Artykuł "Batman (Egmont): Uśmiech śmierci, cz. 2"

Autor: Logan

Gdyby "Uśmiech śmierci" postał wcześniej niż "Sąd nad Gotham" - Simona Bisleya, na pewno pochwałom nie byłoby końca. Tak się jednak nie stało i wyraźne zapożyczenia mogą niektórych razić. W porównaniu z tym kultowym poprzednikiem, na pewno nie jest to rzecz nowatorska. Tak więc albumowi zarzucić można wtórność. Można, ale nie trzeba.
W sumie jest to przecież całkiem fajny komiks, który w chwili wydania miał tylko roczek. Scenarzyści już wielokrotnie zderzali ze sobą rzeczywistość Gotham z Mega - City. Widać, że za każdym razem dobrze się czują w takim crossoverze. Sedzia Dredd jest przez nich przedstawiany jest jako postać maksymalnie bezwzględna (np. scena przesłuchania koleżki, który nieśmiało wtrąca, że bicie jest bezprawne...moc!). Batman też dorównuje swemu koledze w braku delikatności, bo poczyna sobie z sędziami raczej na ostro. Oboje nie tracą już czasu na spory. Podczas swego poprzedniego spotkania, zdążyli widocznie nabrać do siebie pewnego szacunku. Ich zadaniem jest schwytanie sędziów śmierci, którzy zostali uwolnieni przez Jokera. Ta ekipa stanowi bardzo niebezpieczna mieszankę, dlatego konieczna jest natychmiastowa współpraca.
Choć scenariusz nie jest tak zabijający jak we wspomnianym przeze mnie Bisleyowskim albumie, to pomysł zaangażowania Jokera wydaje mi się być idealny. Ta postać pasuje do przyjętej konwencji, bowiem dopiero tutaj ma możliwości zabawić się w iście szatański sposób. Śmiech Jokera po prostu zwala z nóg. Trudno żeby nie, skoro głowy pękają jak dojrzałe melony. Dużo tu czarnego humoru, przemocy i klimatycznych kadrów.
Historia urywa się w kulminacyjnym momencie, by znaleźć swą puentę w następnym zeszycie. Ten z kolei rysowany jest już w całości przez Jim'a Murray'a. Muszę przyznać, że jego ilustracje bardziej mi się podobają, niż te z pierwszej części.
Niektóre kadry są bardzo klimatyczne (jak np. batmobil - stojący w jaskini czy księżycowe miejsce kochanków). Takie rzeczy zawsze kojarzą mi się z Timem Burtonem To oczywiście komplement, ponieważ jego filmową interpretację Batmana uważam (jak do tej pory) za najdoskonalszą. Głównych bohaterów narysowano w sposób realistyczny i że tak powiem: "na poważnie". Znakomicie kontrastuje to z karykaturalnymi postaciami zwykłych mieszkańców. Uważam, że mimo wszystko warto zapoznać się z tą pozycją. Ze względu na rysunki oraz sposób wydania na pewno nie jest to komiks zły.
Wydawnictwo Egmont zaproponowało nam woluminy w formacie A4, drukowane na lepszym papierze niż ten, do którego przyzwyczaił nas TM-Semic. Cena jest za to o 100% wyższa. No ale cóż... Za luksus trzeba płacić. W sumie komiks niezły, zarówno na prezent dla młodszego, jak i starszego brata.

Batman (Egmont) - Uśmiech śmierci, cz. 2

Scenariusz: Alan Grant, John Wagner
Rysunek: Jim Murray
Tłumaczenie: Marek Zawadka
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 1999
Tytuł oryginalny: Die laughing
Liczba stron: 46
Format: A4
Oprawa: miękka
Papier: matowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie

Podyskutuj na forum!



blog comments powered by Disqus