Jazda bez trzymanki, czyli recenzja Mega Mangi "Abara" Tsutomu Niheia


Tsutomu Niheia należałoby nazywać nie tyle "mangaką", co – "artystą". Abara jest jego pierwszym komiksem, który ukazał się w Polsce – to tom, który ogląda się z ogromną przyjemnością, graficznie dopracowany do ostatniej kreski, edytorsko wydany bez najmniejszego potknięcia, a fabularnie – przedziwny.

Czytając Abarę, trzeba się skupić. Nie dostajemy wprost żadnych odpowiedzi – zostajemy rzuceni w sam środek dziwnej rzeczywistości, świata wyraźnie chylącego się ku upadkowi, wyniszczonego i umierającego. Opustoszałe miasto, po którym krążą pojedynczy przechodnie. Industrialne, klockowate budynki, wijące się wszędzie rury, szeregi schodów – w tym miejscu toczy się akcja. Wszystko zaczyna się, gdy jeden z mieszkańców przeistacza się w dziwnego stwora, który sunie przez ulice w sobie tylko wiadomym celu, pożerając po drodze ludzi i rosnąc w oczach. Uzbrojone oddziały policji nie są w stanie nic zrobić. Wtedy Tadohomy – optonadzorczyni – zwraca się o pomoc do Kudou, pracownika fermy krewetek. Okazuje się, że chłopak jest kimś bardzo, bardzo niezwykłym. Rusza do walki ze stworem, białym pustelniakiem, a jego ciało przyobleka się w czarną kościaną zbroję. I żeby nie było – to nie jest komiks o nastoletnim superbohaterze z supermocą.

To dopiero początek tej historii. Dalej robi się dziwniej, straszniej i bardziej interesująco. Sami musimy składać klocki, które autor podrzuca nam dość oszczędnie: kształty mauzoleów nawiązujące do elektrowni jądrowych, skażone środowisko, tajemnicze laboratorium, pojawiające się znienacka dziwne struktury. Nie każdy wpadnie na to, że pojawiające się pod koniec białe pustelniaki były uwięzione w innym wymiarze. Podobnie nie jest oczywistym, czym dokładnie są kapsuły, do których Tadohomy i komisarz Sakijima zostali zaprowadzeni przez pracowników Bractwa Czwartorzędu (interesujących osobników). Podobnych problemów jest sporo, włącznie z pytaniem o to, czym w ogóle są pustelniaki – białe, w które ludzie mutują samoistnie, oraz czarne, stworzone w laboratoriach. Swoją drogą – tytuł, Abara, oznacza po japońsku właśnie "żebra" – wziął się zapewne od wyglądu pancerza Kudou.

Nie ma łatwo – ale warto się wysilić, bo opowieść snuta w Abarze jest fascynująca. Tu jednak ostrzeżenie: wiele osób odrzuci poziom trudności w odczytaniu tej mangi oraz charakterystyczny sposób rysowania, dla niektórych, jak słychać było opinie, po prostu brzydki. I nad tym zagadnieniem warto się pochylić.

Grafiki są niezwykłe. Detaliczne, pełne czerni, rysowanych kreskami cieni, z niewielkim użyciem rastrów. Kreska wyróżnia się na tle nie tylko mangi, ale komiksu w ogóle: gotycka, pokraczna, idealnie oddająca brzydotę i gnicie cywilizacji, a przy tym ma w sobie coś ʺorganicznego” – chyba nie da się tego lepiej nazwać. Nie można też nie wspomnieć o bardzo interesującym sposobie rysowania postaci. Autor często podkreśla ich brzydotę, ʺtych złych” obdarza odpowiednimi cechami fizycznymi – od otyłości, po martwe i płaskie oczy. Pozytywni bohaterowie (o ile można ich tak określić) mają gładkie, jasne twarze, z charakterystycznymi u tego mangaki zokrąglonymi nosami, wyrazistymi oczami. Generalnie – ta kreska jest nie do pomylenia z żadną inną.

Całość to praca już dojrzałego twórcy. Blame!, którym debiutował Nihei, został opublikowany w 1998 roku, Abara – już w 2006. Jeśli porównać oba tytuły (a pamiętajmy, że w międzyczasie ukazało się jeszcze NOiSE oraz szereg oneshotów), zauważymy ogromny postęp rysownika, aktualnie rysującego już w zupełnie innym stylu… Knights of Sidonia (od 2009 roku).

Nie można pominąć informacji o tym, że w tej Mega Mandze znajdziemy też Digimortal, dwuczęściowy oneshot Niheia z 2004 roku. To stosunkowo prosta historia o cyberpunkowym świecie, rządzonym przez Megakonglomerat, nazywany ʺkościołem niejednorodności”, którego inkwizytorzy terroryzują ludność. Zabójca do wynajęcia otrzymuje zadanie pozbycia się jednego z hierarchów kościoła oraz dwóch sióstr-bliźniaczek, jego podwładnych.

Wydanie nie pozostawia nic do życzenia. Obwoluta, dobrej jakości druk i papier – to już norma. Super prezentem są barwne ilustracje na kredowym papierze, które możemy znaleźć pomiędzy niektórymi rozdziałami. Wielu czytelnikom pomoże też na pewno słownik na końcu – wyjaśniono w nim, w jaki sposób przetłumaczono japońskie nazwy i dlaczego właśnie pojawiają się w tekście choćby ʺmauzolea stałozmienności”. Redakcja pomaga także zrozumieć niektóre zawiłości fabularne – czasem kosztem spoilerów, więc lepiej przeczytać je na końcu.

Tłumacz i edycja również poradziły sobie nieźle. Nie widać błędów, onomatopeje w kadrach są świetnie dograne, a do tego samo tłumaczenie jest wyraźnie dopracowane. Nie ma potknięć, uciętych kadrów, literówek, niewytłumaczalnych niezręczności.

Podsumowując – ta MegaManga warta jest swojej nazwy. Niejednego czytelnika oczaruje – mrokiem, niezwykłym pomysłem na fabułę i postaci, rysunkiem. Niestety, grono odbiorców może mieć nieco wąskie: trudność tytułu, wiele niedopowiedzeń ze strony autora, odbiegająca od znanych nam grafik kreska, która wielu odrzuca – to wady dla niektórych nie do przeskoczenia.

Abara

Scenariusz: Tsutomu Nihei
Rysunek: Tsutomu Nihei
Wydawnictwo: JPF - Japonica Polonica Fantastica
Rok wydania polskiego: 10/2014
Liczba stron: 400
Format: A5
Oprawa: miękka w obwolucie
Papier: offsetowy
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 9788374713696
Wydanie: I
Cena z okładki: 44,99 zł



blog comments powered by Disqus