"Bezból" – recenzja komiksu

Autor: Zachary Zepsuty
18 grudnia 2016

Jazda bez trzymanki

Bezból to wyborny komiks Filipa Myszkowskiego, wpisujący się w kanwę szalonej i nieskrępowanej jazdy bez trzymanki. Czego też tu nie uświadczymy? Mamy bezkompromisową przemoc w każdej z możliwych form, czystą akcję, elementy wisielczego humoru, krwawego horroru oraz opowieści wojennej. Uzdolniony artysta serwuje nam trafną krytykę współczesnego świata, mediów i zdemoralizowanego społeczeństwa konsumpcyjnego. Wydawnictwo ATY ufundowało nie lada gratkę w postaci zbiorczego wydania komiksu powstałego na przestrzeni jedenastu lat.

Album nawiązujący w swej estetyce do dzieł Simona Bisleya (kłaniają się przygody Lobo) złożony jest z trzech luźno powiązanych ze sobą opowieści. Pierwsza część, o jakże wymownej nazwie Total Faking Destrakszyn debiutowała w 2005 roku w magazynie "Tfur". W owej historii poznajemy pogodzonego ze swym żałosnym losem ojca mocno dysfunkcyjnej rodziny. Gnębiony przez sadystyczną żoną zmizerniały mężczyzna traci pracę. Niewdzięczna familia obrzuca nieboraka wyzwiskami i groźbami, w wyniku czego bohater decyduje się na desperacki krok – pozbawione honoru samobójstwo. Przed śmiercią ratuje go kosmiczna istota – tytułowy Bezból. Nieudacznik przeistacza się w potężne monstrum, które nie tylko brutalnie mści się na swej rodzinie, ale również rozpoczyna dzieło zniszczenia na ulicach Nowego Jorku. Rodzimy scenarzysta umiejętnie nawiązuje do ważnych wydarzeń z ostatnich lat, jak choćby do terrorystycznego ataku z 11 września 2001.

Kolejne rozdziały okrutnej historii prezentują się równie dobrze. Powstała w 2006 roku nowela Pejn and pleżer koncentruje się na perypetiach młodej opiekunki do dzieci, która znajduje zatrudnienie w domu znanego ginekologa. Szybko wychodzą na jaw mroczne zamiary trójki rozbrykanych dzieciaków względem niewinnej dziewczyny. Zemstę na szatańskiej rodzince dokonuje powracający na Ziemię Bezból. Szkoda, że obiecująca nowela kończy się w najlepszym momencie, a pojawienie się demona jest wyłącznie epizodyczne. O wiele lepiej prezentuje się ostatnia z opowieści – Bobo Bezból (2016). W tym przypadku galaktyczny byt łączy się z nienarodzonym dzieckiem, w chwili dokonywanej na nim aborcji. Rozzłoszczona istota pragnie dokonać srogiej wendetty na całym świecie. Na jego drodze staje uzbrojone po zęby wojsko.

Rysunki twórcy Eryka: Ostatniego Szramy to ścisła czołówka rodzimego komiksu. Ilustrator z pieczołowitością ukazał dynamiczne konfrontacje kolejnych wcieleń Bezbóla z armią oraz totalną rozwałkę dokonywaną przez kosmicznego agresora. Doskonale wypadają mocno karykaturalne postaci – wystarczy spojrzeć na patologiczną rodzinę z pierwszej części szalonej trylogii czy diabelskie dzieciaki z kolejnego rozdziału. Kadry są pełne apetycznych smaczków, dopieszczone pod każdym względem. Krew i wyrywane kończyny wprost wylewają się z charakterystycznych rysunków, a mimika oraz ekspresyjność postaci są godne pochwały.

Bezból to mocno specyficzny komiks, który zapewne nie każdemu przypadnie do gustu. Pierwszorzędna zabawa w atrakcyjnej formie plastycznej. Czekam na kolejny, równie spektakularny powrót autora.

Bezból - 1, 2, 3

Scenariusz: Filip Myszkowski
Rysunek: Filip Myszkowski
Wydawnictwo: ATY
Rok wydania polskiego: 9/2016
Liczba stron: 116
Format: 160x230 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: offsetowy
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: księgarnie, internet
Wydanie: I, zbiorcze
Cena z okładki: 37 zł


blog comments powered by Disqus