W głąb ciemności - recenzja komiksu "Dzienniki rosyjskie"

Autor: Tomasz Nowak
28 czerwca 2013

www.gildia.pl
Dzienniki rosyjskie.
Dostępność: 24h
Cena: 49,70 zł 79,00 zł
dodaj do koszyka

Znajoma twarz Anny Politkowskiej na okładce drugiego tomu komiksowej trylogii Igorta zdaje się jednoznacznie sugerować, z jaką tematyką będziemy mieć do czynienia. Pozornie. Bo autor wychodzi ostatecznie poza dopowiedziany w podtytule problem Zapomnianej wojny na Kaukazie. Podobnie zawarte w tytule głównym odniesienie do całego, ogromnego i złożonego państwowego tworu, jakim była i jest Rosja, wydaje się tym razem nie za bardzo uprawnione.

Morderstwo Politkowskiej, blisko dekadę temu, miało zamknąć usta innym chętnym do zgłębiania niechlubnych sekretów wojen w Czeczenii. I to poniekąd się powiodło. Zabito kilku kolejnych dziennikarzy i prawnika reprezentującego ofiary. Własnych żołnierzy, mówiących "nie" zwierzęcym rozkazom bezkarnych przełożonych, Matuszka Rasija publicznie zlinczowała i napiętnowała jako zdrajców. Z tych drugich jednocześnie czyniąc bohaterów... Kto pamięta dziś (o ile w ogóle wiedział), że Politkowską poproszono o mediacje podczas okupacji teatru na Dubrowce przed pokazowo nieudolnym szturmem specnazu?!

Dzienniki rosyjskie wydobywają zatem z otchłani niepamięci, przypominają detale, które odpłynęły porwane potokiem czasu. Życie przecież toczy się naprzód (zwłaszcza medialne) i "ważniejsze", bo nowsze fakty z innych stron świata napływają szeroką falą... I tylko uczestnicy tamtych zdarzeń muszą żyć z brzemieniem przeszłości. Z ciężarem, który jak to po wojnie w Wietnamie, czy Afganistanie rzutuje na kształt obecnego pokolenia, zniekształcając je w jakąś żałosną karykaturę. "Groźba czeczeńskiego terroryzmu" okazuje się potężnym spoiwem nijakiej rosyjskiej współczesności, nazwanej jakże barwnie "demokraturą".

Igort zdumiewa się zwyrodnieniem, jakie w ludziach budzi konflikt kaukaski,. Próbuje dotrzeć do jego dawnych korzeni, ale one sięgają zbyt głęboko i nie jest w stanie ich w pełni wydobyć. Nic dziwnego, wszak nadal niewiele wiadomo np. o czystkach wśród Czerkiesów, jakie zarządziła jeszcze caryca Katarzyna II. Jednak co do narzędzi... Cóż, na Kaukazie dominuje kult siły, działa tam cały czas ta sama szkoła władzy - skrzyżowanie barbarzyństwa z bestialstwem. Jest on może dla nas dziś o tyle niezrozumiały, że własne doświadczenia w tym zakresie tak chętnie ostatnio usuwamy z pamięci.

I znów, jak w zapiskach z Ukrainy, autor pokazuje Rosję i dawne republiki w szarych, nieco przybrudzonych, czasem krwawych barwach. Posługuje się kilkoma stylami ilustracji, choć ze znacznie mniejszym zróżnicowaniem. Nic dziwnego, wszak wydarzenia tu opisywane nie należą do przeszłości sprzed kilkudziesięciu lat, tak jak Hołdomor. Owszem, relacje bieżące przeplatają odrębne retrospektywy, a zupełnie inny charakter graficzny ma w całości naszkicowany epizod finałowy. Wszak dla znających Dzienniki ukraińskie, jedynie on może stanowić pewne zaskoczenie.

Wędrując ścieżkami Poliktowskiej - dosłownie i w przenośni - Igort buduje kolejny tom "komiksowego reportażu" o dużej wadze. Jednak przy konstrukcji podobnej jak w poprzednim, nie udaje mu się zachować takiej samej spójności. Poszczególne wątki rwą się nieco, jakby zawieszone w czasoprzestrzeni, niekiedy bez puenty. Fakt, że sprawa Kaukazu daleka jest od zamknięcia, ale czy kiedykolwiek zamknięta zostanie? Pod rządami demorkatury, w prostej linii podtrzymującej trwające od stuleci stanowisko Kremla, trudno się tego spodziewać.

A tymczasem lista się wydłuża: Czeczenia, Biesłan, urywki z Moskwy. Mnożą się ślady konfliktu toczonego w zasadzie nieustannie. Zaś koszmar, jaki toczące wojnę (obie) strony, gotują sobie nawzajem można opisać jednym słowem: nieludzki. Oczywiście, jedni walczą jako "wojsko", drudzy - terroryści. Oficjalnie. W imię własnych racji i czyichś interesów. W zasadzie bez szans na porozumienie.

Najważniejsze jest to, że za sprawą Dzienników rosyjskich przynajmniej pewna część dorobku Politkowskiej i jej naśladowców nie trafi na śmietnik historii. Owe zepchnięte obecnie na margines zapisy okrucieństw wojny, tak w skali narodu, jak i w o wiele brutalniejszej skali pojedynczego człowieka. W Rosji czy poza nią to nadal temat mało znany, podejmowany niechętnie. Strach przed karzącą dłonią hospodara, która dosięga każdego (vide casus Litwinienki) nie zna granic.

I tak, wchodząc w głąb Rosji, Igort wciąga nas w coraz głębsze ciemności. A jednak po zakończeniu lektury pozostaje niedosyt. Pokazuje obszerny, umiejętnie uchwycony wyrywek, ale to trochę za mało, by przeniknąć rosyjską specyfikę, życie, duszę. Być może zdając sobie z tego sprawę, porzuca pod koniec swe "dzienniki czeczeńskie" i odchodzi z Kaukazu? Zmierza w kierunku Syberii. Pośród jej bezmiaru, zanurzony w okrutnej, ponurej historii i nieogarnionym bezkresie, czuje się jednak od razu symbolicznie zagubiony. Ciekawe dokąd zawiedzie ta wędrówka. Tak jego, jak i czytelników.

Dzienniki rosyjskie

Scenariusz: Igort
Rysunek: Igort
Wydawnictwo: Timof i cisi wspólnicy
Rok wydania polskiego: 5/2013
Tytuł oryginalny: Les Cahiers Russes [La guerre oubliée du Caucase]
Wydawca oryginalny: Futuropolis / Glénat
Rok wydania oryginału: 2011
Liczba stron: 173
Format: 170x240 mm
Oprawa: miękka
Papier: offsetowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
ISBN-13: 9788363963101
Wydanie: I
Cena z okładki: 79 zł



blog comments powered by Disqus