Recenzja komiksu "Blacksad: Pośród cieni"

Autor: Bartosz Kurc

Gdyby ktoś na podstawie dostępnych w Polsce komiksów chciał sformułować jakie gatunkowo historie prezentuje, stwierdziłby, iż szeroko rozumianą fantastykę (SF, fantasy, horror), humor i sensację a la McLean. Tym lepiej gdy dostajemy do rąk nieznany dotychczas u nas rodzaj komiksu: czarny kryminał.

Co denerwuje przy odbiorze komiksów, filmów czy książek? Przewidywalność. Oglądanie po raz kolejny tego samego schematu, wątku, podobnych rozwiązań. Postmodernizm wykorzystuje cały dotychczasowy bagaż intelektualny czerpiąc zarówno z obszarów tzw. "kultury wysokiej", jak i "niskiej", biorąc to, co autor uzna za godne uwagi. Przyrządzi potrawę ze stałych składników, tak dobranych, iż wydaje się, iż obcujemy z czymś nowym. Czasami zdarza się, iż tak dobrane elementy naprawdę są świeże (Szninkiel, Matrix) i... znowu przerabiane. Współczesny twórca świadomie operujący konwencjami, gierkami, schematami musi także wiedzieć do kogo adresuje swe dzieło. Sam odbiorca też musi posiadać spore oczytanie, obeznanie z daną twórczością (filmową, komiksową) inaczej dzieło trafia w pustkę i będzie niezrozumiane (jak niedocenienie walorów intelektualnych Matrixa przez Amerykańską Akademię Filmową). Granie z konwencjami, czerpanie z wszystkiego nie zawsze kończy się dobrze. Trzeba bowiem jednak coś stworzyć, a nie odtworzyć w dziwny, wymieszany sposób (Gail Piotra Kowalskiego). Twórcą obdarzonym świadomością gatunku, w którym tworzy jest David Fincher. Amerykański reżyser każdym swym filmem udowadnia swoją grę z konwencją. Jego filmy dzieją się w sztucznym, nierealnym świecie – filmowym (z definicji) – choć udają nasz – prawdziwy. Filmy Finchera posługują się obrazami rzeczywistości, stworzonymi przez kino i je na nowo interpretują.

W komiksie grę z komiksem, z czytelnikami i ich oczekiwaniami bawią się Moebius czy Manara. Powstają też prace, które w mniej lub bardziej ukryty sposób mówią o samym gatunku – Hellboy Mignoli, El Borbah Burnsa, czy też świadomie go parodiują (Lobo). Z prac Polaków należałoby wymienić 48 stron Adlera i Piątkowskiego – jeden wielki żart, czy Tabula Rasa Gawronkiewicza i Wojdy, gdzie schemat (bohater z amnezją) realizowany jest w nowatorski sposób.

A jaki jest Blacksad? Wydaje się, iż czerpie obficie z tradycji i wpisuje się w nurt czarnego kryminału, który powstał w latach międzywojennych i czasach II Wojny Światowej przejawiając się w literaturze (Raymond Chandler, Dashiell Hammett), filmie i komiksie. Człowiek najczęściej przedstawiany jest jako ofiara przypadku, złego losu. Granica między zbrodniarzem a policjantem czy prywatnym detektywem jest płynna. Wszyscy wykonuja swą pracę z zaangażowaniem, jedynie różne są pobudki ich działań. Ważnym elementem jest polityka, podejrzane sprawy, machinacje, obłuda moralna, przekupstwa, cynizm czy nihilizm. W tym świecie nie istnieje szansa uczciwego wyjścia – wszystkie sfery życia zostały skompromitowane. Od wszystkiego można pobrudzić sobie ręce.

Dick Tracy Chestera Goulda jest komiksem wykorzystującym tego typu poetykę, choć radykalnie ukazuje postacie i postawy (Dobrych i Złych), także obecne w jawnie kontrastowym (czerń i biel) rysunku. Tu także świat jest zepsuty, pełen panoszącego się zła. Postacie przestępców pokazane są w przerysowany sposób – ich twarze pełne są groteski, potworności – od razu ukazują swą duszę, jak sądzi Maciej Parowski. Stąd już blisko do wizji z Blacksad, gdzie wszystkie postacie obdarzone są głowami zwierząt (a czasem i ich odruchami). Tego typu zabieg nie jest nowy. Wykorzystywany był w bajkach, w komiksach znamy go chociażby z całej zwierzęcej menażerii firmy Disneya. Ważne jest jednakże to, iż historie takie adresowane były do grona dzieci, a zwierzęcy bohaterowie choć postępujący po "ludzku" nigdy nie ukazywali złej strony człowieka (przestępczość, narkomania, zboczenia). Gdy działo się tak w adresowanych do dorosłego odbiorcy pracach (Kot Fritz Roberta Crumba) wywoływało to oburzenie. Nowe zastosowanie postaci zwierzęcych proponuje także Maus Arta Spiegelmana (choć tu dobór gatunków zwierząt inaczej jest motywowany). Blacksad stosuje model doboru z bajek. Tu zwierzęta symbolizują cechy charakteru, choć wybrane są też wedle klucza sympatii człowieka do nich. I tak bohater obdarzony jest głową kota, policjanci to psy (ale jest też i lis), a postacie świata przestępczego – to gady i płazy. Początkowo może wydawać to się nietrafione, oczekuje się twarzy ludzi. Nic bardziej mylnego. Zabieg autorów dopiero po jakimś czasie zaczyna oddziałowywać swa siłą. Trzeba także wyłapywać dwuznaczności tekstu i odczytywać go poprawnie. Blacksad – kot poznaje w klubie informatora – szczura, tak komentując tą postać: "Mój nowy >>przyjaciel<< od razu wzbudził we mnie wstręt... instynktowny". Z kolei wyrachowany, nieufny i zazdrosny czarny charakter – płaz – znany był ze swojej zimnej krwi. Dobór zwierzęcych gatunków jest bardzo dobry – zarówno w rolach osiłków (małpa, nosorożec) jak i drobnych szarych postaci (szara myszka!). W ogóle strona graficzna komiksu jest jego mocną stroną. Guarnido prezentuje całą rozpiętość swych możliwości. Od ukazywania bogatych, dekoracyjnych wnętrz, ponurych cmentarzy do prawdopodobnie pokazanych grymasów twarzy, spojrzeń, wymiany gestów. Jego rysunek bogaty jest w detal, tło i drugaplanowe postacie. Także oddanie epoki (przełom lat 30. i 40. XX wieku) jest bardzo sygestywne – stroje, wnętrza, samochody.

Cały komiks rozgrywa się w mroku (poza sceną retrospekcji), w szarościach, beżach czy sepii. Tonacja kolorystyczna jest stonowana, ograniczona. Tylko raz mamy do czynienia z jaskrawą czerwienią. Zresztą kolor pełni tu decydującą rolę. Komiks wykonany jest mieszaną techniką. Na szkic czy kontur nakładany jest kolor, który bardzo często obchodzi się bez wcześniejszego rysunku. Bliskie jest to technice stosowanej przez Juana Gimeneza. Całość wydana jest rewelacyjnie – papier, druk, oprawa, tłumaczenie – chyba edytorsko najlepiej wydany w Polsce komiks.

Fabuła przedstawia tradycyjny motyw. Prywatny detektyw – John Blacksad – na własną rękę prowadzi śledztwo w sprawie morderstwa jego byłej kochanki. Motorem jego działań jest zemsta, może bardziej za przypomnienie mu chwil radości spędzonych z nieżyjącą kobietą, niż sama jej śmierć. Nasz detektyw jest w nie najlepszej formie. Robi to, co robi, ale nie wie w zasadzie po co. Nie wierzy w sprawiedliwość, a swoją walkę uważa z góry za nieprzydatną temu światu. A jednak szuka prawdy i brnie dalej w krąg zła i zepsucia...

Opowieść ma formę wspomnień, komentarz Blacksada raz po raz pojawia się wyjaśniając nam motywy jego postępowania. Dużo w nim zgorzknienia, świadomości przegranego życia, cynizmu. Blisko mu do Philipa Marlowe’a. Świat Blacksada nie jest prosty. Tropi mordercę byłej kochanki, która zresztą po odejściu od niego długo nad tym nie rozpaczała, wdając się w nowe romanse, o czym przypomina mu stary znajomy. Łatwych rozwiązań nie ma, znacznie więcej można stracić. Życie toczy się dalej.

Blacksad - 1 - Pośród cieni

Scenariusz: Juan Diaz Canales
Rysunek: Juanjo Guarnido
Tłumaczenie: Arno
Wydawnictwo: Siedmioróg
Rok wydania polskiego: 10/2001
Tytuł oryginalny: Quelque part entre les ombres
Wydawca oryginalny: Dargaud
Rok wydania oryginału: 2000
Liczba stron: 56
Format: A4+
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie
ISBN: 83-7162-938-9
Wydanie: I
Cena z okładki: 20 zł

Podyskutuj na forum!




blog comments powered by Disqus