga opuszczenia w miarę bezpiecznego schronienia i wędrówki po opanowanym przez zrozpaczonych i przerażających kultystów boga słońca, składających ofiary z ludzi, by chronić się przed demonami z ciemności. Czy to w ogóle może się udać?
 
Koike Nokuto trzyma czytelników w napięciu do ostatniej strony. Trudno przewidzieć, jak skończy się historia stacji 6000 metrów pod powierzchnią oceanu. To ogromna zaleta i wielka przyjemność z lektury – nie ma chwili wytchnienia.
 
Akcja, która dotąd pędziła na przód jak rozpędzona lokomotywa, nie zwalnia, jednak nabiera wyraźnie odmiennego charakteru. Mniej tu biegania i ucieczek, większy nacisk położono na położenie, w którym znajdują się postaci – beznadziejną, jakby nie patrzeć. Nieliczni ocalali załoganci stają się niejako bohaterem zbiorowym – wszyscy skupiają się na jednym celu i podejmują podobne działania, by przetrwać. Powodowani wspólną motywacją – podgrzewaną od czasu do czasu przez ostatniego żywego przedstawiciela kierownictwa, dającego zresztą dobry przykład swoim podwładnym – starają się przeprowadzić wariacki plan Kusakabe. Nic jednak nie przyjdzie łatwo i bez ofiar. Ponadto Nokuto udało się na końcu – niestety tylko na kilku stronach – rozwinąć postać Xia, co może bardzo cieszyć, gdyż to bodaj najciekawszy z bohaterów mangi.
 
Nokuto wyjaśnił w końcu – poprzez usta Xia, jednego z trzech głównych bohaterów 6000 – w jaki sposób działa kult boga słońca. Rozwiązanie z punktu widzenia fabularnego wydaje się całkiem sprytne i nie powoduje zgrzytów w rzeczywistości 6000. Podkreśla to też stawianą przez mangakę tezę, iż w warunkach ekstremalnych ludzie są gotowi posunąć się do wszystkiego. Oczywiście wątek paranormalny nadal jest w tym wypadku na pierwszym planie, jednak zyskuje nieco inny wymiar. 
 
Nie można pominąć kwestii wydania. Tomik z obwolutą, która wróciła do odcienia niebieskiego, jak na pierwszej okładce, prezentuje się jak zawsze nieźle, poza małym szczegółem. Klejenie jest wyraźnie gorszej jakości, przypomina to ze starszych mang J.P.F., jak Czarodziejka z Księżyca – ergo, może zaowocować wypadaniem kartek, jeśli nieco mocniej rozegniemy komiks. To zaskakujące, ponieważ wcześniejsze tomiki nie miały tego problemu. Czyżby oszczędności? Najwyraźniej nie w tym miejscu, co trzeba.
 
Edycyjnie czwarty tom 6000 jest na podobnym poziomie, co poprzednie – niezłe tłumaczenie, brak widocznych błędów i dobrej jakości druk.
 
Korzystając z okazji można też powiedzieć kilka słów o całości serii. Wszystkie tomiki były dość równe pod względem fabularnym – stanowią zamkniętą, ściśle powiązaną całość, którą równie dobrze można by było wydać w jednym grubszym tomie. Autor świetnie poradził sobie z rozplanowaniem akcji na tej, w sumie niewielkiej, przestrzeni – zarówno pod względem liczby stron, jak i samego miejsca akcji. Kreska nie zmienia się między tomikami, cały czas pozostaje atrakcyjna – odpowiednio dobrany do historii styl, realistycznie oddane tła i postaci, do tego budujące atmosferę grozy nasycone czernie i przerażająco puste przestrzenie wokół Cofdeece, demony zaprojektowane tak, by sprawiały wrażenie realistycznych – chwalimy, definitywnie chwalimy. Jednocześnie nie można powiedzieć, że nie ma tu wad. 
 
Przede wszystkim żal nieco, że 6000 nie zostało wydane w większym formacie. Zapewne wpłynęłoby to na cenę każdego z tomów, ale jednocześnie poprawiłoby komfort czytania – a że po tego typu tytuł sięgają raczej starsi odbiorcy, a nie gimnazjaliści, to przykładowe 25 złotych za lepiej wydany tomik nie byłoby problemem. Tak samo na pewno całość by zyskała, gdyby zamknąć ją w dwóch tomach, o ile pozwoliłby na to japoński wydawca.
 
Należy też zaznaczyć, że chociaż całość jest naprawdę dobrze narysowaną i niezłą fabularnie opowieścią z gatunku horror, to nie można jej nazwać wybitną. Jeśli czytelnik poszukuje ambitnej, świeżej odmiany straszaka, gdzie autor zaskakuje nowymi rozwiązaniami, to troszkę się tu rozczaruje. Nokuto na pewno dobrze eksploatuje motywy klasyczne dla horroru, ale wiele do gatunku nie wnosi. 
 
6000 to manga, którą warto mieć na półce. Krótka forma, ciekawa kreska, dobrze rozplanowana fabuła i poprowadzona akcja sprawiają, że to kawałek dobrej rozrywki dla wielbiciela komiksu. To takie mocne 7/10 (może za wydanie – 6,5/10). 

6000 - 4

Scenariusz: Nokuto Koike
Rysunek: Nokuto Koike
Wydawnictwo: Yumegari
Rok wydania polskiego: 8/2014
Tytuł oryginalny: 6000: The Deep Sea of Madness
Wydawca oryginalny: Gentosha Comics
Format: 130x190 mm
Oprawa: miękka
Papier: offsetowy
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 9788363675240
Wydanie: I
Cena z okładki: 19,90 zł

Podyskutuj na forum!




blog comments powered by Disqus