Recenzja "Conan (Egmont): Legenda"

Autor: Tomasz Kleta

Conan, postać stworzona przez Roberta Howarda, interesował autorów komiksów od lat. Powstało kilka komiksowych wersji jego przygód, z czego dwie mogliśmy swego czasu przeczytać. Jedna to, jeśli mnie pamięć nie myli sześć małych, czarno-białych albumów, całkiem udanych. Nie były one przełożeniem historii zawartej w opowiadaniach Howarda, ale luźno korzystały z postaci Conana i jego świata. Drugi raz Cymeryjczyk zawitał do nas poprzez wydawnictwo TM-Semic, które zdecydowało się wprowadzić serię z czarnowłosym barbarzyńcą. Tu bliżej już było do pierwowzoru, tyle, że opowieść zaczynała się w środku, bo podczas przygód, jakie Conan przeżywał na wybrzeżu Czarnego Lądu, gdy był znany jako pirat o przydomku Amra, to znaczy Lew. Seria nie zagościła na długo i znikła wraz z upadającym wydawcą. Egmont zdecydował się spróbować jednak wprowadzić Conana na nasz rynek. Wybór padł na najnowszą wersję jego przygód zza oceanu. Pierwsze historie dostajemy rok po premierze.

Conan to najsłynniejsza postać gatunku heroic fantasy, który zresztą został zapoczątkowany właśnie przez Roberta Howarda, opowiadaniem o innym herosie, Kullu z Atlantydy. Czarnowłosy Cymeryjczyk podbił cały świat. Jego przygody wydane zostały chyba w każdym zakątku globu, jeśli nie w oryginalnych opowiadaniach, to w przeróbkach, niezliczonych kontynuacjach pisanych przez przeróżnych autorów, w komiksach. Ale przede wszystkim świat poznał Conana z filmu z Arnoldem Schwarzenegerem w roli głównej, do którego scenariusz napisał sam Oliver Stone.

W nowej komiksowej opowieści poznamy losy Conana od początków, od chwili gdy pojawił się wśród zamieszkujących zimne, północne pustkowia Aesirów i wraz z nimi walczył przeciwko rudowłosym Vanirom. Kurt Busiek, odpowiedzialny za scenariusz, jak widać po pierwszej części, zbierającej cztery oryginalne zeszyty, w tym zerowy, wprowadzający do historii, zdecydował się pozostać wierny literackiemu pierwowzorowi. I chociaż zmienia poszczególne fabuły, pisze nowe, a tylko częściowo opiera się na oryginale, to najwyraźniej postanowił nie burzyć zbytnio chronologii. Piszę, zbytnio, bo akurat jeden z zeszytów, Córka Lodowego Olbrzyma to adaptacja opowiadania pod tym samym tytułem, które wedle zestawienia dokonanego przez de Campa i Cartera (którzy opracowali całość dorobku Howarda, przerabiając sporą część tekstów tak by głównym bohaterem mógł być Conan) umiejscowione jest nieco później, gdy heros wraca w krainy młodości po pierwszej wyprawie do cywilizowanych państw. Tak, czy inaczej, czytając pierwszy album odniosłem wrażenie wierności oryginałowi, zarówno fabularnie jak i w stylu i klimacie.

Na początek mamy wprowadzenie pokazujące jak w wiele wieków po epoce hyperborejskiej, ekspedycja z jakiegoś egzotycznego kraju odkrywa posąg przedstawiający największego herosa tamtych czasów, Conana. Na polecenie dowodzącego wyprawą księcia jeden z jego wezyrów tłumaczy starożytne Kroniki Nemedyjskie i odczytuje opowieść o barbarzyńcy, który przewędrował cały ówczesny świat i u kresu życia zasiadł na tronie najpotężniejszego państwa, dumnej Akwilonii. Tak czytelnicy komiksu, którzy nie znają opowiadań Howarda dostają szybkie przybliżenie niezwykłej postaci i historia z czasów odważnych, dumnych i nadludzko silnych mężczyzn oraz pięknych, zmysłowych kobiet.

Pierwsze zeszyty przedstawiają brutalne starcia w jakich uczestniczy młody Conan, między plemionami Aesirów i Vanirów. Mimo młodego wieku odznacza się on już wielką siłą, instynktem walki, surowym sposobem życia i postępowaniem wedle prostego kodeksu moralnego. Poznajemy tego nieokrzesanego barbarzyńcę, gdy z mieczem w dłoni przychodzi z pomocą napadniętej dziewczynie uciekającej z plądrowanej wioski. Potem czekają na nas potyczki i pojedynek z lodowymi olbrzymami, do których zwabia Conana piękna kobieta, córka starego boga Ymira.

Conan zapowiada się dokładnie na taki komiks jakim powinien być. Czyli na nieskomplikowaną, pełną walki na miecze opowieścią z gatunku heroic fantasy. Jeśli ktoś tylko preferuje takie klimaty powinien być uradowany. Tym bardziej, że bardzo dobrze prezentuje się graficzna strona komiksu. Rysunki w stylistyce trochę przypominają ilustracje Franka Frazetty, który swego czasu wykonywał najsłynniejsze okładki książek o Conanie. Nie jest to typowa amerykańska kreska, do której następnie nakłada się kolory. Tu tworzą one elementy tła i postacie na równi z kreską, dopełniają ją. A są to mocne, nasycone kolory w szerokiej palecie barw. Rysunki są ładne, z ciekawymi ujęciami, dynamiczne. Można mieć jedynie zastrzeżenia do twarzy, często uproszczonych, zniekształconych, schematycznych. Niemniej częściej kadrom nic nie można zarzucić i także oblicza bohaterów są świetnie nakreślone.

Conan to komiks dla miłośników opowieści magii i miecza, których nie zraża prostota fabularna i nieustanne krwawe starcia. Takie były teksty Howarda i inny ten komiks być nie powinien. To dobra pozycja, która może zainteresować czytelników. Osobiście mam nadzieję, że czarnowłosy barbarzyńca z Cymerii zagości u nas na dłużej, bo najciekawsze opowieści w barwnych, pełnych tajemnic krainach, które zapewne świetnie zostaną przedstawione przez rysowników, jeszcze przed nami.

Conan (Egmont) - 1 - Legenda

Scenariusz: Kurt Busiek
Kolor: Dave Stewart
Szkic: Cary Nord, Thomas Yeates
Okładka: Dave Stewart
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania polskiego: 12/2004
Tytuł oryginalny: Conan: The Legend
Wydawca oryginalny: Dark Horse Comics
Rok wydania oryginału: 2003
Liczba stron: 88
Format: B5
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: saloniki, księgarnie
ISBN: 83-237-3056-3
Cena z okładki: 24,90 zł

Podyskutuj na forum!




blog comments powered by Disqus