Na niezielonej Ukrainie - recenzja komiksu "Dzienniki ukraińskie [Wspomnienia z czasów ZSRR]"

Autor: Tomasz Nowak
19 października 2012

Dlaczego dziś Ukraina, "spichlerz Europy" tonie w biedzie? Dlaczego rozrywana sprzecznościami miota się tak wewnętrznie, jak i na arenie międzynarodowej, próbując odnaleźć swe miejsce? A to stąd, że nie ma obecnie "ukraińskiej tożsamości", bo wyrwano ją z korzeniami w rozmaitych "procesach historycznych", mówi Igort. I na dowód przedstawia garść zapisków, obserwacji oraz wspomnień, jakie przywiózł z dwuletniego pobytu w tym kraju. Kraju, któremu nie potrafi się nadziwić; który wzbudził w nim strach.

Sprowadzanie Dzienników... wyłącznie do świadectwa Wielkiego Głodu, to daleko idące uproszenie. To prawda, że właśnie te czasy, programowego wyniszczania połączonego z akcją "rozkułaczania", a więc konfiskaty i wywózki "na białe niedźwiedzie" stanowi cezurę w dziejach Ukrainy. To wówczas zniszczono wszystko – tradycję i ludzi, którzy dziś mogliby zapewnić jej historyczną ciągłość. Ale Igort wnika bardziej w głąb. Pozwala prześledzić losy kraju praktycznie od połowy lat 20. ubiegłego wieku, kiedy to zaczynają swe wspomnienia jego rozmówcy. Potem brnie ku teraźniejszości przez okres stalinizmu, wojny, zmian po śmieci "Ojca Narodów", aż po pierestrojkę i ostatnie przemiany. Ich skutki widzi już sam na własne oczy, zatem opisuje własnymi słowami i obrazami. Rzadko je opiniuje, komentuje. Poniekąd słusznie, gdyż dzięki temu tworzy niepowtarzalny dokument.

Przebywając na dalekiej Ukrainie (Dniepropietrowsk) zdumiewa się tamtejszym życiem. Wydaje mu się, że po upadku komunizmu winno stać się ono normalne. Oczywiście "normalne" w rozumieniu człowieka Zachodu. Stąd też, kiedy natrafia na dziwaczny społeczno-gospodarczo-przestępczy twór funkcjonujący na jeszcze dziwniejszych prawach, dziwi się mu niepomiernie. Jego zdziwienie przypomina zaś do złudzenia to, z którym praktyki komunizmu "obnażali" niekiedy "nowo oświeceni odkrywcy" z Zachodu za czasów ZSRS. Zdziwienie jakże naiwne, skłaniające wszelako autora do tego, aby spisać, zanalizować dokładnie wszystko, co widzi i słyszy. Ma bowiem świadomość, iż w głowach innych, czytających jego zapis, też będzie mieścić się z trudem.

Generalnie wyłaniający się z Dzienników... obraz jest szary, ponury, przerażający. Igort, Włoch, dla którego komunizm znaczy zupełnie co innego, nie pojmuje choćby mentalnych spustoszeń, jakie ten system poczynił w ludziach na Wschodzie ("Ona nigdy się nie uśmiecha. A to jest coś, co wzbudza strach"). Nie rozumie, że nieufność, wręcz wzajemna wrogość, podejrzliwość zbudzona przez zwykły uśmiech może być normą. Że można żyć stale pod jarzmem strachu, który czytając epilog powinien poczuć każdy. A my szczególnie nie powinniśmy o nim zapomnieć.

Książkę tę na tle rozmaitych rozpraw o Ukrainie wyróżnia ujęcie tematu. Czytamy tu o rozmaitych sprawach, wydarzeniach, widzianych oczami zwykłych ludzi. Już nie stalinowskich "statystyk", nie w perspektywie "republiki radzieckiej", czy na socjalistyczną modłę: jakiegoś miasta, wsi albo kołchozu. Nie ma tu bohatera zbiorowego. Jest pojedynczy człowiek i jego losy, radości i dramaty, wpisane w powikłaną historię. Losy odmienne, jakże różne, a jednak zawsze naznaczone piętnem wielkich wydarzeń, polityki, wojny, zmian. Dzieje, które warto zgłębić, bo zestawione razem pomogą lepiej zrozumieć, co gra w dziwnych, pokręconych duszach naszych sąsiadów.

Opowieść ta to zarazem coś więcej i coś mniej niż komiks. To przeplatane ilustracjami, przeradzające się w komiks pamiętniki, które poprzez splot form razem tworzą niepowtarzalną całość. Taka postać, uproszczona przy pomocy zróżnicowanych rysunków – od precyzyjnych portretów, po surrealistyczne wizje – czyni ją bardziej przystępną. To właśnie książki takie jak ta, poszerzające horyzonty, interkulturowe, mówiące o sprawach ważnych, ale jeszcze więcej o samym człowieku, powinny obecnie szturmem wejść do kanonu szkolnych lektur. Z nich dowiedzieć się można o świecie więcej – o tym dzisiejszym, jak i tym przeszłym, odkreślanym dziś tak niepokojąco chętnie "grubą kreską". Nabrać obrazu całości dziejów, które tak pogmatwane wciąż, po latach wolności, rzucają się cieniem na teraźniejszość. I jeszcze przez wiele lat będą.

Dzienniki ukraińskie - [Wspomnienia z czasów ZSRR]

Scenariusz: Igort
Rysunek: Igort
Tłumaczenie: Marzena Sowa
Wydawnictwo: Timof i cisi wspólnicy
Rok wydania polskiego: 10/2012
Liczba stron: 176
Format: 168x240 mm
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: kolor
Dystrybucja: księgarnie, internet
Wydanie: I
Cena z okładki: 79 zł



blog comments powered by Disqus