Niech rzuci kamieniem... - recenzja komiksu "Dla Eriki czyli jak III Rzesza geszefty robiła"

Autor: Tomasz Nowak
23 lutego 2011

Komiks, a właściwe pra- czy parakomiks Dla Eriki wzbudził sensację podczas Międzynarodowego Festiwalu Komiksu w Łodzi w 2009 roku. A to za sprawą nietypowej, głośnej i z cała pewnością rzucającej się w oczy kampanii promocyjnej. W jej ramach po korytarzach festiwalowych ganiała sama Erika Steinbach, no, może prawie Steinbach...

Publikacja autorstwa Andrzeja Rewieńskiego (teksty) i Aleksandry Jerzowskiej (ilustracje) ma stanowić, zgodnie z tytułem, swoiste napomnienie dla szefowej Związku Wypędzonych głoszącej coraz dobitniej i przy coraz większym poparciu swą rewizjonistyczną filozofię. Stąd też po krótkim wstępie zaczyna się "niezła jazda" - szesnastostrofowy quasipoemat wytykający Niemcom, że to oni rozpoczęli wojnę, napadli na Polskę i nakradli z niej masę rzeczy. Wszystko uzupełnione stosownymi przypisami wymieniającymi konkretne fakty i liczby oraz ozdobione grafikami nawiązującymi do opisywanych wydarzeń. Warto podkreślić, że cały tekst dostępny jest w wersji dwujęzycznej - polsko-niemieckiej, aby, co zaznacza autor, nie dało się książce zarzucić, że powstała za plecami naszych zachodnich Sąsiadów. Przeciwnie chce, aby rozbudziła ona na nowo ich świadomość dotyczącą przeszłości.

I prawdą jest, że pamięć o przypominanych przez Rewieńskiego faktach, niby bezspornych, czas zaciera nader skutecznie. Oczywiste jest przecież, że konflikty zaborcze, takie jak II wojna światowa, maja na celu zagarnięcie jak największego łupu - ziemi i własności narodów podbitych. Jasne, że Niemcy przejmowali i do dziś dysponują całkiem sporym majątkiem popolskim, którym handlują zarabiając krocie (przykład listów poczty polowej Powstania Warszawskiego jest tu jak najbardziej na miejscu). I poniekąd to wszystko ewidentne, bezdyskusyjne, stało się jakby trochę ulotne. Próby rozmycia odpowiedzialności za skutki wojny przez organizacje takie jak Związek Wypędzonych, wpisują się tylko w pewien modny i wygodny ostatnio nurt myślenia. W jego ramach Niemcy stają się na równi ofiarami i zdają się bardzo łatwo zapominać o tym, kto wojnę wywołał (Rosjanie zresztą wolą o tym nie wiedzieć w ogóle). I, jak pokazują chociażby wyniki wyborów do landtagów i Bundestagu, nie jest to bynajmniej "problem marginalny".

Zatem, co pozostaje? Pójść na wojnę medialną z Niemcami? Ta jest raczej z góry skazana na porażkę, chociażby ze względu na liczbę mediów w Polsce znajdujących się w rękach niemieckich, jak i serwilistyczną germanofilię naszych "autorytetów moralnych", wypracowaną przez lata nagradzania i hołubienia ich przez naszych zachodnich sąsiadów.

Nie można wszak przemilczeć całkowicie działań wyraźnie tęskniącej za lebensraumem Steinbach, działającej przy poparciu rządu federalnego w osobie kanclerz Merkel. Bowiem, mimo zapewnień o potencjalnej przyjaźni między narodami, wspólne wystąpienia obu pań budzą nie tylko niesmak, ile dają sporo do myślenia. Oczywiście nie tym, którzy siedzą im w kieszeni.

Problem jednak polega na tym, że choć idea jest słuszna, publikacja Rewieńskiego jest po prostu słaba artystycznie. Rymy są co najmniej przyciężkie, rysunki - czasem lepsze, a czasem gorsze. A wszystko razem tworzy wrażenie pewnej hucpy, ale może właśnie o to chodzi? W końcu, czemu na hucpę nie odpowiadać hucpą?

Co ciekawe, wrogowie Dla Eriki nie krytykują tej książki zwykle pod kątem artystycznym. Używają natomiast chętnie wytartych już do znudzenia sloganów o "zianiu nienawiścią" czy "prowokowaniu" i "konieczności patrzenia w przyszłość". Czyżby zapomnieli, że aby zasłużyć na szacunek trzeba wstać z kolan i spojrzeć sobie w oczy? Bez tego zawsze będziemy w niemieckiej mentalności "untermenschami", choć oczywiście głośno tego nikt nie powie. Przynajmniej na razie.

Jeżeli zatem inicjatywy takie jak ta, autorstwa Rewieńskiego, mają przyczyniać się do większej równowagi i zrozumienia zaszłości, które tak silnie rzutują wciąż na wzajemne stosunki polsko-niemieckie, to czemu nie? Porządek musi być i kto jak kto, ale Niemcy zrozumieją to najlepiej. Tylko ta forma... Nad nią zdecydowanie trzeba popracować.

Dla Eriki - czyli jak III Rzesza geszefty robiła

Scenariusz: Andrzej Rewieński
Rysunek: Andrzej Rewieński
Wydawnictwo: Chronos-Praecision
Rok wydania polskiego: 10/2009
Liczba stron: 38
Format: A4, poziomy
Oprawa: miękka
Papier: ofsetowy
Druk: cz.-b.
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-929388-8-0
Wydanie: I
Cena z okładki: 19 zł



blog comments powered by Disqus