Ostateczna, czyli… nie ostatnia - recenzja komiksu "Armada: Ostateczna rozgrywka"

Autor: Tomasz Nowak
Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska
20 marca 2013

Nadszedł wreszcie czas wielkich rozwiązań. Klecone od wielu tomów wątki, nabrzmiałe niekiedy jak wielki ropiejący bąbel, łączą się w czternastym wreszcie i znajdują rozwiązanie. Powietrze uchodzi – tak z czytelników, jak i z autorów – kurtyna opada. Nie do końca, rzecz jasna. Co to, to nie...

W Ostatecznej rozgrywce na scenę wkracza tajemnicza, zabójcza istota – płatny morderca, w zasadzie nie do pokonania – czyszcząca szeregi Armady z niewygodnych postaci. Oczywiście na jej celowniku znajduje się również Przewodniczący, jakoby "porwany" ostatnio przez Navis. W rzeczywistości chodzi o spotkanie, podczas którego dziewczyna dowie się paru nieprzyjemnych rzeczy o sobie, a zwłaszcza swej roli w gigantycznych machinacjach na skalę galaktyczną. I choć nie będzie mieć wyjścia – musi wykonać misję – pozostanie przy jedynej już w zasadzie przestrzeni wolności, jaką tworzy jej własne zdanie.

Nadal jest niepokorna, przepojona głęboką świadomą nieufnością wobec otaczającej ją rzeczywistości. Aż dziwne, że ze swym niełatwym charakterem, wplątana w sieć manipulacji, pełna zawiedzonych nadziei, rozwiewanych skutecznie przez coraz to nowe niuanse brudnych wojen i wojenek toczących się wewnątrz Armady, wciąż jakoś "się trzyma".

I pośród tych zawiłych, niekiedy mglistych rozważań, sprawiających, ze niektóre tomy serii wyraźnie słabowały pod względem scenariusza, przychodzi nagle rozwiązanie! Poszczególne wątki łączą się i zazębiają, ukazując wielki pangalaktyczny spisek i niesamowite przymierza… I tylko pozostaje pewien problem – to wszystko dzieje się za łatwo. Rozstrzygnięcia deus ex machina podane są w sposób cokolwiek łopatologiczny – zwykle w postaci wykładu kto, z kim i dlaczego. I czytelnik może wreszcie odetchnąć z ulgą, bowiem wiele z wyjaśnionych tu zagadek ciągnęło się, a niekiedy i niebezpiecznie rozciągało, w poprzednich albumach, zbliżając się już do granicy wytrzymałości. Pytanie jednak, czy o taki łatwy i szybki koniec chodziło? Apetyty były chyba większe...

Zatem epizod ten sprawia wrażenie, jakby Morvana sam nieco przestraszył się tego wszystkiego, co namotał. Drobiazgowo wchodził w rozmaite tajemnice, snuł wątki, wprowadzał niezwykłe wydarzenia, budował buntowniczą i szarganą dylematami osobowość Navis, by nagle – pstryk! – i wyjaśnić prawie wszystko. I robi to dodatkowo w sposób iście bajkowy, co w zestawieniu z tomami wcześniejszymi, gdzie wszystko szło Navis jak po grudzie, wydaje się cokolwiek dziwne. Jakby stworzone na odwal, "z metra". Żeby było.

Scenarzyście wtóruje poniekąd Buchet, trzymający zasadniczo poziom serii, lecz chyba niekiedy też już nieco zmęczony pracą nad nią. Widać to zwłaszcza w detalach i kadrach o mniejszych rozmiarach.

I choć niby wszystko się kończy, to jednak sama Navis daje w finale jasno do zrozumienia, że czeka ją jeszcze dużo pracy. Jakiej? Dowiemy się już w tym roku z tomu piętnastego. Miejmy nadzieje, że po tym wielkim wietrzeniu – świeższego, choćby pod względem fabuły.

Armada - 14 - Ostateczna rozgrywka

Scenariusz: Jean-David Morvan
Rysunek: Philippe Buchet
Kolor: Philippe Buchet
Tłumaczenie: Maria Mosiewicz
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 4/2012
Tytuł oryginalny: Sillage: Liquidation Totale
Wydawca oryginalny: Delcourt
Rok wydania oryginału: 2011
Liczba stron: 48
Format: 215x290 mm
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-237-4755-0
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,99 zł

Podyskutuj na forum!




blog comments powered by Disqus