"Comanche #1: Red Dust" - recenzja komiksu

Autor: Tomasz Nowak
14 czerwca 2017

www.gildia.pl
Comanche - 1 - Red Dust.
Dostępność: 24h
Cena: 27,90 zł 39,90 zł
dodaj do koszyka

Comanche - obiecujące otwarcie

Od lat wieszczy się westernowi nieuchronny koniec. A on powraca niczym bumerang. Ten współcześnie odświeżony – głównie za sprawą wielkich produkcji filmowych, ale też ten dawny, wręcz klasyczny, choć u nas dotąd nieznany. Seria Comanche jest znakomitym przykładem takiego powrotu do przeszłości.

Tytułowa Comanche to dziedziczka rancza w Wyoming. Razem z wiekowym już opiekunem muszą sami radzić sobie z raczej brutalną codziennością, wkładając wiele wysiłku w przetrwanie. Ich wybawieniem zdaje się być Red Dust – przybyły „znikądˮ młody kowboj, któremu Comanche przekazuje zarządzanie gospodarstwem. To właśnie Redowi poświecony jest przede wszystkim tom pierwszy serii. Wyrusza on tropem bandziora, Russa Dobbsa, za którym przyjdzie mu podążać przez wiele dni.

Autorem scenariusza Comanche jest słabo dotąd u nas znany Michel „Gregˮ Régnier. To nie tylko scenarzysta, ale przede wszystkim redaktor i wydawca wielu komiksów. Za rysunki natomiast odpowiada znacznie już lepiej znany w Polsce Hermann Huppen, ilustrator, m.in serii Bois-Maury, ale przede wszystkim słynnego Jeremiaha. Tworząc Comanche, Hermann miał już na swym koncie sporo prac, których akcja rozgrywała się na Dzikim Zachodzie. No i na pewno znał Blueberry'ego.

Akcja tego albumu rozgrywa się więc praktycznie w całości w drodze. Wiele tu walk, zasadzek i podstępów. Mnóstwo zagrywek znanych choćby z westernów filmowych. A jednak Comanche od początku tchnie innością. Choćby tym, że w westernach kinowych ci „dobrzyˮ zwykle bronili. Tymczasem Red jest wytrwałym psem gończym, mścicielem – twardym i zajadłym niczym Frank Miller z W samo południe. Tak, świat Comanche nie jest aż tak czarno-biały.

Podkreśla to rysunek, trochę nerwowy, momentami rwany niczym szkic, kiedy indziej pociągnięty grubą, wyrazistą konturówką. Nie tak precyzyjny, ale przez to mocno nadający całości specyficzny klimat, trochę oniryczny, nieco odrealniony. Hermann tu wciąż nie tyko pracuje nad stylem, ale wręcz go poszukuje. O ile dobrze radzi sobie z plenerami, postaci wypadają różnie. Widać to jeszcze lepiej dzięki temu, że komiks ukazał się w dużym i dość nietypowym formacie C4.

Red Dust, pierwszy tom tej sporej, bo liczącej piętnaście części serii, ukazał się w 1972 roku. To uchroniło go przed naciskiem politycznej poprawności. Przynajmniej częściowo, da się bowiem zauważyć już jej pierwsze zajawki. Chociażby w tym, że autorzy strasznie dużo starają się wyjaśniać rozmaitymi dopowiedzeniami. Są to jednak na szczęście tylko chwile, a większość akcji toczy się bez suflera – jak życie.

Może nie tak dobra i rzutka jak seria Blueberry, ma Chomanche własny klimat. Zaprawiony leniwą aurą skąpanego w palącym słońcu rozległego świata prerii i skalistych gór, który zamieszkują prawi ciułacze i prostackie bandziory. Świata, który czasem, a nawet dość często mąci huk wystrzałów, ale w którym życie szybko, z upodobaniem powraca potem do zwykłego sobie rytmu.

Red Dust to obiecujące otwarcie. I po nim ciągu dalszego można oczekiwać z wielkimi nadziejami. Comanche bowiem, jako seria, stanowiła ważne dzieło w karierze obu jej utytułowanych autorów.

Comanche - 1 - Red Dust

Scenariusz: Greg
Rysunek: Hermann Huppen
Tłumaczenie: Wojciech Birek
Wydawnictwo: Wydawnictwo Komiksowe
Rok wydania polskiego: 6/2016
Tytuł oryginalny: Comanche: Red Dust
Wydawca oryginalny: Lombard
Rok wydania oryginału: 1972
Liczba stron: 48
Format: 240x320 mm
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 9788380693340
Wydanie: I
Cena z okładki: 39,90 zł



blog comments powered by Disqus