Recenzja komiksu "Blacksad: Pośród cieni"

Autor: Logan

Smakowity kąsek dla wielbicieli czarnego kryminału. Skojarzenia z książkami Raymonda Chandlera nasuwają się samoistnie. Główny bohater stylizowany jest bowiem na Philipa Marlowa. Świadczą o tym: jego specyficzny sposób na życie, bajzel w mieszkaniu i ubiór. Scenariusz przebiega dość przewidywalnie, ale taki jest przecież wymóg konwencji. Zabójstwo kochanki Blacksada (niezłe nazwisko dla głównego bohatera), uruchamia lawinę zdarzeń. Szukając zabójcy, nasz koleżka dociera w rejony - zakazane dla przeciętnego zjadacza chleba. By wymierzyć sprawiedliwość, zmuszony będzie nagiąć swe moralne zasady i rzucić wyzwanie własnemu sumieniu.

Bardzo istotnym zabiegiem w tym komiksie jest animalizacja. Postacie mówią o sobie, że zachowują się "po ludzku", lecz obdarzone są wyglądem zwierząt. Ma to na celu podkreślenie ich dominujących cech charakteru. I tak główny bohater jest kotem - chadzającym własnymi ścieżkami, a największy łotr - zimnokrwistym płazem. Znakomite wydają mi się również aluzyjne sceny np. podstępne wydobycie informacji od sprzątaczki pokojowej (zabawa w kotka i myszkę) lub nienawiść szczura do kota.

Jednak nie tylko te zabiegi wpływają na klasę owej pozycji.

Zawsze doceniam komiksy, które charakteryzuje pewna konsekwencja narracyjna (mam na myśli to, że świat przedstawiony na jednym kadrze, nie kłóci się z sytuacją przedstawioną na kolejnych kadrach). Tutaj, owa zasada jest sumiennie respektowana. Na dole str. 6 widzimy Blacksada, który łakomie spogląda na czerwoną różę. Na następnej stronie spostrzegawczy czytelnik będzie już wiedział, skąd wziął się ów kwiat w zębach czarującego kota. Umiejętnie podkreślono też moment rozstania - wkomponowując w kadr "uschniętą" różę. W bardzo życiowy sposób pokazano rozkwit burzliwego romansu i niszczącą prozę życia.

Blacksada ogarnia czarny smutek nie tylko ze względu na zgon bliskiej mu niegdyś osoby, lecz także za nawrót bolesnych wspomnień z przeszłości. O tym, że nie do końca poradził sobie z uczuciem zazdrości, świadczy scena zamieszczona na str. 11. Wypytując swego kumpla - boksera o "wielbicieli" ofiary, bawi się workiem treningowym. Słuchając kłopotliwych odpowiedzi, rozdziera materiał worka treningowego (onomatopeja, charakterystyczna dla odgłosu darcia materiału, jest w iście Loganowym stylu). Wspomnienia są więc cały czas żywe, a chęć wyrównania rachunków coraz bardziej gorąca. Worek bokserski wie coś na ten temat najlepiej... I tak śledztwo nabiera nieco szybszego tempa. Dociekliwość Blacksada zaczyna być coraz bardziej niewygodna. Nic nie jest jednak w stanie zniechęcić go do rozwiązania zagadki. Nawet napaść oślizgłego gada, jedynie podnosi mu ciśnienie by dorwać sprawcę. Zresztą żaden detektyw nie wybaczy dziury w nowym płaszczu...

Bardzo fajnie, że artysta dba o detale. Do samego końca nie pokazuje twarzy czarnego charakteru. Można go rozpoznać jedynie po charakterystycznych pierścieniach, bo facjata zawsze niknie w jasności światła. Bardzo klimatyczna jest również scena na cmentarzu. Na stronie 26, pierwszy kadr ukazuje pomnik kostuchy z wielka kosą nad głową. Stojący przed nim kot, jeszcze nie zdaje sobie sprawy jak proroczy wydaje się ten omen. Spotkanie z dwoma kiziorami, przypłaci poważnym uszczerbkiem na zdrowiu (w końcu nosorożec i niedźwiedź w akcji..). Podczas gdy zawodowcy metodycznie okładają go pięściami, na pierwszym planie widnieje pomnik płaczącego anioła. Choć ma on rysy typowo ludzkie, zapewne rozpacza nad losem biednego kota. Po odzyskaniu przytomności, Blacksad czuje się prawie jak mieszkaniec cmentarza. Ta lekcja pomogła mu zrozumieć jak ciężko jest być osobą zniedołężniałą. Zauważył też, że nie ma w tym mieście szacunku dla starych...

Po wylizaniu swych ran, nadchodzi pora na bardziej zdecydowane działania. Oprócz siły fizycznej, intelektu, blefu i forteli, zmuszony zostanie do posłużenia się korupcją. No cóż... Takie realia. Z drugiej strony jest to chyba jedyne wyjście z tej pasowej sytuacji.

Gdy trzeba będzie, rudy lis bez mrugnięcia okiem potwierdzi fałszywe alibi Blacksada. Nasz bohater nie odczuwa już żadnych wyrzutów sumienia. Dawno temu, on też miał swoje ideały i był "kulturalnym człowiekiem". Niestety zasady przeżycia w wielkomiejskiej dżungli, zmuszają do respektowania panujących tam reguł. Ulec im musiał nawet tak prostolinijny wilczur jak porucznik Smirnov. Skąd my to znamy??? Sad by true.

Blacksad - 1 - Pośród cieni

Scenariusz: Juan Diaz Canales
Rysunek: Juanjo Guarnido
Tłumaczenie: Arno
Wydawnictwo: Siedmioróg
Rok wydania polskiego: 10/2001
Tytuł oryginalny: Quelque part entre les ombres
Wydawca oryginalny: Dargaud
Rok wydania oryginału: 2000
Liczba stron: 56
Format: A4+
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie
ISBN: 83-7162-938-9
Wydanie: I
Cena z okładki: 20 zł

Podyskutuj na forum!



blog comments powered by Disqus