Recenzja komiksu "Calvin i Hobbes: Wszędzie leżą skarby"

Autor: Bool
23 czerwca 2009

Było to moje pierwsze zetknięcie z Calvinem i Hobbesem. Przyznaję, że moje oczekiwania względem komiksu Billa Wattersona nie były małe, ponieważ wcześniej słyszałem na jego temat same pozytywne opinie. Czy się nie zawiodłem - o tym poniżej.

Calvin to sześciolatek, o tyle niezwykły, że lubi snuć rozważania natury filozoficznej. Poza tym nie różni się od innych małych Anglików w tym wieku: chodzi do szkoły, ma bujną wyobraźnię, lubi zabawę i figle, nie znosi nauki ani dziewczyn. Najchętniej bawiłby się tylko ze swoim tygrysem imieniem Hobbes. Teoretycznie jest to pluszak, tak go widzą rodzice Calvina, jednak chłopiec rozmawia z Hobbesem, walczą na śnieżki, robią sobie wzajemnie psikusy. Hobbes często puentuje wypowiedzi Calvina i sprowadza go na ziemię, gdy zanadto poniesie go fantazja.

To właśnie dysputy tych dwóch bohaterów są najciekawszym i najzabawniejszym elementem tomiku. Calvin szuka wyjaśnień dla "niesprawiedliwości", jakie go spotykają, próbuje tłumaczyć swoje zachowanie, dąży do rozwiązania niezwykle ważkich (dla niego) dylematów, próbuje bronić się przed szkolnym bullym. Hobbes jest głosem rozsądku, ale innym niż rodzice - oni nie rozumieją Calvina i jego świata, podobnie on nie rozumie ich. Tymczasem Hobbes stanowi niejako pomost między tymi dwiema rzeczywistościami. Jest przy okazji kompanem do zabaw dla Calvina, który najwyraźniej nie ma w sąsiedztwie kolegów w swoim wieku. Ci dwaj nicponie uwielbiają zawody oraz robienie sobie nawzajem kawałów. Ich ofiarą pada nieraz także dziewczynka Zuzia. Należy ona oczywiście do grupy osób, których Calvin zupełnie nie może zrozumieć.

Zabieg wkładania elokwentnych zdań i wyszukanych słów w usta sześciolatka oraz pluszowego zwierzaka daje zaskakująco zabawny efekt, zwłaszcza że wyniki ich przemyśleń są często bardzo trafne i nieraz można odnieść je nie tylko do realiów sześcioletniego chłopca. Praktycznie każda strona tego komiksu, każdy pasek wywołuje co najmniej uśmiech na twarzy czytelnika. A zwykle śmiech, wszak z myślą o tym właśnie, rozbawieniu odbiorcy, powstał ów komiks.

Liczy on sobie 176 stron, z których zdecydowana większość jest czarno-biała. Tylko niewielka ich część jest w kolorze i prawdę mówiąc właśnie te strony wydają się trochę nie pasować do całości. Chyba niepotrzebny ten kolor, strony monochromatyczne prezentują się lepiej. Ogólnie jednak wizualnie Calvin i Hobbes prezentuje się dobrze, rysunki są dość zabawne i przede wszystkim bardzo czytelne. Format jest nieco nietypowy, odrobinę większy od A5, tyle że w poziomie.

Nie można mieć zastrzeżeń do tłumaczenia Piotra Cholewy, z pewnością komiks w języku polskim jest co najmniej równie śmieszny jak w oryginale, czyli po angielsku. Podczas czytania miałem nieodparte wrażenie, że tłumacz znakomicie bawił się podczas pracy nad tym zeszytem, dzięki czemu finalny odbiorca bawi się równie świetnie.

Podsumowując, spokojnie polecam ten komiks, ale raczej nieco dojrzalszemu czytelnikowi, który zrozumie i będzie dzięki temu w stanie docenić humor oparty głównie na filozoficznych rozważaniach i kąśliwych puentach. Mnie czytało się Wszędzie leżą skarby bardzo miło, momentami śmiałem się z wyczynów oraz tekstów Calvina i Hobbesa bardzo głośno. I z chęcią po pewnym czasie powróciłem do tego komiksu, a także sięgnąłem po inne tomiki przygód tych bohaterów.

Calvin i Hobbes - 10 - Wszędzie leżą skarby

Scenariusz: Bill Watterson
Rysunek: Bill Watterson
Tłumaczenie: Piotr Cholewa
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 8/2008
Tytuł oryginalny: There's Treasure Everywhere
Wydawca oryginalny: Universal Press Syndicate
Rok wydania oryginału: 1996
Liczba stron: 176
Format: 215x165 mm
Oprawa: miękka
Papier: matowy
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-237-2424-7
Wydanie: I
Cena z okładki: 26,90 zł

Podyskutuj na forum!



blog comments powered by Disqus