"Azymut. Poszukiwacze zaginionego czasu" – recenzja komiksu

Autor: Maciej Jasiński
12 czerwca 2016

Witajcie w magicznej krainie!

Przyznam, że po raz pierwszy o tej serii dowiedziałem się dopiero wtedy, gdy pojawiła się w zapowiedziach Wydawnictwa Komiksowego. Jakoś wcześniej nigdy na nią nie natrafiłem, a to okazuje się sporym przeoczeniem. Po lekturze pierwszego tomu Azymutu jestem zauroczony wizją świata, który wykreowali autorzy. Uważam, że to jeden z najciekawszych komiksów, jakie w tym roku ukazały się w Polsce.

Pierwszy album to w znacznej części rozbudowane, ale bardzo dobrze zaplanowane wprowadzenie głównych bohaterów. A jest ich wielu. Jest hrabia Quentin de la Perue – kapitan statku, który powraca z długiej i wyjątkowo nieudanej wyprawy. Jest młody malarz Eugeniusz, zakochany na zabój w pięknej kobiecie. I jest wreszcie młoda, niezwykle seksowna niewiasta, która potrafi jednym gestem owinąć sobie wokół palca każdego mężczyznę. Wszystkie te postacie los złączy ze sobą w dość niespodziewanych okolicznościach, co zapoczątkuje ich wspólną, długą podróż. Ale tych wątków oraz bohaterów pierwszoplanowych jest w komiksie więcej. Równolegle śledzimy bowiem losy majora Orestesa i towarzyszącego mu gadającego królika, a także prowadzącego wyprawę badawczą profesora Arystydesa.

Odpowiedzialny za scenariusz Wilfrid Lupano wybornie skonstruował tę opowieść. Wszystko jest właściwie przedstawione. Każdy wątek i każda postać rozbudowuje ten niezwykle barwny świat. Zamieszkują go szalenie oryginalne stworzenia, będące połączeniem magii i elementów kojarzących się ze stylistyką steampunku. To poza tym opowieść pełna humoru i świetnych dialogów, które bardzo przyjemnie się czyta. Nie mogło też zabraknąć odrobiny erotyki i można się spodziewać, że będzie to stały element kolejnych tomów.

Równie dobra co fabuła jest także oprawa graficzna komiksu. Jean-Baptiste Andreae pięknie namalował plansze zapełniając je obrazami tej magicznej krainy. Bohaterowie są narysowani nieco karykaturalnie, ale za to emocje przedstawiane na ich twarzach wyglądają jak najbardziej prawdziwie. Każdy tu ma swój własny charakter i własny zestaw min. Są wreszcie wspomniane już elementy fantastyczne, które decydują o niesamowitości owego świata. Wśród nich między innymi "dziwoczki" – stwory, które pochodzą  z jaj znoszonych przez ptaki nazywane klepsydrawiami. Nigdy nie wiadomo co się z nich wykluje. Zakończenie pierwszego tomu każe podejrzewać, że to dopiero początek atrakcji i ta magiczna rzeczywistość zostanie jeszcze mocno rozbudowana w kolejnych częściach.

Pierwszy odcinek Azymutu to znakomita pozycja. Ma wszystkie cechy komiksu rozrywkowego, a przy tym opowiada ciekawą historię, rozgrywającą się w bardzo oryginalnym świecie. Jeśli dodamy do tego rewelacyjną oprawę graficzną, to otrzymujemy dzieło, po które każdy fan komiksu powinien sięgnąć. Mam tylko nadzieję, że kolejne tomy utrzymają poziom, bo autorzy wysoko zawiesili sobie poprzeczkę.

Ocena: 9/10

Azymut - 1 - Poszukiwacze zaginionego czasu

Scenariusz: Wilfrid Lupano
Rysunek: Jean-Baptiste Andréae
Tłumaczenie: Wojciech Birek
Wydawnictwo: Wydawnictwo Komiksowe
Rok wydania polskiego: 2/2016
Tytuł oryginalny: Azimut 1. Les Aventuriers du temps perdu
Wydawca oryginalny: Vents d'Ouest
Rok wydania oryginału: 2012
Liczba stron: 48
Format: 240x320 mm
Oprawa: twarda
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-64638-36-7
Wydanie: I
Cena z okładki: 44,90 zł

Podyskutuj na forum!



blog comments powered by Disqus