"Berlin: Miasto kamieni" - recenzja komiksu

Autor: Hubert Kuberski
Korekta: CD Jack
1 kwietnia 2008

Nad Sprewą i przed Hitlerem

Wzorzec powieści graficznej, zapoczątkowany przez Eisnera, został wykorzystany przez amerykańskiego rysownika Jasona Lutesa w jego dziele - Berlin: Miasto kamieni. Ponad 200-stronicowy komiks opowiada o losach niemieckiej stolicy w burzliwych czasach Republiki Weimarskiej. Akcja została umieszczona w Berlinie w okresie od września 1928 roku do maja 1929 roku, choć posługuje się licznymi retrospektywami.

Głównymi bohaterami opowieści są Marthe Müller, pragnąca studiować malarstwo oraz niezależny dziennikarz „Die Weltbühne” Kurt Severing, Obok tych dwojga pojawiają się liczne postaci, żyjące w przed nazistowskiej rzeczywistości: szef Kurta - Carl Osssietzky, koledzy Marty z Akademii – Anna, Richard, Willi, Erich, Max i Heinrich. Wśród drugoplanowych bohaterów wyróżnia się żydowska rodzina Schwarzów, której zasymilowanie nie uratuje przed nazistowskim Endlösung. Na kartach Berlina: Miasta kamieni daje się wyczuwać gorącą atmosferę rozpolitykowanego miasta. Galerię postaci charakteryzuje zaangażowanie w działalność partii politycznych. Dominują komuniści (Immenthaler, Otto, czy Gudrun) oraz narodowi-socjaliści (Braun, Heinz i Strasser). Na komiksowych kadrach nie brakuje postaci historycznych, jak chociażby prezydenta Paula von Hindenburga, szefa niemieckiej kompartii Ernsta Thälmanna, czy NSDAP-owskiego gauleitera Berlina – Josepha Goebbelsa. Choć w przypadku tego ostatniego, pokazanego epizodycznie, autor nie zapomniał, że Goebbels był określany mianem „Marata Czerwonego Berlina, zmory i chochlika historii”. Żałować należy, że nie pojawił się jego tytuł prasowy „Der Angriff”, informacja o tym że projektował plakaty oraz organizował piwiarniane burdy i strzelaniny, jak na Dzikim Zachodzie. To by mogło fantastycznie współgrać ze specialite tych czasów – kabaretem, gdyż komiks Lutesa, jakby od niechcenia i tylko jednorazowo trafia do gęstej atmosfery kabaretowego „Podbrzusza”. Szkoda, że w komiksie nie było więcej tej atmosfery lokali tak bardzo spopularyzowanej przed laty w filmowym arcydziele Boba Fosse'a - Kabaret.

Jednym z ciekawszych zabiegów formalnych zastosowanych w tym komiksie jest wykorzystanie myśli bohaterów. Przemyślenia zostały skonfrontowane z ich wypowiedziami, co pozwoliło na łatwiejsze scharakteryzowanie Berlińczyków, pojawiających się w kadrach. Autor nie zapomniał o zaprezentowaniu niemieckiego przywiązania do pedanterii i porządku, co najlepiej oddała retrospektywna scena z 1918 roku, gdy tłum omijał trawnik, uciekając przed strzałami zrewoltowanych oddziałów marynarzy. Przejmująco zostały zaprezentowane sceny miłosne, które uniknęły dosłowności, proponując w zamian przyrodnicze alegorie. Mistrzowsko rozrysowane chwile uczuciowych uniesień stanowią o rysowniczej klasie twórcy Berlina: Miasta kamieni.

Autorskie działo powstawało prawie 10 lat, w ciągu których Lutes drobiazgowo odtwarzał realia przedwojennej niemieckiej metropolii. A była to praca prawie tytaniczna, gdyż twórca musiał zrekonstruować ówczesną architekturę miasta, zniszczonego w czasie II wojny światowej. Podobnie wyglądały prace nad zaprezentowaniem przedwojennej mody, szyldów reklamowych (w tym przypadku zabrakło reklam AEG, które wykorzystywały swastykę kolistą w swej promocji) oraz całej miejskiej rzeczywistości, w których rozgrywała się akcja komiksu. Dlatego możemy zachwycać się wyglądem ówczesnych pociągów, tramwajów, samochodów, a nawet sterowców.

Niepokoi w pierwszym tomie tego cyklu nachalna poprawność polityczna. Dzięki niezrozumiałemu zabiegowi autora dochodzi do hagiograficznego wychwalania komunistycznych herosów – Karla Liebknechta i Róży Luksemburg obok bezkrytycznego przywoływania haseł komunistycznej doktryny, która zniewoliła setki milionów ludzi pod pretekstem równości i wolności. Brak wyraźnego potępienia komunizmu (do którego nie doszło, jak w przypadku osądzenia nazizmu w Norymberdze) pozwolił na liczne artykułowanie zbrodniczej ortodoksji stalinowskiej w komiksie. Ledwie widoczny jest rozłam na stalinowców i trockistów. Brak jest u Lutesa zaakcentowania nieustępliwości komunistów, zwalczających intensywniej socjalistów z SPD niż nazistów NSDAP. Nie widać skuteczności narodowych-socjalistów, którzy przecież urzekli robotnicze masy swym ambitnym programem prospołecznym. Umieli odwoływać się do rozpaczy bezrobotnych mas i grali na duszy narodowej z „lodowatym wyrachowaniem”, a Goebbels zdobył Berlin dla nazizmu. Komiks poprzestaje na zaprezentowaniu NSDAP i SA jako brutali, zwalczających wrogów obcych rasowo i ideologicznie. Za absurd można uznać wyretuszowanie swastyk ze sztandarów nazistowskich (spowodowane zapewne myślą o publikacji komiksu na rynku niemieckim). Jednocześnie sierpy i młoty są pokazywane bez żadnych ograniczeń, mimo dziesiątek milionów ofiar komunistycznego eksperymentu. W Berlinie: Mieście kamieni widać ofiary po stronie czerwonych, ale zabity przez komunistów szturmowiec SA, Horst Wessel jest nieobecny na kartach Lutesa.

Mimo tych nieścisłości poznajemy dzieło bliskie ideałowi, do którego obiekcje mogą mieć tylko tacy skrajni fascynaci historii jak ja. Berlin: Miasto kamieni to solidna powieść graficzna, która w polskiej edycji zachwyca swą staranną szatą graficzną i edytorską. Zewnętrzne upodobnienie komiksu do przedwojennego notatnika jest przykładem uwodzenia czytelników w czasie wzrastającej konkurencji na rynku komiksowym.

Mimo wytkniętych nieścisłości fabularnych tego komiksu nie można przegapić!

Berlin - 1 - Miasto kamieni

Scenariusz: Jason Lutes
Rysunek: Jason Lutes
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
Rok wydania polskiego: 2/2008
Tytuł oryginalny: Berlin: City of Stones
Wydawca oryginalny: Drawn and Quarterly
Rok wydania oryginału: 2001
Liczba stron: 214
Format: B5
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: matowy
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-60915-10-3
Wydanie: I
Cena z okładki: 59,90 zł


blog comments powered by Disqus