Muzyka z otchłani chaosu - recenzja komiksu "Doomboy"

Autor: Zachary Zepsuty
30 kwietnia 2013

Oślizgłe kreatury z innych wymiarów, aparycją przypominające złowieszcze istoty z mitologii Cthulhu. Miłość młodzieńcza w nieszablonowym wydaniu oraz ciekawie zaprezentowana inicjacja seksualna. Bunt przeciwko prawidłom funkcjonowania świata oraz współtowarzysząca mu muzyka metalowa. Obrzydliwość, makabra oraz atmosfera niepokoju, czyli cechy znane m.in. z sennych koszmarów. Charakterystyczna kreska - karykaturalnie wyglądające postaci, niebywała dynamika kadrów i natężenie emocji oraz zapierająca dech w piersiach sceneria. Opowieści z solidną dawką bólu i cierpienia, acz z nutą nostalgii oraz tęsknoty za pierwiastkiem nadludzkim. Wszystkie te elementy (i kilka innych) znajdziemy w dziełach Tony'ego Sandovala. Jak prezentuje się jego najnowszy album Doomboy?

Tony Sandoval to Meksykanin pełną gębą. Długie, gęste włosy, czarna broda, umiłowanie muzyki metalowej (ze szczególnym akcentem na doom metal) oraz w gruncie rzeczy pogodne usposobienie - o czym mogli się przekonać wszyscy szczęśliwcy (do których i ja się zaliczam), którzy zamienili z nim, choćby kilka zdań na którymś z festiwali komiksowych. Aparycją przypomina Alana Moore'a, choć zdecydowanie jest od niego bardziej komunikatywny i towarzyski. Jego opowieści graficzne, czyta się z równie wielkim zainteresowaniem, jak wybitne dzieła twórcy Strażników. Paradoksalnie, mimo brutalnych scen, obowiązkowego pojawiania się makabr i elementów erotyzmu, najważniejsza w albumach Sandovala jest warstwa obyczajowa. To ona, obok solidnych ilustracji, stanowi siłę napędową jego opowieści. Doomboy to czwarta z wydawanych od 2009 roku mrocznych historii Tony'ego goszcząca w naszym kraju. Jak do tej pory najbardziej autentyczna, melancholijna, pełna barwnych postaci i zaskakująca.

Id to nastoletni buntownik marzący o spektakularnej karierze gwiazdy muzyki metalowej. Brzdęka nieporadne dźwięki na swej ukochanej gitarze, popija alkoholowe trunki z oddanymi przyjaciółmi, umawia się z dziewczynami, a jego fryzura oraz anemiczne ciało, czynią z niego niegroźnego, sympatycznego pokrakę. Słowem - szarak i niezguła, jak malowany. Z takiej materii trudno ukształtować uwielbianego przez publikę gitarzystę. Sytuacja zmienia się w momencie gdy Id dowiaduje się o śmierci ukochanej Ani. To tragiczne zdarzenie powoduje, iż w klatce piersiowej wątłego chłopaka, pojawia się ogromna dziura. Żeby tego było mało, ta widoczna skaza na ciele, przemawia do przerażonego bohatera, jednocześnie przyczyniając się do rozwoju jego talentu. Id przemienia się w nostalgicznego rockmana (tytułowego Doomboya), którego muzyka hipnotyzuje rzeszę jego rówieśników. Czym właściwie jest owa dziura? Pustką po utracie młodzieńczej miłości, czy może cząstką obcego wymiaru, przywołującą ogromne kałamarnice oraz rozprzestrzeniające się wraz z muzyką macki? Kim w rzeczywistości jest tajemnicza blondynka sprzedająca papierowe gwiazdy, którą na swej drodze spotyka Id?

Meksykański scenarzysta, nie zapomina o drugim planie, który skrzy się od wzorcowo poprowadzonych i zaskakujących postaci. Sep to dobry druh Doomboya, taki prawdziwy przyjaciel na dobre i na złe, choć z długim jęzorem. Ponętna Mina z zespołu The Green Room of Doom, co kilkanaście stron relacjonuje wydarzenia koncentrujące się wokół Ida. Są jeszcze: sprzedawca w sklepie muzycznym Pepe, z obłędem wsłuchujący się w grę Doomboya, Rick pałający nienawiścią do głównego bohatera oraz przystojny gitarzysta Trevor. Najlepiej prezentuje się jednak masywny Spaghetti, który za maską drapieżnego samca alfa, ukrywa swą romantyczną naturę, a także odmienne od jego zachowania i postury skłonności seksualne.

Doomboy to precyzyjnie skonstruowany dramat psychologiczny, którego główną domeną są: tajemniczość, turpizm, realizm magiczny, a przede wszystkim cierpienie po stracie ukochanej i próba uporania się z tą traumą. Ponownie kolosalne wrażenie sprawiają dopieszczone ilustracje Sandovala, a przede wszystkim: prezencja postaci, paskudne makabry oraz ekspresja twarzy (rozwrzeszczana gęba Ida w nieapetycznym wyrazie to prawdziwa maestria). Pełen kunszt artystyczny twórcy Nokturno możemy podziwiać w całostronicowych kadrach, podkreślających cierpienie zatroskanego młodzieńca.

Pomijając analizę artystów, z których stylistyki oraz pomysłów korzysta Tony Sandoval (Lovecraft, Poe, Burton, Lucio Fucci, Beksiński, McKean, itp.), stwierdzam, iż Doomboy to najlepsza opowieść graficzna z wydanych w Polsce w pierwszym kwartale 2013 roku. Na słowa uznania zasługuje wydawnictwo Timof Comics za: kredowy papier, galerię prac innych rysowników oraz twardą okładkę. Mistrzowski album dla każdego dojrzałego czytelnika, równie przerażający, co nostalgiczny.

Ocena: 9,5/10

Doomboy

Scenariusz: Tony Sandoval
Rysunek: Tony Sandoval
Tłumaczenie: Katarzyna Sajdakowska, Małgorzata Sajdakowska
Wydawnictwo: Timof i cisi wspólnicy
Rok wydania polskiego: 3/2013
Liczba stron: 80
Format: 220x280 mm
Oprawa: twarda
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 978-83-63963-04-0
Wydanie: I
Cena z okładki: 69 zł


blog comments powered by Disqus